Trwają starania polskiego i japońskiego duchowieństwa katolickiego o beatyfikację Władysława Żebrowskiego, znanego światu jako Brat Zenon, a Japończykom jako brat Zeno (od japońskiego słowa „zenno”– „wszechmocny”). Jego życie to opowieść o poświęceniu, głębokiej wierze i nieustannej służbie najuboższym w Japonii.
O. Zenon Żebrowski za swoje zasługi dla japońskiego społeczeństwa został odznaczony przez cesarza Japonii Orderem Skarbu. Fot. Archiwum o. J. ŻebrowskiegoW duchu patriotyzmu
Władysław Żebrowski urodził się 4 października 1898 roku w Surowem koło Kolna na Podlasiu. – Wychował się w rodzinie patriotycznej – wspomina jego bratanek i franciszkanin konwentualny, ojciec Jerzy Żebrowski, misjonarz w Kenii i Kanadzie, a od 10 lat również proboszcz polskiej parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Bostonie. – Podczas najazdu szwedzkiego nasza rodzina stanęła po stronie króla Jana Kazimierza. Otrzymaliśmy wówczas tytuł szlachecki i dobra pod Łomżą. W czasie zaborów nasi przodkowie walczyli w obu powstaniach, organizowali szkoły polskie, za co wielu z nich zostało deportowanych na Syberię – dodaje.
Władysław Żebrowski już jako młody chłopiec odznaczał się niezwykłą wrażliwością na potrzeby innych. W wieku 16 lat wstąpił do zakonu franciszkanów konwentualnych w Niepokalanowie, przyjmując imię zakonne Zenon. Tam poznał ojca Maksymiliana Kolbego – przyszłego świętego i męczennika z Auschwitz, który wywarł ogromny wpływ na jego duchowość i przyszłe życiowe wybory.
Życie w Japonii
24 kwietnia 1930 roku, na zaproszenie japońskich katolików, wraz z ojcem Maksymilianem Kolbem i dwoma innymi współbraćmi, Zenon Żebrowski przyjechał do Japonii. Misjonarze dopłynęli statkiem z Chin do Nagasaki, gdzie niedługo na zakupionej za niedużą kwotę ziemi w Hongoch nad rzeką Nakayama zaczęli budować klasztor Mugenzai no Sono (Ogród Niepokalanej) i drukarnię wydającą po japońsku „Rycerza Niepokalanej”. Dla zakonników Japonia gwałtownie stała drugim domem, a dla brata Zenona – miejscem życiowej misji.
Pewnego dnia w prowadzonym przez braci klasztorze odbywały się rekolekcje. W czasie przerwy Zenon wybrał się do Nagasaki na zakupy. Idąc przez miasto, zobaczył leżącego na ulicy mężczyznę. Ludzie nie zwracali na niego uwagi. Brat Zenon wiedział, iż jeżeli się nim zaopiekuje, to spóźni się na konferencję popołudniową, na której miał nauczać przybyłych wiernych. Zatrzymał się jednak i podszedł do leżącego. gwałtownie zauważył, iż Japończyk jest brudny, głodny i ubogo ubrany. Zenon pomógł mężczyźnie wstać i zaprowadził go do pobliskiej restauracji, gdzie kupił mu jedzenie i wodę. W tym czasie ktoś niepostrzeżenie sfotografował obu mężczyzn. Następnego dnia zdjęcie znalazło się we wszystkich japońskich gazetach z podpisem: europejski misjonarz pomaga bezdomnemu.
Brat Zenon niedługo zorientował się, iż podobnych ludzi, w tym dzieci, jest więcej. Założył więc pierwszy w Nagasaki sierociniec. Choć warunki były trudne, bo nie posługiwał się biegle japońskim, to jego oddanie potrzebującym gwałtownie zjednało mu sympatię lokalnej społeczności. Po powrocie ojca Kolbego do Polski brat Zenon nieustannie rozwijał działalność misyjną i charytatywną. Wśród Japończyków zyskał miano „świętego”. Najwięcej serca wkładał w pomoc dzieciom ulicy – zakładał dla nich schroniska, uczył ich czytania, pisania i zasad higieny. Często był jedyną osobą, która wyciągała do nich pomocną dłoń. Gdy rozpoczęła się wojna między Japonią i Stanami Zjednoczonymi, Japończycy internowali w kraju wszystkich cudzoziemców, z wyjątkiem brata Zenona, któremu pozwolono mieszkać w klasztorze i dalej prowadzić akcję humanitarną wśród miejscowej ludności.
Po wybuchu bomby atomowej
W sierpniu 1945 roku bomba atomowa spustoszyła Nagasaki. Katastrofa ta zniszczyła niemal całe miasto, zabijając dziesiątki tysięcy ludzi i pozostawiając tysiące innych rannych i bezdomnych. Wśród ocalałych były setki osieroconych dzieci, błąkających się po ruinach miasta w poszukiwaniu pożywienia i schronienia.
– Klasztor polskich zakonników cudem ocalał – wspomina ojciec Jerzy. Historię tych wydarzeń opowiadał mu brat Zenon, gdy w drodze do Rzymu na beatyfikację Maksymiliana Kolbego przez papieża Pawła VI w 1971 roku na krótko odwiedził Polskę i swoją rodzinę. – W klasztorze wypadły szyby ze wszystkich okien, ale ponieważ budynek wybudowano w cieniu góry, która stała na drodze fali uderzeniowej, znajdujący się w środku zakonnicy przeżyli – dodaje duchowny. – Byłem wtedy jeszcze chłopakiem, miałem 14 lat, gdy odwiedził nas Zenon – przypomina sobie proboszcz. – Miał długą brodę i wszystkie dzieci w rodzinie targały go za nią, bo nie wierzyliśmy, iż jest prawdziwa – kontynuuje. – Pamiętam, iż zapytałem go, kim powinienem zostać, gdy dorosnę. I wtedy mój dużo ode mnie starszy bratanek powiedział: Jureczku, cokolwiek pan Bóg pozwoli ci w życiu robić, to najważniejsze jest, żebyś był dobrym człowiekiem. Zapamiętałem to na całe życie – dodaje.
Ocalały po wybuchu bomby atomowej brat Zenon nie czekał na pomoc. Już w pierwszych dniach po ataku wyruszył na ulice, by ratować najmłodszych. Wyciągał dzieci z gruzowisk, opatrywał im rany i dzielił się jedzeniem, którego sam miał niewiele. Jego cela zakonna zamieniła się w tymczasowy sierociniec. W kolejnych miesiącach duchowny założył schroniska dla „atomowych dzieci” – tak bowiem w Japonii nazywano najmłodsze ofiary wybuchu. Uczył je podstawowych umiejętności życiowych, organizował naukę, a choćby prowadził warsztaty, gdzie starsze dzieci mogły zdobywać zawód, a osoby bezdomne i samotne matki znajdowały pracę.
Japoński brat Albert
Po zakończeniu II wojny światowej Japonia pogrążyła się w biedzie i chaosie. Wielu ludzi zostało bez dachu nad głową, brakowało jedzenia i opieki medycznej. Brat Zenon nie opuścił jednak swoich podopiecznych. Wręcz przeciwnie – jego działalność nabrała jeszcze większego rozmachu. Zakładał kuchnie dla ubogich, prowadził sierocińce, szpitale polowe i ośrodki dla osób starszych. Nigdy nie zbierał pieniędzy na własne potrzeby – wszystko, co otrzymywał, przekazywał potrzebującym.
Japończycy porównywali go do świętego Franciszka z Asyżu, a niektórzy do brata Alberta Chmielowskiego i Matki Teresy z Kalkuty. Jeszcze inni nazywali go „drugim Chrystusem”.
A jednak brat Zenon działał zawsze w cieniu, bez rozgłosu. Często sam nosił wodę, prał ubrania chorych i opatrywał rany. W wielu domach był znany jako „brat od ubogich”. Przez całe życie pozostał wierny franciszkańskiemu ideałowi ubóstwa – nosił znoszoną sutannę, jadł skromne posiłki, a każdą ofiarowaną mu rzecz przekazywał potrzebującym. W trudnych powojennych czasach był dla japońskiego społeczeństwa symbolem nadziei i odrodzenia. Jego cicha obecność i codzienna praca stały się nie tylko wsparciem materialnym, ale i duchowym dla wielu zrozpaczonych ludzi.
Miejsce ostatniego spoczynku o. Zeno w Tokio odwiedził jego bratanek – o. Jerzy Żebrowski, proboszcz polskiej parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Bostonie. Fot. Archiwum o. J. ŻebrowskiegoMiasto Mrówek
Japońskie władze, widząc ogrom pracy wykonywanej przez skromnego franciszkanina, zaczęły z czasem wspierać jego inicjatywy. W latach powojennych brat Zenon przeniósł się do Tokio, gdzie założył Ari no Machi („Miasto Mrówek”) – osiedle dla bezdomnych. Miejsce to stało się domem dla setek ludzi, oferując nie tylko dach nad głową, ale i wspólnotę. Kolejne podobne miasta powstały w 20 miejscowościach, w tym w Nagasaki, Kobe, Osace, Nagoyi i innych. Zenon Żebrowski założył też ponad 30 ośrodków pomocy społecznej.
W uznaniu jego zasług, cesarz Japonii Hirohito odwiedził brata Zenona osobiście w 1949 roku, a w 1969 odznaczył go Orderem Skarbu IV klasy, pokłonił się przed nim na oczach całego dworu i zapewnił mu bezpłatne przejazdy wszystkimi środkami transportu i pobyty w japońskich hotelach. W 1979 r. u stóp góry Fudżi wzniesiono pomnik Brata Zeno nazwany „Bezgraniczna Miłość”, a 3 lata wcześniej w polskiej ambasadzie w Tokio uhonorowano go Złotym Krzyżem Zasługi.
Ojciec Jerzy Żebrowski wspomina, iż gdy obywatele Japonii zobaczyli w gazetach cesarza, któremu przypisywali boski status, pochylającego głowę przed bratem Zenonem, zaczęli taktować zakonnika jak boga. Stali przed nim ze spuszczonymi głowami i nie odwracali się do niego plecami.
Pamięć o bracie Zeno
W 1978 roku Zenon Żebrowski zachorował i przebywał w szpitalu w Tokio, gdzie w 1981 roku odwiedził go Jan Paweł II. Rok później zakonnik zmarł. Został pochowany na cmentarzu katolickim Tama w Tokio. W pogrzebie uczestniczyło tysiące ludzi, w tym osoby, którym pomagał i które dzięki niemu odzyskały godność. Imię brata Zeno noszą do dziś szkoły i ulice. Polski duchowny uznawany jest w Japonii za bohatera narodowego i wzór chrześcijańskiej postawy.
W Japonii wciąż działają placówki, które zawdzięczają istnienie bratu Zenonowi. Choć w Polsce jego postać pozostaje mało znana, warto przywrócić pamięć o tym cichym bohaterze i jednym z najwybitniejszych misjonarzy XX wieku. Jego życie to dowód na to, iż świętość nie potrzebuje wielkich słów – wystarczą czyny.
MB









