Anna Kowalska siedziała na ławce w parku szpitalnym i płakała. Dziś obchodziła 80. urodziny, ale ani…

polregion.pl 22 godzin temu

Anna Kowalska siedzi w ogródku przy domu opieki, opiera się o ławkę i płacze. Dziś kończy 80 lat, ale ani syn, ani córka nie przyjechali, nie złożyli życzeń. Jedynie sąsiadka z pokoju, Eugenia Szymańska, przywitała ją serdecznie i podarowała mały upominek. Do tego pielęgniarka Magda podaje jej jabłko na znak urodzin. Placówka jest przyzwoita, ale personel ogólnie pozostaje obojętny.

Wszyscy wiedzą, iż starsi trafiają tu, bo ich dzieci nie chcą już ich opiekować. Syn przywiózł Annę, mówiąc, iż ma odpocząć i się wyleczyć, a w rzeczywistości przeszkadzała jego synowej. Mieszkanie należało do Anny, ale syn namówił ją, by napisała darowiznę. Gdy prosił o podpisanie dokumentów, obiecywał, iż będzie mieszkać tak, jak dotąd, jednak niedługo cała rodzina wprowadziła się do niej i wybuchła wojna z synową.

Synowa zawsze narzekała, nie sprzątała po sobie w łazience i zostawiała bałagan. Na początku syn bronił jej, potem przestał i sam zaczął krzyczeć. Anna zauważyła, iż rodzina zaczyna szeptać, a gdy tylko wchodziła do pokoju, milczeli.

Pewnego poranka syn zaczyna rozmowę, iż musi odpocząć i poddać się leczeniu. Matka patrzy mu w oczy i gorzko pyta:
Sprzedajesz mnie do domu opieki, synku?
On się czerwieni, nerwowo się rozgorączy i z wyrzutem odpowiada:
Co ty, mamo, to tylko sanatorium. Po miesiącu wrócisz do domu.
Zabiera ją, gwałtownie podpisuje papiery i pośpiesznie wyjeżdża, obiecując szybki powrót. Pojawia się tylko raz: przynosi dwa jabłka i dwie pomarańcze, pyta, jak się mają, i zniknął.

Anna mieszka tu już drugi rok. Kiedy mija miesiąc, a syn nie przyjeżdża, dzwoni na domowy telefon. Odpowiadają obcy ludzie okazuje się, iż syn sprzedał mieszkanie i nie wiadomo, gdzie go szukać. Anna płacze kilka nocy, ale wie, iż nie zabiorą jej domu, i nie ma już co płakać. Najbardziej boli ją to, iż w przeszłości zraniła córkę dla dobra syna.

Anna urodziła się w wiosce w Małopolsce. Tam poślubiła szkolnego kolegę Piotra. Mieli duży dom i gospodarstwo. Żyli skromnie, ale nie brakowało im jedzenia. Pewnego dnia przyjechał do rodziców sąsiad z Krakowa i opowiadał Piotrowi, jak w mieście jest wygodnie, dobre pensje i mieszkania od zaraz. Piotr zapalił się na pomysł: Jedźmy, jedźmy!. Sprzedali wszystko i przeprowadzili się do miasta. Mieszkanie dostali od razu, kupili meble i stary Złotą Kaczkę. W tym samochodzie Piotr miał wypadek.

W szpitalu, w drugi dzień, zmarł jej mąż. Po pogrzebie Anna zostaje sama z dwójką dzieci. Aby ich wyżywić i ubrać, myje podwórza wieczorami. Myślała, iż dzieci wyrosną i pomogą, ale tak się nie stało. Syn wpakował się w kłopoty, trzeba było pożyczać pieniądze, by go nie wtrącili do więzienia; spłacała długi dwa lata. Córka Daria wzięła mąż, urodziła dziecko. Rok mijał spokojnie, ale syn zaczął często chorować. Musiała odejść z pracy, by chodzić po szpitalach. Lekarze długo nie potrafili postawić diagnozę. W końcu wykryto rzadką chorobę, ale leczono ją tylko w jednym ośrodku, a kolejka była długa. Gdy Daria jeździła po szpitalach, jej mąż odszedł, zostawiając jedynie mieszkanie. W szpitalu poznała wdowca, którego córka cierpiała na tę samą chorobę. Zakochali się, zamieszkali razem. Po pięciu latach on zachorował, potrzebował operacji. Anna miała pieniądze i chciała je dać synowi jako wkład na mieszkanie.

Kiedy córka poprosiła o tę kwotę, Anna poczuła, iż nie powinna jej oddawać obcemu, bo własny syn potrzebuje pieniędzy bardziej. Odrzuciła prośbę. Daria mocno się na nią obraziła i pożegnała, mówiąc, iż już nie jest jej matką i nie ma do niej przychodzić, gdy będzie jej źle. Od tamtej pory nie rozmawiają dwadzieścia lat.

Daria wyleczyła męża, zabrali dzieci i wyjechali nad morze. Gdyby mogła cofnąć czas, Anna zrobiłaby wszystko inaczej, ale przeszłość się nie odwraca.

Anna wstaje powoli z ławki i idzie w stronę domu opieki. Nagle słyszy:
Mamo!
Serce przyspiesza. Obraca się. To jej córka, Daria. Złamane nogi prawie ją przewracają, ale Daria podbija się i łapie matkę.
W końcu cię znalazłam Brat nie chciał podać adresu, ale zagroziłam mu sądem, bo nielegalnie sprzedał mieszkanie, więc się uciszył

Wchodzą do budynku i siadają na kanapie w holu.
Wybacz, mamo, iż tak długo nie rozmawiałam. Najpierw się obrażałam, potem odkładałam, wstydziłam się. Tydzień temu śniłaś mi się chodziłaś po lesie i płakałaś.
Wstałam, a serce tak się obciążyło. Powiedziałam to mężowi, a on kazał mi przyjechać i pogodzić się. Przyjechałam, a tam obcy ludzie nic nie wiedzą.
Długo szukałam adresu brata, w końcu go znalazłam. Teraz jestem tutaj. Zbieraj się, jedź ze mną. Wiesz, jaki dom? Duży, nad brzegiem morza. Mąż kazał, iż jeżeli matka źle się czuje, przywiezie ją do nas.
Anna przytula się wdzięcznie do córki i płacze. To już łzy radości.

Szanuj ojca swego i matkę, aby dni twoje na ziemi przedłużyły się, którą Bóg, Pan twój, ci dał.

Idź do oryginalnego materiału