„Anna jest młoda, jeszcze urodzi!” – tak obiecywała. W końcu nikomu nie zależało na dziecku. Anna i…

polregion.pl 1 miesiąc temu

Joanna jest młoda, jeszcze urodzi!, obiecała pewnego razu. Ostatecznie jednak nikt nie potrzebował dziecka.

Joanna i Robert dorastali razem w małym, prowincjonalnym miasteczku na południu Polski. Chodzili do tej samej klasy, potem wyjechali razem na studia do Krakowa. Po studiach szukali pracy w Warszawie. Znaleźli mały wynajęty pokój w starej kamienicy, podjęli pierwszą pracę, żyli bez ślubu. Kiedy Joanna zaszła w ciążę, Robert po prostu zniknął. Nie planował dziecka.

Dziewczyna była rozbita. Wróciła na Śląsk, by tam wychować dziecko. Matka Roberta była istotną osobą w lokalnych strukturach miasta opowiadała wszystkim, iż to nie jej syn jest ojcem, a dziecko nie ma nic wspólnego z ich bliskimi. Sprawa była o tyle trudna, iż obie rodziny mieszkały nieopodal siebie. Wszyscy przyglądali się tym grom.

Znajomi wiedzieli, jak wyglądała ta historia. Joanna urodziła śliczną córeczkę, Martynę. Niczego nie oczekiwała od rodziny Roberta. Młoda mama marzyła tylko o spokoju. Jednak matka Roberta dalej rozpowiadała wszędzie, iż to nie jej wnuczka.

Spójrzcie na nią! perorowała kobieta. To dziecko ma jasne włosy, my wszyscy mamy czarne! Nos zupełnie nie nasz! My tacy piękni, a dziecko takie zwyczajne! Próbuje się wcisnąć do naszej rodziny. To podstęp!

Joanna miała tego dość, zaproponowała więc badanie DNA, by raz na zawsze zakończyć te plotki. Po wynikach nagle wszystko się odmieniło: matka Roberta natychmiast zaprosiła Joannę do siebie, by poznać wnuczkę. Dziecko zasypano prezentami: zabawkami, ubrankami, słodyczami. Joanna żyła tylko z renty po ojcu, więc była wdzięczna, iż ktoś pomagał.

Z czasem nowa babcia zaczęła upominać się o wnuczkę: chciała zabierać Martynkę na weekendy do siebie na przedmieścia. Joanna uznała, iż roczna dziewczynka pozostało za mała, by nocować bez mamy. Babcia bardzo się obraziła.

Potem ostrzegła Joannę, iż pójdzie do sądu, by uzyskać prawa do stałego kontaktu z wnuczką. Przy okazji obiecała, iż lepiej zadba o Martynkę, ma przecież pieniądze i wszystko, czego potrzeba dziecku. W sądzie, jak twierdziła, nie będzie miała problemu Robert ma własne mieszkanie, daje na córkę alimenty (pokazuje zaświadczenia), a Joanna jest bez pracy i samotna. pozostało młoda, pewnie jeszcze urodzi, więc niech lepiej odda dziecko dobrowolnie. Wszyscy sędziowie w okręgu ją znają łatwo przewidzieć werdykt. Joanna jednak zdecydowała się walczyć o dziecko. Spór ciągnął się przez lata.

Martynka, którą kiedyś odpychano, stała się oczkiem w głowie wpływowej rodziny. Rzucano oskarżenia, śledzono, podkładano dowody, składano skargi i robiono zdjęcia. W końcu Joanna musiała się przenieść gdzie indziej, uciekać przed tym wszystkim. Działy się rzeczy nierealne, miasteczko zamieniało się nocą w krzywe zwierciadło. Ale potem Robert się ożenił, urodził mu się syn, uwaga babci przeniosła się na nowego wnuka. Martynka poszła do pierwszej klasy, a Joanna wyjechała znów do Warszawy, jednak często wracała do domu, do swojej mamy i córki.

Pewnego razu poznała mężczyznę Wojciecha mama doradziła jej, żeby spróbowała ułożyć sobie nowe życie. Babcia obiecała, iż zajmie się jeszcze Martynką. Gdy się rozgości w stolicy i ustabilizuje, zabierze ją do siebie.

Joanna wyszła za mąż, wynajęła mieszkanie, czekała na dziecko. Wszystko układało się dobrze tak, jak we śnie, gdy czas wydłuża się lub skraca, a twarze zaczynają podobne być do postaci ze szkolnych czytanek. Jednak wciąż nie zabierała córki, nie miała jak. Mąż nie był zachwycony wychowywaniem cudzego dziecka. Joanna uznała, iż Martynka będzie miała lepiej u babci: tam miała przyjaciół, szkołę i swoje miejsce. Kiedy już urodzi się jej kolejne dziecko, nie będzie miała komu powierzyć opieki nad Martynką. Więc jej matka zajęła się wnuczką. Jednak wiek i samotność zaczęły dawać o sobie znać kilka razy dzwoniono po karetkę, babcia trafiała do szpitala. Wtedy Martynką opiekowali się sąsiedzi, emeryci spod piątki.

W tym czasie wpływowa babcia Roberta całkiem straciła zainteresowanie Martynką. jeżeli spotkała mamę Joanny na targu, tylko uśmiechała się przekąsem:

Mogła mnie pani posłuchać! Oddałaby mi ją, to wychowałabym. Teraz dziecko mogłoby już znać niemiecki, grać na fortepianie. Tak, matka ją porzuciła! Kim ona będzie, kiedy dorośnie? Teraz zajmuję się wnuczkiem! To jego czeka najlepsza szkoła, najlepsze zajęcia!

Robert ani razu nie zainteresował się losem Martynki. Zatem to właśnie ta dziewczynka, o którą toczono spory i wojnę, okazała się ostatecznie niepotrzebna nikomu. Co przyniesie jej jutro? To już zupełnie inny, surrealny rozdział tej historii.

Idź do oryginalnego materiału