Afera o ogródki w centrum Wrocławia. Restauratorzy kontra konserwator. "Akwaria" mają zniknąć

gazeta.pl 2 godzin temu
Szklane ściany, markizy i mobilne konstrukcje stały się częścią krajobrazu wrocławskiego Rynku i Starego Miasta. Teraz konserwator zabytków zapowiada ujednolicenie i ograniczenie zabudowanych form. Przedsiębiorcy podnoszą argumenty ekonomiczne i pytają, dlaczego zmiany przychodzą właśnie teraz.
Spór o wrocławskie ogródki nie wybuchł wczoraj. Temat wraca od lat, zawsze z nowymi emocjami, ale z tym samym pytaniem w tle: ile swobody powinien mieć biznes w miejscu objętym ścisłą ochroną konserwatorską. Z zewnątrz to po prostu stoliki rozstawione pod parasolami i lekkie konstrukcje osłaniające gości. W gruncie rzeczy chodzi jednak o to, jak ma wyglądać wizytówka miasta, czyli Pomnik Historii. Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków chce uporządkować zabudowy i zwiększyć przejrzystość przestrzeni. Restauratorzy odpowiadają, iż bez osłon przed wiatrem i deszczem trudno prowadzić lokal w centrum przez większą część roku.

REKLAMA







Zobacz wideo "Gdyby nie podwójne łóżko, nie zaszłabym w ciążę", czyli najbardziej absurdalne skargi turystów na biura podróży



Afera ogródkowa we Wrocławiu. Konserwator stawia sprawę jasno
Najwięcej emocji budzą dziś przeszklone kubatury, które w ostatnich latach wyrosły przy wielu lokalach. To nie sezonowe parawany, ale konstrukcje z przesuwnymi ścianami, użytkowane przez większą część roku. Właśnie one stały się osią sporu. W oficjalnym stanowisku podpisanym przez Daniela Gibskiego, Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, czytamy:
Istniejące dziś ogródki w formie przeszklonych kubatur postawione zostały nielegalnie, bez wymaganych przepisami pozwoleń i uzgodnień, w tym dotyczących dostępności i przeciwpożarowych.
Urząd podkreśla, iż sama umowa na użytkowanie gruntu ani zgoda magistratu nie zastępują pozwolenia konserwatorskiego ani wymagań prawa budowlanego. W komunikatach pojawia się też wyraźny wątek bezpieczeństwa: drogi ewakuacyjne, odporność ogniowa materiałów, dostępność dla osób ze szczególnymi potrzebami.
Konserwator zaznacza przy tym, iż temat nie pojawił się nagle. W publikowanych materiałach przypomniano, iż pierwsze próby uporządkowania ogródków rozpoczęły się już w 2018 roku z inicjatywy Miejskiego Konserwatora Zabytków. W 2019 roku powstała koncepcja regulująca ich formę, jednak jak wskazuje DWKZ, nie weszła w życie i nigdy nie obowiązywała.


Według urzędu od początku 2023 roku odbyto kilkadziesiąt spotkań z przedstawicielami branży gastronomicznej. Część restauratorów miała wdrożyć rozwiązania o lżejszej formie, takie jak parasole, markizy, wygrodzenia donicami czy mobilne przeszklenia. Jednocześnie Daniel Gibski twierdzi, iż nie chodzi o ograniczenie działalności w centrum miasta.



Nie, ogródków gastronomicznych nie będzie mniej - nie ma ku temu powodu
- czytamy w jednym z facebookowych wpisów. Jak tłumaczy konserwator, spór dotyczy skali i charakteru zabudowy, a nie samej obecności gastronomii. Celem ma być uporządkowanie przestrzeni wpisanej do rejestru zabytków i uznanej za Pomnik Historii, tak aby nie zasłaniać elewacji kamienic i przywrócić czytelność pierzei rynkowych.
Restauratorzy patrzą na sytuację inaczej. Skoro koncepcja z 2019 roku (według urzędu) nigdy nie obowiązywała, część branży ma poczucie, iż przez lata działała w przekonaniu, iż pewne rozwiązania są akceptowane. Inwestowali w zabudowy, rozwijali ogródki, podpisywali umowy. Dziś słyszą, iż część tych konstrukcji nie spełnia wymagań i powinna zniknąć. I tu emocje zaczynają sięgać zenitu.



Branża podnosi głos. "Lubicie ogródki na wrocławskim Rynku?"
Do stanowiska Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków gwałtownie odniosła się część środowiska gastronomicznego. Na facebookowym profilu "Wrocławskie podróże kulinarne" pojawił się obszerny komentarz, który pokazuje, jak branża odbiera ogłoszoną decyzję.
Autor nie ukrywa, iż moment jest dla restauratorów szczególnie trudny. Zwraca uwagę, iż sprawa zaostrzyła się tuż przed startem sezonu wiosenno-letniego, czyli w czasie, gdy lokale szykują się na największy ruch. W jego ocenie decyzja oznacza konieczność rozmontowania znacznej części obecnych ogródków na Rynku i okolicach oraz brak zgody na wiaty, namioty i podesty, które do tej pory stanowiły stały element wielu lokali.



Wpis podnosi przede wszystkim argument klimatyczny. Pojawia się w nim zdanie:
Brzmi szlachetnie, tylko iż żyjemy w Polsce, a nie w Chorwacji czy Hiszpanii.
Autor zaznacza, iż przeszklone zabudowy nie są wyłącznie kwestią wygody, ale sposobem na funkcjonowanie lokalu przez większą część roku. W tekście czytamy:
Te 'akwaria', które tak łatwo krytykować, są dla wielu restauratorów realną alternatywą zarobkową przez większą część roku. Nie są fanaberią, a uwarunkowaniem klimatycznym i ekonomicznym.
Jednocześnie pada ważna uwaga dotycząca formalności. Autor podkreśla:
Co więcej, te ogródki nie wyrosły z dnia na dzień w nocy, nikt nie ustawił ich sobie bezprawnie. Na ich postawienie wydawano zgody, w dodatku przez długie lata.


Restauratorzy nie kwestionują potrzeby estetyki czy uporządkowania przestrzeni, ale sposób i moment wprowadzania zmian. Z ich perspektywy coś, co funkcjonowało przez lata przy akceptacji urzędów, dziś zostaje zakwestionowane. A to rodzi wiele stresu. Komentarze pod postem pokazują, jak bardzo temat dzieli mieszkańców. Jedni piszą:



Rynek i Stare Miasto we Wrocławiu to żywa przestrzeń, a nie muzeum.
Są też głosy, które zgadzają się ze zdaniem konserwatora.
Ogródki należy uporządkować i do jakiegoś stopnia ujednolicić.
Jednocześnie podkreśla się potrzebę osłon przed wiatrem i deszczem. Pojawia się argument, iż centrum miasta nie jest wyłącznie przestrzenią biznesową, ale wspólną. W jednym z komentarzy czytamy:
Rynek jest wrocławian, restauratorów, turystów.
Dyskusja wyszła poza temat samych konstrukcji. Stała się rozmową o tym, czy centrum ma być przede wszystkim reprezentacyjną wizytówką, czy miejscem intensywnego życia i całorocznej gastronomii.



Prawo kontra praktyka. Kto ustala zasady na Rynku?
W stanowisku urzędu najmocniej wybrzmiewa wątek legalności. Daniel Gibski nie pozostawia w tej kwestii miejsca na interpretacje. W jednym z komunikatów podkreślił:



Stawianie się poza i ponad prawem przez jakiekolwiek podmioty w centrum Wrocławia jest skandaliczne i nie może mieć miejsca w państwie prawa.
To zdanie ustawia całą narrację konserwatora. W oficjalnych materiałach pojawiają się konkretne zarzuty: brak uzgodnień przeciwpożarowych, niewystarczające analizy dróg ewakuacyjnych, niedostosowanie części konstrukcji do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Problem nie sprowadza się wyłącznie do estetyki czy zasłaniania elewacji. Chodzi o zgodność z przepisami i odpowiedzialność za bezpieczeństwo w przestrzeni publicznej.
Restauratorzy odpowiadają, iż przez lata funkcjonowali w oparciu o umowy z magistratem i decyzje administracyjne, które pozwalały im rozwijać ogródki w obecnej formule. W przestrzeni publicznej powraca więc pytanie o konsekwencję działań: jeżeli konstrukcje były niezgodne z przepisami, dlaczego temat nie został rozstrzygnięty wcześniej? Dlaczego dopiero teraz pojawia się tak jednoznaczne stanowisko?


DWKZ podkreśla, iż proces zmian już trwa. W latach 2025 i 2026 wydano kilkadziesiąt pozwoleń konserwatorskich na montaż ogródków w nowej formule. Urząd zaznacza, iż większość branży zaakceptowała potrzebę ujednolicenia zasad, a sprzeciw dotyczy nielicznej grupy przedstawicieli branży, która od lat prezentuje podobne stanowisko.
Ostatecznie nie chodzi wyłącznie o stoliki i szklane ściany. W tle jest pytanie o to, jak zarządzać sercem miasta wpisanym do rejestru zabytków i uznanym za Pomnik Historii. Rynek ma być reprezentacyjną przestrzenią, ale też miejscem pracy i spotkań. To napięcie między ochroną dziedzictwa a realiami prowadzenia biznesu sprawia, iż temat ogródków wraca regularnie i za każdym razem wywołuje podobne emocje. Czy przeszklone ogródki powinny zniknąć z wrocławskiego Rynku? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału