Adam został wychowany przez swojego dziadka, bo o mamie wiedział tyle co nic, a tata porzucił go dla nieudanej kariery muzycznej gdzieś za granicą. Na jawie i we śnie, Adam często spoglądał przez zamglone szyby na kolegów, których rodzice obsypywali nowymi kurtkami i pysznymi pączkami ze stołecznych cukierni. Dziadek, zapracowany w dwóch warszawskich zakładach, wracał do domu z kieszeniami wypchanymi tylko zniszczonymi rękawiczkami i starym portfelem z paroma złotówkami. Adamowi zostawały więc przetarte spodnie i kilka starych klocków, z którymi próbował zbudować zamki, o których śnił.
W dniu swoich urodzin Adam marzył, iż dostanie ogromny wóz strażacki z dźwięczącymi syrenami albo wymarzoną konsolę do gier. W nadziei na odrobinę magii napisał zawczasu list do czarodzieja o imieniu Pan Leszek. Ale w poranek tego święta znalazł pod poduszką jedynie dziadkową skarpetkę w szałwiowe paski, a w środku samotny cukierek wedlowski. Poczuł się jak w dziwnym śnie, gdzie wszystko jest odwrotnie, zaczerwienił się i zapłakał.
Dziadek, mieszając się w tej onirycznej scenie, objął Adama i rzekł: Nie smuć się, Adamie. Zauważ, iż to nie zwykła skarpetka ona jest zaczarowana! Codziennie rano pojawi się w niej magiczny cukierek! Pan Leszek wiedział, które zabrać i wybrał właśnie moją. Oczy Adama rozbłysły, bo w świecie snów wszystko możliwe: od tego dnia co rano w skarpetce lądował nowy, magiczny cukierek.
Adam z dumą chwalił się dzieciakom w przedszkolu na Mokotowie, iż ma skarpetkę czarodzieja, a oni zazdrościli mu dziwnie. Lata płynęły jak Wisła pod mostem Śląsko-Dąbrowskim i pewnego dnia Adam odkrył prawdę, ale nie gniewał się na dziadka za tę malutką białą kłamstewkę. Wręcz przeciwnie, poruszyła go miłość i trud, jaki dziadek włożył w tę słodką codzienną magię.
Gdy Adam dorósł, ukończył Uniwersytet Warszawski i znalazł dobrą pracę, nigdy nie przestawał mieszkać z dziadkiem i rodziną. W dniu swoich ostatnich urodzin, Adam podarował dziadkowi skarpetkę z zielonym jabłkiem zupełnie jak z snem. Dziadek zaś, rozradowany jak chłopiec z Podlasia, zakrzyknął, iż od tego dnia w jego skarpetce każdego ranka pojawia się magiczne jabłko. Niezwykła więź między Adamem a dziadkiem trwała dalej, silniejsza niż niejedna herbata z cytryną, napełniona czułością i wdzięcznością za czarodziejskie dary.







