Małgorzata bardzo pragnęła dobrze wyjść za mąż. Z tym niedobrym już miała przygodę za sobą. Miała syna, Bartosza, lat dwadzieścia.
Jeszcze dawno temu, mąż został przyłapany na zdradzie, która przechodziła wszelkie pojęcie. Małgorzata jednego dnia wróciła z delegacji wcześniej niż planowała. Zastała męża zaskoczonego, w połowie rozebranego, gdy gorączkowo poprawiał pościel w ich sypialni. A jej najlepsza przyjaciółka stała w kuchni i parzyła kawę w jej własnej satynowej koszuli nocnej! Klasyka gatunku. Rozwód był natychmiastowy, a przyjaciółka-zdrajczyni raz na zawsze wyleciała z jej kontaktów. Małgorzata nie zamierzała babrać się w brudnych szczegółach. Jest wina, będzie i kara. Wystawiła męża z walizkami za drzwi, a synowi zabroniła kontaktu z ojcem. Wtedy Małgorzata nie miała jeszcze trzydziestki.
Minęło ponad dziesięć lat. Małgorzata przez ten czas zdobyła najpierw tytuł doktora, a potem doktora habilitowanego filologii polskiej. Miała pod sobą całą katedrę na uniwersytecie pedagogicznym w Krakowie, którą zarządzała. Ceniono ją jako fachowca. Przez te lata samotności nie traciła jednak wiary, iż jeszcze spotka godnego partnera. Nie czuła się gotowa, by od razu chwytać za druty i krzyżykować serwetki.
Kandydatów na męża nie brakowało, ale nikt nie zawitał w jej życiu na dobre. Jeden adorator już po pierwszej randce poprosił Małgorzatę o rękę. choćby pożyczył od niej pieniądze (No bo już prawie jesteśmy rodziną…) i zniknął bez śladu. Następny szukał matki dla swoich dzieci. Był wdowcem, zaprosił ją od razu do swojego domu i poprosił o ugotowanie kolacji dla całej rodziny. Małgorzata nie była gotowa na taki gorący początek, ale mimo to ugotowała obiadu, nakarmiła dzieci a było ich trójka, każde młodsze od poprzedniego. Wróciła do domu i się popłakała. Żal jej się zrobiło tych dzieci, ojca również. Ale nie podołałaby temu wszystkiemu. Może to egoizm, tłumaczyła się sama sobie.
Lat przybywało, kandydatów ubywało. Gdy już niemal straciła nadzieję i chciała zakończyć te wszystkie romantyczne poszukiwania, na horyzoncie pojawił się On.
To był student Marokańczyk imieniem Ibrahim, lat 28. Uczył się kiedyś w grupie Małgorzaty, ona była jego wykładowczynią. Po ukończeniu studiów Ibrahim został w Krakowie i otworzył niewielką myjnię samochodową.
Pewnego dnia Małgorzata zatrzymała się na stacji benzynowej, żeby zatankować auto. Zaskoczona zobaczyła, iż właścicielem stacji jest Ibrahim. Zaczęli rozmawiać, wspominać uniwersytet, trochę się pośmiali. Ibrahim wręczył jej swoją wizytówkę na wszelki wypadek. Od tego czasu raz w tygodniu Małgorzata tankowała auto właśnie u Ibrahima. Coraz częściej ten zapraszał ją na kolację, do filharmonii. Małgorzata była nieco zawstydzona, nie bardzo wierzyła w szczerość dawnych uczuć ucznia i odrzucała zaproszenia.
Ale Ibrahim nie ustępował. Pamiętała go bardzo dobrze różnił się od innych studentów pilnością i zamiłowaniem do nauki. Bez problemu mówił po polsku. Uroda egzotyczna wszyscy na Wydziale Polonistyki zwracali na niego uwagę, a dziewczyny na korytarzach zerkały na niego ukradkiem. Wspominała też, iż kiedyś Ibrahim wręczył jej pięknie rzeźbioną szkatułkę, w której była kartka z napisem: Pani Małgorzato, kocham Panią!.
Małgorzata zarumieniła się wtedy i pomyślała, iż to żart. Oddała mu szkatułkę i uciekła. Następnego dnia Ibrahim przyszedł do jej gabinetu:
Proszę pani, wybaczy mi Pani? Nie chciałem urazić. Po prostu bardzo mi się Pani podoba.
Przyjęła przeprosiny, kazała mu wracać na zajęcia i zapomnieć o wszystkim. Do końca studiów trzymał się od niej z daleka, choć wciąż na nią zerkał. Teraz sytuacja powtórzyła się na nowo. Małgorzata nie wiedziała, czy przyjmować zaloty, czy je odrzucić. Nie jestem już dla niego wykładowczynią. Teraz jesteśmy po prostu kobietą i mężczyzną. Czemu nie spróbować? myślała. I postanowiła dać się ponieść losowi.
Tak rozpoczął się ich przelotny romans.
Pierwsze spotkanie Małgorzaty i Ibrahima było niezapomniane. Potrafił ją zaskoczyć, był delikatny, radosny i romantyczny. Takiego adoratora nie miała nigdy wcześniej. Różnica wieku wcale nie przeszkadzała przy nim czuła się młodą dziewczyną, on przy niej zamieniał się w dojrzałego mężczyznę. Małgorzata dla zabawy przemianowała Ibrahima na Iwo, jemu to nie przeszkadzało. On zaś nazywał ją Marylą. Małgorzata była w siódmym niebie. Po raz pierwszy czuła się naprawdę kochana. Ich miłość rozkwitła.
Ibrahim nie proponował jej małżeństwa zamierzał wracać do Maroka, nie chciał się sprzeciwiać swojej rodzinie. Jego mama już wybrała mu żonę nazywała się Fatima, miała siedemnaście lat i pochodziła z dobrej, szanowanej rodziny. Małgorzata też nie wyobrażała sobie wyjazdu w nieznane. Zostawić syna, matkę? To niemożliwe. Rodzina Ibrahima raczej nie zaakceptowałaby starszej Polki zza morza. Nie moja bajka, pomyślała.
Stwierdziła, iż odda Ibrahimowi całą swoją miłość, choćby na chwilę. Ile mi tego kobiecego szczęścia zostało? Tyle co nic. Ale będę kochać przez chwilę, ile tylko się da, aż do końca! mówiła mamie.
Matka była stanowczo przeciwko przybyszowi zza granicy.
Małgosiu! Po co ci cudzoziemiec? Naszych chłopaków brakuje? Nie dam ci mojego błogosławieństwa! Twój były mąż nie daje ci spokoju, ciągle się wokół ciebie kręci. Nie widzisz? Może byś mu wybaczyła? Przecież macie syna! rozpaczała mama.
Mamo, Piotr mnie zdradził! Zapomniałaś? odpierała Małgorzata.
Jezus Maria! Przecież sto razy już się kajał. Sama jesteś sobie winna, pochłonęła cię praca, a zaniedbałaś własnego męża. A mężczyzny bez opieki każda inna chętnie zabierze. nie dawała za wygraną mama.
To czemu ty, mamo, nie wybaczyłaś tacie? Przecież on też przepraszał.
Oj, córko! To nieporównywalne! Twój ojciec odszedł, zanim się urodziłaś, potem miał trójkę dzieci z inną i wrócił, żeby cię zobaczyć. Jak mogłam to zrobić innym dzieciom? A twój Piotr dziesięć lat jest sam. Czeka, aż go zawołasz. Bartek go uwielbia zakończyła matka.
Mamo, nie zamierzam wychodzić za Ibrahima. Jestem dla niego za stara. Poczekam, aż sam odejdzie. Sama nie będę potrafiła. A potem zobaczymy… zamyśliła się Małgorzata.
Ech, córeczko! choćby stara kobyła do owsa lubi… westchnęła mama.
Po trzech latach Ibrahim pożegnał się z Małgorzatą. Będę w kontakcie z tobą, ukochana, powiedział tylko. Małgorzata była już na to przygotowana, ale oddać ukochanego młodziutkiej Fatimie było bardzo ciężko. Na pożegnanie Ibrahim podarował jej tę samą rzeźbioną szkatułkę, od której wszystko się zaczęło. Tym razem w środku było niezwykłe pierścionek w kształcie dwóch aniołów trzymających serce wysadzane brylantami.
Zostawiam serce u ciebie, Marylo powiedział i gorąco ucałował Małgorzatę przed odjazdem.
Odleciał do Maroka.
Po roku Ibrahim przysłał jej zdjęcie ze ślubu Moja żona Fatima. Po kolejnym roku następne: Moja druga żona Amina. Tłumaczył Małgorzacie, iż w Maroku prawo dopuszcza wielożeństwo.
Kiedy oglądała te raporty z jego życia rodzinnego, nie czuła dokuczliwej zazdrości. Co wy możecie wiedzieć o wielkiej miłości, kurczątka niedojrzałe? myślała. Tylko smucił ją tęskny wzrok narzeczonego. Może naprawdę tęskni, może wciąż ją kocha? Chociaż… Stara miłość rdzewieje, gdy powieje nowością.
Baśń się skończyła, kartka przewrócona. W tym czasie syn Małgorzaty ożenił się, przywiódł do domu synową, a kiedy na świat przyszła wnuczka, Małgorzata poprosiła, żeby dziewczynka dostała imię Maryla. Chciała, żeby historia tej płomiennej miłości została w pamięci na zawsze.
Małgorzata przebaczyła byłemu mężowi. Może choćby go po prostu żałowała. Piotr próbował pogodzić się przez teściową. Matka Małgorzaty skutecznie ją przekonała:
Zrozumiał już, co zrobił. A kto jest bez winy? Grzech nie chodzi po lesie, tylko po ludziach. Nie każdemu udaje się uniknąć pokus.
Dziś Małgorzata i Piotr znów są razem. Starają się żyć zgodnie. Małgorzata ukończyła też kursy szydełkowania i dzierga dla wnuczki Maryli skarpetki w marokańskie wzory…











