A jeszcze zrozumiała, iż teściowa wcale nie jest tak zła, jak myślała przez te wszystkie lata
Poranek trzydziestego grudnia nie różnił się niczym od pozostałych w ostatnich dwunastu latach właśnie tyle Justyna mieszkała z Danielem. Wszystko było po staremu: on z samego rana pojechał na polowanie i miał wrócić dopiero trzydziestego pierwszego na obiad, syn u babci, a Justyna znów została sama w domu.
Przez te wszystkie lata zdążyła się już do tego przyzwyczaić. Daniel był zapalonym wędkarzem i myśliwym każdy wolny dzień i święto spędzał w lesie, niezależnie od pogody, a ona czekała na niego w domu. Ale dziś coś było inaczej Justynę ogarnął smutek i samotność.
Zazwyczaj takie dni poświęcała porządkom, gotowaniu, zajęciom domowym przecież zaraz Nowy Rok, który od dwunastu lat niezmiennie świętowali u teściowej, nie było więc nic nadzwyczajnego. Ale dziś nic jej się nie chciało, wszystko wypadało jej z rąk.
Dlatego telefon od przyjaciółki był jak wybawienie. Najlepsza koleżanka jeszcze z czasów szkolnych, Grażyna, zawsze pogodna, po rozwodzie, często organizowała spotkania u siebie. Zadzwoniła więc i tym razem.
No i co, znów sama siedzisz? nie zapytała nawet, bardziej stwierdziła fakt. Daniel znowu w swoich lasach? Wpadnij wieczorem do mnie, będzie ekstra towarzystwo, po co masz gnić w domu?
Justyna nic nie obiecywała i wcale nie zamierzała nigdzie iść, ale wieczorem ogarnęła ją prawdziwa chandra. Nagle poczuła żal, iż mąż nie jest przy niej może po raz pierwszy aż tak mocno.
Całe te lata miała tylko dom, pracę i syna, ich wspólnych wyjść adekwatnie nie było. Daniel nudził się w gościach, w głowie miał tylko ryby i łowy, a Justyna sama nie miała ochoty nigdzie chodzić. Przez to nie wyjeżdżali na urlop wakacje spędzali u mamy Justyny na wsi. Oczywiście cieszyło ją, iż mąż dobrze dogaduje się z teściową, ale ona chciała zobaczyć trochę świata, pojechać nad morze, gdziekolwiek…
Wieczorem pomyślała: czemu nie pójść w odwiedziny? Lepiej niż siedzieć samotnie w domu. Zebrała się i poszła do Grażyny było wesoło, znajomi ze szkoły, od dawna niewidziane twarze, Justyna świetnie się bawiła.
A co najważniejsze, był tam Grzegorz jej pierwsza miłość ze szkolnej ławki. Tak się złożyło, iż tę noc spędziła z nim. Justyna sama nie wiedziała, jak to się stało przecież dużo nie piła ale fala wspomnień sprawiła, iż straciła głowę.
Rano było jej wstyd, czuła się fatalnie i chciała po prostu zapomnieć o tej niefortunnej nocy dosłownie uciekła z mieszkania Grzegorza.
W domu zastała niespodziankę: już w progu zobaczyła kurtkę Daniela znaczy, wrócił wcześniej niż zwykle. Nogi jej się ugięły ze strachu jeżeli mąż dowie się, iż nie spała w domu Już przed oczami widziała dziką awanturę, a choćby własne odejście męża. Wiedziała, iż nie wybaczy, sama by nie wybaczyła.
Zaczęła siebie obwiniać jak mogła tyle lat rozbijać własną rodzinę przez taki głupi wybryk, przecież kocha męża! Ale z zamyślenia wyrwał ją dźwięk telefonu stacjonarnego.
Dzwoniła teściowa. Nie wiem, co się u was dzieje, ale w nocy dzwonił Daniel, nie mógł się do ciebie dodzwonić. Powiedziałam mu, iż jesteś u cioci Kasi, iż zasłabła, a ty się nią opiekujesz, więc nie zawiedź mnie mówiła Irena, teściowa Justyny.
Justyna nie spodziewała się pomocy właśnie od niej. Ich relacje były dziwne nie kłóciły się, ale Irena, choć nigdy nie powiedziała tego głośno, nie pałała do niej sympatią. Od początku była przeciwna ich ślubowi uważała, iż są za młodzi, a w pierwszych latach ich małżeństwa, gdy mieszkali razem, to dopiero było ciężko. Później, gdy zamieszkali osobno, kontakt ograniczył się do minimum, głównie do świąt i rodzinnych okazji.
Ale tego dnia Justyna poczuła do niej wdzięczność i nie myślała już o tym, co będzie potem, najważniejsze, iż Daniel nie dowiedział się, gdzie była naprawdę.
Wieczorem pojechali razem do teściowej. Justyna postanowiła, iż powie Irenie prawdę i podziękuje. Gdy zostały same w kuchni, zaczęła nieśmiało: chciała się wytłumaczyć, przeprosić. Ale Irena choćby nie chciała słuchać.
Dajże spokój, Justynko, co ja, nie jestem człowiekiem? Myślisz, iż nie wiem, jak to jest żyć z kimś, kto widzi świat tylko przez pryzmat swojej pasji? Sama święta nie jestem Mój Mietek też całe życie po lasach błąka się z kolegami myślisz, iż to nie boli? Najważniejsze, żeby to się nie stało nawykiem dodała znacząco.
Justyna to zrozumiała. Po raz pierwszy dostrzegła, iż Irena wcale nie jest taką zołzą, za jaką ją miała wszystko rozumie. Ta historia więc dobrze się skończyła, a Justyna postanowiła sobie, iż już nigdy nie pójdzie nigdzie bez męża.
Z sieci.














