A to my do was w gości. Na dwa dni tylko.
Kamilko, wybieramy się do was z wizytą! Mamy już choćby bilety! takim nietuzinkowym zdaniem rozpoczęła rozmowę odległa kuzynka Kamili. Bardzo odległa Bo Kamila nie była w stanie od razu przypomnieć sobie kogoś o takim imieniu
Kamila wpatrywała się z niedowierzaniem w telefon, próbując sobie przypomnieć, kim adekwatnie jest ta kobieta, czego chce i skąd zna jej imię.
Kto mówi? O jaką wizytę chodzi?
Kamilko rozchichotał się kobiecy głos No proszę cię! To ja, twoja ciotka Genowefa!
Kamila wysilała się, jak mogła, ale absolutnie nie pamiętała żadnej ciotki Genowefy; jednak z ostrożności odrzekła:
A w jakiej sprawie?
Na gościnę jedziemy! Mieszkasz przecież nad morzem? To tylko na chwilę synowi mojemu, Krzysiowi, bardzo potrzeba…
Po krótkiej wymianie zdań Kamila zorientowała się, iż Krzyś podobno mały syn ciotki Genowefy, wedle słów matki, potrzebuje nadmorskiego klimatu dla zdrowia. Przynajmniej taka była wersja ciotki. Zapewniała, iż nie będą przeszkadzać, zrobią po sobie porządek, a choćby pomogą w domu. Kamila zgodziła się z trudem, czując, iż robi to niepotrzebnie, bo przeczuwała coś dziwnego.
Dziękuję, Kamilko! roztrzepotała głosem Genowefa Przyjedziemy w piątek!
Pożegnała się prędko i odłożyła słuchawkę. Kamila westchnęła i spojrzała na dwunastoletniego syna, Pawła.
Znowu ktoś do nas się wprasza, mamo? spytał.
Tak, jakaś ciotka Genowefa wzruszyła ramionami Kamila.
Zadzwoń do babci i dopytaj, kto to jest poradził Paweł, niecierpiący nieproszonych gości, zwłaszcza tych, którzy jedno mówią, a co innego robią.
Ostatnio Kamila wszystkim odmawiała; tym razem jednak chodziło o dziecko, więc się ugięła. Dwa dni to się da znieść.
Kamila kupiła domek w Chałupach po rozwodzie i po podziale majątku. Przeprowadziła się z Pawłem nad Bałtyk, no i nagle zaczęli napływać krewni, o których istnieniu choćby nie wiedziała.
Początkowo Kamila cieszyła się na te wszystkie nowe znajomości, ale prędko zrozumiała, iż większość z tych krewnych przyjeżdża na gotowe, nie myśląc choćby o tym, by choćby po sobie sprzątnąć. A niektórzy choćby wydawali polecenia typu: twój dom, to i sprzątaj, i zakupy rób.
Szybko więc przykróciła te zapędy i mówiła wprost, iż to nie pensjonat. choćby jeżeli ktoś przyjeżdżał nieproszony, nie wpuszczała do środka. Rzadko trafił się ktoś normalny, kto pomoże, zaproponuje kawę, przyniesie sernik takich Kamila lubiła, ale niestety byli w zdecydowanej mniejszości.
Posłuchała Pawła i zadzwoniła do swojej mamy, która została w Warszawie, ale czasem przyjeżdżała do nich na wakacje.
Cześć, Kamilko, odebrała mama.
Cześć, mamo, jak tam u ciebie?
Chwilę rozmawiały o bieżących sprawach, aż Kamila zagaiła o ciotkę Genowefę i jej Krzysia.
Nie kojarzę takich podumała mama Może są z rodziny twojego ojca? Spytam go, ale wątpię, by ich znał.
Telefon niczego więc nie wyjaśnił. Pozostało tylko czekać.
Pojawili się dwa dni później: ciotka Genowefa kobieta postury solidnej i chytrych oczu oraz Krzyś, który okazał się nie maluchem, a piętnastoletnim dryblasem. Dopiero potem Kamila się dowiedziała, iż Krzyś nie potrzebuje żadnego leczenia, a Genowefa zwyczajnie chciała taniego urlopu. Nic nowego…
Dlaczego nie powitałaś nas na dworcu? spytała na dzień dobry Genowefa.
Mama nie ma tego w obowiązku warknął Paweł, stojący przy Kamili.
Genowefa udała, iż nie dosłyszała, ale rzuciła gniewne spojrzenie w jego stronę.
Kamila, gdzie możemy zostawić rzeczy? Gdzie nasze pokoje?
Macie jeden pokój zmarszczyła brwi Kamila Nie mam tyle miejsca, by każdemu osobno wydzielać.
Jak to? Przecież mówili, iż macie duży, piękny dom nad morzem!
Nie wiem, kto wam tak naopowiadał. jeżeli nie odpowiada wam sytuacja, lepiej od razu zamieszkajcie w pensjonacie powiedziała Kamila stanowczym tonem Nie chcę zaczynać znajomości od kłótni.
Ciotka Genowefa od razu się rozpromieniła i zaczęła niemalże przymilnie trajkotać:
Kamilko, no nie bądź taka! Przemęczona jestem po podróży, poniosło mnie. Chodźmy już do domu, kochana siostrzenico!
Pierwsza ruszyła do środka, Krzyś powlókł się za nią, niosąc siatki. Paweł spojrzał na matkę:
Mamo, mówiłem ci pożałujesz.
Tylko dwa dni próbowała siebie i syna uspokoić Kamila.
Reszta dnia minęła na szczęście spokojnie. Genowefa i jej potomek wcześnie poszli spać, choć chwilę jeszcze pomrukiwali, iż wolą mieszkać oddzielnie. Kamila miała jeszcze dwa pokoje, ale akurat trwał tam remont. Może by mogli spać w salonie, ale odmówili więc zostawiła to ich sprawie i sama położyła się wcześniej.
Noc także przebiegła bez chaosu, ale rano obudził ją hałas. Z trudem uniosła powieki i spojrzała na zegar dopiero szósta! Kamila była typową sową, nie cierpiącą porannych pobudek. Paweł wiedział o tym, poruszał się cicho, wychodził na podwórko, a czasem do kolegów z sąsiedztwa, zostawiając tylko karteczkę.
Co się dzieje? przeciągając się, weszła do salonu.
Nic, Kamilko Genowefa stała pośrodku, wywracając z torby stos ciuchów. Nie mogę znaleźć stroju kąpielowego. Mózg mi się chyba zlasował…
Nie możesz tego robić u siebie, ciszej?
Tam za mało miejsca! Poza tym myślałam, iż cicho.
Tymczasem z podwórka dobiegał stukot Krzyś walił patykiem w metalowe wiadro; ot, tak czekał na matkę.
Niech pani mu powie, żeby przestał! Zwariował czy co? powiedziała Kamila do Genowefy.
Krzywo się uśmiechnęła, ale nakrzyknęła na syna, a ten odszedł na ławkę pod jabłonią.
Spać już jednak się nie dało, więc Kamila skierowała się do kuchni.
Dokąd idziesz?
Na kawę odburknęła Kamila.
Kawa świetna sprawa. Kamilko, mi nalewasz dużą i z mlekiem! Trzy cukry!
Kamila stanęła jak wryta i spojrzała gniewnie na rozpanoszoną kobietę.
Genowefa, choćby nie wiem, jak cię zwać po polsku, ale jesteś pod moim dachem. Od rana narzekasz, mnie budzisz, żądasz kawy tonem kierowniczki?
Przecież to już nie taka rana bez emocji wzruszyła ramionami. A z domu jestem Genowefa Józefówna. Więc… kawa?
Samoobsługa, pani Genowewo!
Humor Kamili był już zrujnowany. Paweł zajrzał do kuchni, poklepał ją w ramię:
Mówiłem, iż bezczelni jak pociągi. Wygoń ich póki czas, mamo!
Jeszcze tylko jeden dzień jęknęła Kamila.
Ten dzień się dopiero zaczął! A już nie mogę spać przez nich!
W kuchni pojawiła się Genowefa z niezadowoloną miną.
Kawa nie gotowa?
Mama nie musi jej przygotowywać! Sam sobie zrób! rzucił Paweł.
Kamilko, nie nauczyłaś syna, by milczał przy starszych?
Niech pani nie dotyka mojego syna! zagotowała się Kamila, chociaż zwykle była spokojna.
Ja nie jestem dzieckiem wysyczał Paweł.
Genowefa zakrzątnęła się, w milczeniu zrobiła sobie kawę i udawała, iż nic się nie stało. Potem znienacka spytała:
Kamila, zaprowadzisz nas nad morze?
Zejdziecie ścieżką i zobaczycie brzeg, droga prosta.
Skoro przeszła na ty, Kamila też przestała się ceregielić.
A nie pójdziesz z nami?
Paweł spojrzał na matkę, dając do zrozumienia, iż nie zamierza chodzić wszędzie ze specjalnymi gośćmi.
Pójdziemy po obiedzie. Teraz najlepiej idźcie sami.
A co będzie na obiad?
Kamila nie miała zamiaru sponsorować posiłków. Zawsze ustalała, iż kto ma ochotę dorzuca się, a kto nie radzi sobie sam.
My z Pawłem jemy razem, wy macie bar tuż za rogiem.
Nie możesz ugotować dla nas? W barach nie jem Genowefa patrzyła na nią błagalnie.
Mogę, za odpowiednią opłatą. Sama ledwo wiążę koniec z końcem szczerze odpowiedziała Kamila.
To już wolę stołować się w barze, tam smaczniej fuknęła Genowefa.
Paweł wzruszył ramionami, ale nie odważył się nic powiedzieć na głos.
Tak minęły dwa dni, pełne konfliktów i drobnych kłótni. Jednak okazało się, iż ciotka Genowefa wcale nie zamierza wyjeżdżać. Gdy Kamila przypomniała jej o wcześniejszych ustaleniach, kuzynka parsknęła śmiechem i rzekła:
Kamilko, no weź! Wywalasz nas? Mamy cały tydzień urlopu. Przecież możesz się poświęcić, nie żal ci domu?
A było jej żal. Bo już po tych dwóch dniach Kamilę wykańczały ich poranne pobudki i natarczywość. Nie lubiła takich ludzi. Krzyś był jeszcze dzieckiem, choć upierdliwym specjalnie rzucał śmieci przed domem albo przeszkadzał Pawłowi bawić się z kolegami. choćby sąsiedzi zaczęli narzekać.
Tak, jest mi żal. To mój dom. Jutro przyjeżdżają moi znajomi i liczę na waszą wyprowadzkę. Umawialiśmy się na dwa dni. Tyle minęło.
Kamila mówiła spokojnie i pewnie. Genowefa była oszołomiona, jej oczy niemal wyszły z orbit:
Jak możesz tak potraktować rodzinę? Gdzie my pójdziemy? Pod most?
Krzyś stał obok, czerwony, a Genowefa dalej robiła sceny.
Jaką wy nam rodziną? Nikt was z naszych nie pamięta! Macie czas do rana. o ile choćby spróbujecie coś zepsuć albo zabrać, dzwonię na policję.
Kamila zamknęła drzwi ich pokoju z ulgą. Nad ranem Genowefa z Krzysiem wyjechali, jeszcze długo narzekając i wyklinając pod nosem, ale musieli ustąpić. Po tym wszystkim Kamila poprzysięgła sobie, iż takich krewnych już nie wpuści. choćby jeżeli tylko na dwa dni.












