A my do Was w gości. Na zaledwie dwa dni

newsempire24.com 1 dzień temu

A my do was w odwiedziny. Tylko na dwa dni

Elżbieta, zamierzamy do was przyjechać! Już mamy bilety! w taki właśnie sposób rozpoczęła rozmowę daleka krewna Ani. Bardzo daleka Bo Ania za nic nie mogła sobie przypomnieć, kim ta kobieta adekwatnie jest.

Ania zaskoczona wpatrywała się w słuchawkę, próbując sobie przypomnieć, kto to, po co dzwoni i przede wszystkim skąd ta obca pani zna jej imię.

Kto mówi? W jaką to wizytę?

Aniu, zachichotał kobiecy głos no co ty! To ja, twoja ciocia Ela!

Ania, choć starała się bardzo, nie kojarzyła żadnej cioci Eli, ale postanowiła ostrożnie zapytać:

A w jakiej sprawie?

No żeby was odwiedzić! Przecież mieszkacie nad morzem? My tylko na parę dni, Leszek mój syn bardzo potrzebuje…

Po krótkiej rozmowie Ania dowiedziała się, iż Leszek, syn cioci Eli, ponoć potrzebuje leczenia jodem i morskim powietrzem. Przynajmniej tak twierdziła ciocia Ela. Obiecywała nie sprawiać problemów, sprzątać po sobie i we wszystkim pomagać. Ania, z wahaniem, zgodziła się, czując jednak, iż może tego pożałować.

Dziękuję, Aniu! zaszczebiotała kobieta To widzimy się w piątek!

Szybko się pożegnała i odłożyła słuchawkę. Ania westchnęła i spojrzała na swojego dwunastoletniego syna, Igora.

Co, mamo? Znowu ktoś się zjeżdża?

Tak, jakaś ciocia Ela wzruszyła ramionami Ania.

Zadzwoń do babci i dowiedz się, kto to jest! Igor nie znosił takich gości, bo zwykle obiecywali jedno, a robili drugie.

Ostatnimi czasy Ania wszystkim odmawiała, ale skoro tu podobno dziecku potrzebna pomoc, zgodziła się, zwłaszcza iż mieli być tylko na dwa dni.

…Ania trzy lata temu, po rozwodzie i podziale majątku, kupiła domek nad Bałtykiem. Zaraz po przeprowadzce do Gdańska okazało się, iż ma więcej rodziny, niż się spodziewała.

Początkowo Ania cieszyła się z nowych kontaktów, ale gwałtownie odkryła, iż wielu z krewnych przyjeżdżało na gotowe i choćby nie chciało po sobie zmyć. A jeszcze zdarzało im się wydawać polecenia, iż skoro to jej dom, to ona powinna sprzątać i kupować jedzenie.

Szybko postawiła sprawę jasno jej dom nie jest hotelikiem. Większość znała termin odmowa, ale parę osób nie przyjmowało tego do wiadomości, ale do domu już wejść im nie pozwalała. Sporadycznie jednak trafiali się normalni, na których wizytę szczerze czekała. Tych jednak było niewielu.

Ania posłuchała rady Igora i zadzwoniła do swojej mamy, która pozostała w Warszawie, ale przyjeżdżała do nich czasem na urlop.

Cześć, Aniu odebrała mama.

Hej, mamo, co u ciebie?

Wymieniły się nowinami, po czym Ania płynnie przeszła do tematu cioci Eli i jej syna.

choćby nie kojarzę takich zastanowiła się mama. To może rodzina po twoim tacie? Spytam, ale on raczej także nie pamięta.

W sumie ta rozmowa nie wyjaśniła niczego i Ani pozostało tylko czekać na gości.

Przyjechali zgodnie z obietnicą po dwóch dniach. Ciocia Ela rosła kobieta z chytrym błyskiem w oku oraz Leszek, który wcale nie okazał się małym chłopcem, ale dorodnym, piętnastoletnim młodzieńcem. Dopiero później Ania dowiedziała się, iż o żadnym leczeniu nie było mowy. Elżbieta po prostu chciała wykąpać się w Bałtyku na cudzy koszt.

A czemu nas nie odebrałaś z dworca? to były pierwsze słowa cioci Eli. Ojciec Ani także jej nie kojarzył.

Mama nie musi was odbierać mruknął Igor, stojąc obok Ani.

Elżbieta udała, iż nie słyszy, ale rzuciła mu groźne spojrzenie.

Ania, gdzie możemy położyć rzeczy? Które nasze pokoje?

Jest tylko jeden pokój dla gości zmarszczyła brwi Ania. Nie mam tylu miejsc, by każdemu wydzielać osobny.

Co ty mówisz? Słyszeliśmy, iż masz piękny, wielki dom tuż przy morzu!

Nie wiem, kto wam to powiedział. jeżeli coś wam nie odpowiada i będziecie tak narzekać, możecie zatrzymać się w hotelu oznajmiła stanowczo Ania. Nie zamierzam zaczynać znajomości od kłótni.

Ciocia Ela od razu się uśmiechnęła, łagodząc ton:

Aniu, no co ty! Trochę się zapędziłam, wybacz! Chodź, wpuść nas do środka, kochana!

Pierwsza weszła do domu, za nią Leszek targał torby. Igor zerknął znacząco na mamę:

Mamo, miałaś ich nie wpuszczać. Jeszcze zobaczysz, iż pożałujesz.

To tylko dwa dni próbowała uspokoić siebie i Igora Ania.

Na szczęście reszta dnia minęła całkiem spokojnie. Ela i jej syn wcześnie poszli spać, choć trochę narzekali, iż są przyzwyczajeni do osobnych pokoi. U Ani były jeszcze dwa wolne, ale trwał w nich remont zaproponowała im spanie w salonie, ale odmówili. Uznała, iż nie będzie już się wtrącać i poszła na górę.

Noc upłynęła bez sensacji, ale rano Anię obudził hałas. Z trudem spojrzała na zegarek, była szósta rano. Ania była typową sową, nie znosiła wczesnych pobudek. Igor wiedział o tym, więc zawsze zachowywał ciszę, zajmował się swoimi sprawami, a jej nie przeszkadzał. Jego koledzy mieszkali niedaleko, więc nie obawiała się, byle tylko zostawił kartkę, dokąd poszedł.

Co się dzieje? ziewnęła i wyszła z pokoju do salonu.

Nic się nie dzieje, Aniu ciocia Ela stała pośrodku i wyciągała z torby stertę ubrań, rozrzucając je wokół siebie. Kostiumu kąpielowego znaleźć nie mogę! Chyba zapomniałam…

Nie mogłaś zrobić tego w pokoju i ciszej?

Tam za mało miejsca! A ja robię to naprawdę po cichu.

Hałas tak naprawdę dobiegał z podwórza Leszek walił w metalowe wiadro. Tak właśnie czekał na mamę, która nigdzie się nie spieszyła.

Proszę mu powiedzieć, żeby przestał hałasować! Sąsiedzi nas znienawidzą! powiedziała Ania do Elżbiety.

Z niechęcią pokiwała głową, krzyknęła do syna, a ten przeniósł się pod drzewo na ławkę.

Ania zrozumiała, iż już nie zaśnie, więc poszła do kuchni.

Gdzie idziesz?

Na kawę mruknęła Ania.

O, kawa to świetny pomysł. Ania, zrób mi dużą kubek, z mlekiem i trzema łyżeczkami cukru!

Ania zatrzymała się i spojrzała na coraz bardziej roszczeniową kobietę.

Elu, nie wiem choćby jak ci po ojcowsku, ale jesteś gościem w moim domu. Od razu roszczania, budzisz mnie, a teraz jeszcze wydajesz polecenia?

Och, przecież to już nie tak wcześnie wzruszyła ramionami. A tak w ogóle to Elżbieta Stanisławowna. No to co z tą kawą?

U nas jest samoobsługa.

Ania już od rana miała popsuty humor. Gdy popijała kawę, do kuchni wszedł Igor i współczująco poklepał ją po ramieniu.

Mówiłem, mamo. Widać po nich, iż przebojowi. Jeszcze nie jest za późno, by ich wyprosić!

Jeszcze tylko jeden dzień westchnęła Ania.

Ale dzisiaj dopiero się zaczął! Już mnie obudzili.

W kuchni pojawiła się ciocia Ela z niezadowoloną miną.

Kawy nie zrobiłaś?

Mamy nie musi robić ci kawy! Sami sobie zaparzcie! Igor znów stanął w obronie mamy.

Aniu, nie nauczyłaś dziecka, iż gdy dorośli mówią, dzieci mają słuchać?

Proszę nie zwracać się tak do mojego syna! Ania zaczęła się gotować, choć z natury była spokojna.

Nie jestem już dzieckiem syknął Igor.

Ela zrobiła sobie kawę w ciszy, potem zwróciła się do Ani uśmiechem, jakby nic się nie stało.

Ania, pokażesz nam jak dojść nad morze? Zaprowadzisz?

Idźcie w dół ścieżką, zaraz zobaczycie plażę. To proste.

A skoro przeszła na ty, Ania nie zamierzała być grzeczna.

A nie pójdziesz z nami?

Igor rzucił matce wymowne spojrzenie, ewidentnie nie miał ochoty iść nad wodę z tymi gośćmi.

Idziemy z Igorem dopiero po obiedzie. Lepiej idźcie sami.

A co masz na obiad?

Ania zwykle gotowała na siebie, na Igora, i na sensownych gości, którzy dorzucali się do zakupów. Bogata nie była, żeby karmić wszystkich na swój koszt. Najczęściej odpowiadała tak jak teraz:

My mamy własny obiad, wy możecie zjeść w barze tuż obok.

A nie mogłabyś nam ugotować? Nie znoszę stołówek ciocia Ela spojrzała błagalnie.

Mogę, po odpowiedniej stawce. Ja też nie mam worka pieniędzy.

Elżbieta prychnęła, odwróciła głowę.

To już lepiej pójdziemy do baru, tam przynajmniej smaczniej!

Igor uśmiechnął się ironicznie, ale nic nie powiedział.

Tak minęły dwa dni, pełne drobnych sporów i przepychanek. Drugiego dnia okazało się, iż ciocia Ela wcale nie zamierza wyjeżdżać. Gdy Ania przypomniała jej o ustaleniach, Ela uśmiechnęła się:

Aniu, serio? Wygonisz nas? Mamy urlop na tydzień, tu sobie pomieszkamy, a potem się przeniesiemy. Będziesz taka niemiła?

Ania była. Bardzo. Miała już dosyć codzienne pobudki, narzekania, awantury. Ludzie ci byli jej kompletnie niemili, zwłaszcza Elżbieta. Leszek choć młody też rozrabiał i brudził, a sąsiedzi zaczęli się skarżyć.

Tak, będę niemiła. To mój dom i jutro przyjeżdżają do mnie przyjaciele. Umawialiśmy się na dwa dni czas minął!

Ania mówiła spokojnie i pewnie. Elżbieta, nieprzyzwyczajona do sprzeciwu, zaniemówiła.

Jak możesz?! Rodzinę na ulicę?! Gdzie my się podziejemy, na dworzec? Tak się nie robi!

Leszek stał zawstydzony. On sam zrozumiał sytuację.

Jaką rodzinę? Nikt w mojej rodzinie was nie pamięta! Macie czas do jutra. Spróbujcie coś zniszczyć albo ukraść dzwonię na policję.

Ania wyszła, czując satysfakcję. Rano Elżbieta i Leszek, gderając i złorzecząc, wynieśli się. Od tego czasu Ania przysięgła sobie, iż więcej takich krewnych do domu nie wpuści. choćby na dwa dni.

Idź do oryginalnego materiału