A co, żal ci czy jak?

newsempire24.com 14 godzin temu

-Tosia, po co ci taki pałac, co? Przecież jesteś sama. Ani dzieci, ani chłopa. Nawet, jak sądzę, przyjaciół brak. Po co ci dwupokojowe? My we pięć dusimy się w jednym klitce. No zdecyduj się, córeńko. Swoją drogą, zawsze można potem wrócić na stare śmieci. Jak moi łobuziaki podrosną, to się jeszcze raz zamienimy. Co na to powiesz? ojciec patrzył na nią wyczekująco i miał w oczach coś dziwnego, trochę poddańczego, trochę żałosnego.

A co ona ma na to powiedzieć? Jak on sobie wyobraża, iż się odnosi do nagłego pojawienia się w jej śnie ojca, o którym tyle lat cisza była. I jeszcze z jakim propozycją! Aż ją zamurowało. choćby przez chwilę nie przypuszczała, iż bezczelność ludzka może sięgać takich odchłani. Co do przyjaciół, Tosia oczywiście miała dokładnie tylu, ilu potrzebowała…

-No i co, Tosiunia, dogadane? – niecierpliwie dopytywał ojciec.
-A co z mamą?
-Mama? zamrugał.
-No, co jakiś czas przyjeżdża. Zostaje na parę dni, czasem tydzień. Ta druga izba musi być!
-Raz na dwa tygodnie? No proszę cię! Mam w garażu starą wersalkę, odkurzymy i wstawimy do kuchni. Praktycznie: łóżko, stół i lodówka pod ręką zaśmiał się gardłowo Jeszcze śniadanie do łóżka podasz, nie trzeba daleko chodzić!

Tosia patrzyła i już choćby się nie gniewała. Te jego gadki o samotności, o pojedynce, choćby jej nie ruszały. Była po prostu osłupiała. Jak to możliwe, żeby być takim prostakiem, jak złotówka? Czy on naprawdę sądzi, iż jest najmądrzejszy, a reszta to tło?

-Tosia, co ty? To świetna okazja. Mamę masz dwa razy w miesiącu a mi cała rodzina codziennie. Czuć różnicę?

No właśnie, cała rodzina. Bo przecież Tosia to żaden rodzinny element. Ot, córka z pierwszego ślubu. Jego trójka roztrzepańców i żona-kura to jest rodzina! Tosia westchnęła. choćby jej się nie chciało sprzeczać, ciekawiło ją jedynie, kiedy ojciec odkryje, iż nie ma monopolu na inteligencję…

-Tato, dopiero co kredyt hipoteczny spłaciłam. Kilka lat ciułałam na to mieszkanie Szkoda

-A daj spokój z dramatyczkami. Ciężko zapracowane Dobry start miałaś, nie zapomniałaś? patrzył z przekąsem.

Start Ciekawe, wie wszystko. Start miałam, ale nie od ciebie, tylko od mamy, chciała powiedzieć Tosia, ale po co? Po co tłumaczyć coś, czego on i tak nie usłyszy?

-Tato… Zastanowię się bąknęła.
-A, no jasne! Myśl, kto ci zabroni? poklepał ją niedbale po ramieniu.

***

-Tosia, trzeba było go od razu spuścić na drzewo! Chce się zamienić… Może jeszcze daj mu klucze, najlepiej całkiem mu oddaj mieszkanie, bo ma dzieci, to mu się należy! matka chodziła po pokoju jak burza.

-Mamuś, no jak tak Ojciec w końcu niezręcznie jakoś plątała się Tosia.

-Dziecko! Błagam cię! Niezręcznie? Niezręcznie to jemu nie jest cudze mieszkanie poprosić to dla niego jak splunąć. Wiedz, iż on taki już jest. Polował zawsze na łatwiznę. Ty go po prostu nie znasz tak dobrze I nie martw się, to nie twoja wina, zrozumiano? uśmiechnęła się i pogłaskała Tosię po ręce.

-Ja się nie martwię, tylko wiesz to nie pierwszy raz z takim tekstem przychodzi. Najpierw myślałam, iż źle usłyszałam. Nie wierzyłam, iż ktoś może być bezwstydny do tego stopnia… On taki był zawsze? I jak mieszkaliście razem?

-Tak. Zawsze. Ty go nie znasz, bo późno się poznaliście. Szczerze mówiąc nie wiem, czemu mu się nagle teraz zachciało. Po takiej przerwie Nigdy wam kontaktu nie zabraniałam, on sam nie chciał. A jak się rozwodziliśmy, to tylko beczał, iż nie może podzielić mieszkania mojej matki, bo przecież tam mieszkał! Wyobrażasz sobie? zaśmiała się z ironią, ale smutek w oczach się nie rozproszył.

-To może po prostu zerwać z nim kontakt, co? Jak myślisz, mamo?

-Nie, Tosiunia. Nie schodź na jego poziom. On jest twoim ojcem. Taka rodzina, jaką masz

-Rodzina… Dla niego rodzina to oni. Ja jestem nikt westchnęła Tosia.

Matka wzruszyła ramionami. Dobrze wiedziała, iż to prawda. Ale nic z tym zrobić nie potrafiła. Pewnie życie pokaże

Tosia odwróciła się i odsunęła. Sny mają swoją logikę, a tu w śnie rodzina, a ona nikim jest. O tamtych trzech synach ojciec może mówić bez końca: kiedy pierwszy raz poszedł, kiedy pierwszy ząb, pierwszy siniak, bajki i zupki, i jakieś fantastyczne kupki. Największą ojcowską euforia daje jego chłopaki. No i nowa żona kura domowa.

-Dobra, mamo, postaram się nie przejmować i nie reagować. Jak się uprze powiem wprost, iż nie. Lepiej mieć cokolwiek niż pustkę. Niektórzy nie mają ojca wcale. I nie pije, jak wielu co nie?

-Chyba tak matka kiwnęła niepewnie.

***

Za tydzień nowy sen tym razem u ojca. Rodzina wybyła do przychodni.

-Tosia, dobrze, iż jesteś. Chciałem ci pokazać szafę: wmurowana, jak pokój! Twoje graty się zmieszczą. A zobacz tapety! Radosne jakie! prowadził ją z zapałem.
-Tato
-A kuchnia, popatrz. Malutka, ale ładna. Dla mamy wersalka stanie, a lodówka, choć stara docenisz z czasem, wymienisz. Mam choćby kartę rabatową wymachiwał plastikiem.
-Tato, znowu o tym samym Po co mi twoja lodówka, tapety, kart
-Myślałem, iż wszystko zobaczysz zanim się zdecydujesz. Musisz wiedzieć, co cię tu czeka, nie?

Tosia czuła, iż patrzy na nią jakby go tu nie było. Jakby prowadził dialog z pustym krzesłem.

-Tato, przepraszam, jeżeli robiłam ci nadzieję Ale nie przeprowadzę się. Dobrze mi w moim mieszkaniu powiedziała nieśmiało.
-Okej, okej. Ale zobacz, kabina prysznicowa nowa, a sedes świetny, polski! mówił dalej, jakby nie słyszał.
-Oszalałeś!? Przecież powiedziałam, iż nie zamierzam się przeprowadzać! Lubię swoje mieszkanie, nie chcę zamiany! w końcu parsknęła złością. Na niego, na siebie, na cały ten zbiór absurdów
-Nie będzie zamiany? Skąpisz się czy jak? Po co wtedy tu przychodzisz? To nie fair. Tosia, ja się nastawiłem. Zawiodłaś mnie spojrzał obco, zimno. Tosia spuściła głowę i wyszła.

Szła jesiennymi ulicami, niepewna czy płakać, czy się śmiać. Wzięła telefon, wykasowała numer ojca i wszystkie kontakty. Dopiero wtedy odetchnęła. Cóż, prawdopodobnie to najlepsza z możliwych decyzji. A ojciec? Jak mu naprawdę zależy, to znajdzie sposób, zadzwoni, napisze, przyjedzie Ale bardzo głęboko w środku Tosia wiedziała, iż nie zadzwoni, bo już niczego więcej nie dostanie. Zamiana nie doszła do skutku…

Idź do oryginalnego materiału