Mam już do tego taki dystans, iż przestałam się dziwić. Spróbuję wytłumaczyć, dlaczego w naszej rodzinie jest pięć mieszkań, a my musimy wynajmować cudze.
Teściowie mają swoje własne mieszkanie, a oprócz tego posiadają dwa inne lokale w różnych dzielnicach Warszawy, które od lat wynajmują obcym. Zawsze z uśmiechem powtarzają, iż sami zapracowali na swoje mieszkania, więc od nas oczekują dokładnie tego samego. Najwyraźniej nie zdają sobie sprawy, iż kiedyś mieszkania od państwa dostawało się z urzędu, albo po prostu wystarczyło pracować w Zakładach Mechanicznych czy Hucie, by dostać własny lokal. Dzisiaj, przy obecnych cenach i kosztach życia, odkładanie na swoje mieszkanie graniczy z cudem, zwłaszcza jeżeli każdy miesiąc kończymy z ledwie paroma złotymi.
Moi rodzice w zasadzie nie różnią się niczym od teściów. Po śmierci babci załatwili formalności i jej mieszkanie przepisane zostało na mnie, ale jako niepełnoletnia nie miałam do niego prawa. Rodzice zadecydowali, iż do czasu mojej osiemnastki będą je wynajmować. Teraz jestem już dorosła, ale bardzo odpowiada im regularny zastrzyk gotówki każdego miesiąca, więc nie chcą słyszeć, żebym się tam wprowadziła.
Od kilku lat wraz z mężem wynajmujemy skromną kawalerkę we Wrocławiu praktycznie wszystkie pensje idą na czynsz. Bywały czasy, iż nie starczało choćby na pomidory i chleb. w tej chwili jestem na urlopie macierzyńskim, a moja wypłata nigdy nie była specjalnie wysoka; wcześniej, bez dziecka, ledwie wiązaliśmy koniec z końcem. Mąż bardzo się stara, pracuje choćby na dwa etaty, ale bez wyższego wykształcenia trudno dziś o porządną pracę. Zaraz po technikum poszedł do wojska, po powrocie się poznaliśmy i nie było szans na studia.
Najbardziej boli mnie to, iż moja mama potrafi co tydzień prosić, żebym doradzała jej przy wyborze nowej sukienki czy żakietu, a ja martwię się, czy starczy mi na witaminy dla siebie i dziecka. Wiecznie powtarza, iż powinniśmy być finansowo samodzielni, ale jednocześnie oczekuje, iż będziemy pomagać im, bo marzy im się zwiedzanie świata i egzotyczne wyjazdy.
Nie mogę zrozumieć mentalności naszych rodziców mają wszystko, nie muszą się martwić o jutro, a mimo to nie chcą nas wesprzeć choćby w najtrudniejszym momencie. Jasne, nie oczekuję, iż będą nam wszystko oddawać, ale jeżeli mają środki, dlaczego nie pomóc swoim dzieciom? Kompletnie dla mnie niezrozumiałe jest takie podejście; dlatego wiem, iż dla moich dzieci nigdy nie zabraknie wsparcia dam im wszystko, co będę mogła.
Znajomi próbują nas pocieszać gadaniem, iż kiedyś wszystko odziedziczymy i będziemy mieli po kilka mieszkań. Ale ja już tak się zniechęciłam i czuję się tak zraniona, iż nie chcę od nich niczego. Niech sobie zabiorą te mieszkania choćby do grobu.











