Wszystko wydarzyło się nagle, nic nie zapowiadało zmian. Tego dnia mieliśmy rodzinne święto razem z żoną i córką świętowaliśmy urodziny mojego ojca. Byliśmy w Warszawie, w naszym małym mieszkaniu, tylko najbliżsi. Tata był w świetnym nastroju, rzucał żartami, opowiadał anegdoty z czasów, gdy jeszcze mieszkał w Łodzi, wspominał młodość. Po obiedzie żona i córka postanowiły odprowadzić ojca do jego mieszkania na Pradze. Sam już nie przeszedłby tyle, bo doskwierały mu stare urazy nóg. Przysiadłem po imprezie przy stole napiłem się może za dużo wódki, więc zdążyłem na nich poczekać tylko kilka minut, zanim głowa opadła na klawiaturę laptopa i zasnąłem.
Córka poszła do swojego pokoju, a żona skierowała się do kuchni zaparzyć kawę. Zanim wychodząc minęła stół, jej wzrok padł na ekran mojego laptopa. Byłem zalogowany na Messengerze chciałem usunąć jakąś rozmowę, ale chyba zabrakło mi sił. Żona podeszła bliżej i wtedy pewnie zobaczyła wiadomość: Kocham cię napisaną do mojej starej znajomej, Małgorzaty. Podobno w jednej sekundzie nogi jej się ugięły.
Od razu przypomniały jej się przestrogi jej ojca, który kiedyś otwarcie mówił, iż ten związek przyniesie jej ból. Przez dwadzieścia osiem lat robiłem wszystko, żeby udowodnić, iż tata był w błędzie. Razem przeżyliśmy chorobę, troski, moje zwolnienie z pracy po trzydziestu latach w jednym zakładzie, kiedy lekarz kazał mi iść na rentę przez coraz dłuższe L4. Żyłem pracą, więc to był dla mnie cios, ale żona trwała przy mnie i podnosiła mnie na duchu. Często powtarzałem jej, jak bardzo jestem wdzięczny, iż przy mnie trwała. A jednak, jak się okazało, kłamałem. Kiedy żona zebrała się w sobie, poszła do córki, Igi. Siedziała w swoim pokoju na Bielanach, czytając książkę. Zdziwiła się na widok zapłakanej mamy. Żona wyznała, co się wydarzyło.
Córka stanowczo ruszyła do mojego laptopa. Nim cokolwiek powiedziałem, wykasowała wiadomości, ale wcześniej zrobiła zdjęcia rozmowy. Przeczytała wszystko. Nasza znajomość z Małgorzatą nie trwała długo, zaczęła się niedawno, gdy przeniosłem się do nowej pracy jako portier. W głowie miałem mętlik, choć wszystko wydarzyło się w ciągu miesiąca.
W tym samym czasie Iga napisała do Małgorzaty: Skoro go kochasz, to proszę, możesz go mieć. Dołączyła zrzut ekranu i od razu wysłała go również do mnie, dopisując: Zachowaj się po męsku i odejdź. Potem wróciła do mamy, przytuliła ją i powtarzała, iż damy radę, iż mają siebie na zawsze. Zostało już tylko czekać, aż się obudzę.
Kiedy rozległ się dźwięk mojego telefonu, żona z córką były zdziwione, ale nie chciały słuchać. To była Małgorzata chciała się upewnić, co się dzieje. Odłożyłem telefon po krótkiej rozmowie i poszedłem się ubrać. Przechodząc obok, przez chwilę się zatrzymałem, ale żona odwróciła się do okna. Iga machnęła mi ręką, z udawanym uśmiechem na ustach. Ostatni raz widzieli mnie wtedy, gdy przyszedłem po kilka swoich rzeczy.
Ciężko mi pojąć, iż rodzina może się rozpaść przez parę słów w internecie, iż tyle lat bliskości wystarczy przekreślić jednym gestem, jednym kliknięciem i kilkoma słowami na ekranie. Po dwudziestu ośmiu wspólnych latach, tylu przejściach, wszystko skończyło się rozwodem. Dziś wiem, jak łatwo zniszczyć czyjeś zaufanie i jak trudno je potem odzyskać. Nauczyłem się, iż żadna zdrada nie jest warta tego, by stracić rodzinę.











