Żyję z mężczyzną, który twierdzi, iż pieniądze to „niska energia”. Jesteśmy razem prawie dwa lata, a…

twojacena.pl 5 godzin temu

Mieszkam z mężczyzną, który utrzymuje, iż pieniądze to nisko wibracyjna energia. Jesteśmy razem prawie dwa lata i przez długi czas wszystko wydawało się zwyczajne. Pracował, dokładał się do życia, miał własny rytm. Jednak pewnego dnia wszedł do mieszkania w Warszawie i oznajmił, iż przeżył duchowe przebudzenie iż jego praca absolutnie nie współgra już z jego przeznaczeniem. Tydzień później rzucił wypowiedzenie.

Na początku byłam po jego stronie. Mówił, iż potrzebuje czasu w kontakt ze sobą, iż jest zmęczony systemem i chce żyć z poziomu świadomości. Ja przez cały czas wstawałam bladym świtem, gnałam do tramwaju i wracałam zmęczona. On zostawał w mieszkaniu, medytował, oglądał filmy o rozwoju duchowym i palił białą szałwię z zaprzyjaźnionego sklepu ezoterycznego na Mokotowie. Twierdził, iż się oczyszcza.

Minęły dwa tygodnie, a on wciąż nie dał ani grosza na czynsz. Kiedy zapytałam, odpowiedział, żebym się nie martwiła przecież Wszechświat wszystko zapewnia. Tym wszechświatem okazałam się ja. Z mojej pensji utrzymywałam zakupy, opłaty, komunikację miejską wszystko. On jadł, korzystał z prądu i wody, rozsiadał się wygodnie na kanapie, ale twierdził, iż nie wierzy w rachunki to przecież życie w ciągłym lęku.

Pewnego wieczoru wróciłam z pracy wykończona, a on leżał i słuchał afirmacji o obfitości. Powiedziałam, iż musimy poważnie porozmawiać o pieniądzach. On stwierdził, iż funkcjonuję w trybie niedostatku, iż przyciągam złe energie moim stresem i muszę odpuścić kontrolę. Zrobiło mi się gorąco z nerwów. Próbowałam mu wytłumaczyć, iż to nie jest chęć kontroli, ale po prostu odpowiedzialność. Spojrzał na mnie z litością i powiedział, iż jeszcze śpię.

Obiecał, iż niedługo zacznie zarabiać na swoich umiejętnościach. Że da warsztaty, konsultacje, może sesje coachingowe. Dni płynęły, a nic się nie działo. Za to zaczął poprawiać wszystko co robię jak mówię, jak myślę, jak oddycham. jeżeli wspominałam, iż jestem wykończona, stwierdzał, iż wibracje mi spadają. jeżeli wchodziłam do domu w złym nastroju, twierdził, iż mam energetyczną blokadę.

Chyba nigdy nie zapomnę pewnej sceny. Wróciłam z siatkami z Biedronki, położyłam je na stole i poprosiłam go o pomoc z rozpakowywaniem. Odpowiedział, iż jest w głębokiej medytacji i jeżeli ją przerwie, straci przepływ energii. Milczałam. Układając sama zakupione rzeczy do lodówki, poczułam, iż nie mam partnera, tylko dorosłego człowieka, który wybrał nie brać odpowiedzialności za własne życie.

Nie tak dawno poprosiłam go, by poszukał dowolnej pracy choćby dorywczej. Odrzekł, iż nie zamierza znowu poddawać się czemuś, co go unieszczęśliwia, tylko po to, by płacić rachunki. Że powinnam go rozumieć i wspierać tak jak przystało na oswieconą partnerkę. Odpowiedziałam, iż co innego wspierać, a co innego utrzymywać kogoś, kto nie robi nic. Obraził się. Stwierdził, iż nie wierzę w niego.

Dziś przez cały czas pracuję, płacę za wszystko i zastanawiam się, kiedy to bycie w związku przerodziło się w sponsorowanie duchowych praktyk w moim własnym mieszkaniu. Nie wiem już, czy jestem partnerką, czy opiekunką duchową. Wiem tylko, iż jestem zmęczona i iż ilekroć bym nie odpaliła świecy z wawrzynu, rachunki same się nie uregulują.

Co powinnam zrobić?

Idź do oryginalnego materiału