Zmierzyć duszą, sprawdzić rozumem
Dziewczyny, moja teściowa całkiem już straciła głowę! Wyobrażacie sobie, wczoraj przyszła do nas z garnkiem barszczu! Mój jej barszcz ponoć najbardziej lubi. Mój mu nie smakuje! Zosia odsuneła od siebie filiżankę kawy i przysunęła kieliszek. Skąd one się biorą, powiedzcie mi? Czy my też takie będziemy? o ile tak, to oddajcie mnie do lasu żebym nie odnalazła drogi do domu!
Zosiu, spokojnie! Ela pogładziła przyjaciółkę po ręce. Może po prostu nudzi się, to się wtrąca? Twój to przecież jej jedyny synek. A czym się teraz ma zająć, jak nie uszczęśliwiać go na siłę? Przesadzasz z tym barszczem. Powiedz dziękuję i poproś o dokładkę. Masz mniej gotowania.
Tego jeszcze brakowało! Jeszcze zamieszka u nas na stałe! Już dosyć, iż przestawia w domu wszystko po swojemu. Pamiętasz ten komplet bielizny, co kupowałyśmy przed świętami?
Prezent dla niego?
Tak jest. Ona go wyrzuciła!
Jak to możliwe? Ela ledwie nie rozlała herbaty, a obrus zabarwił się na żółto.
Powiedziała, iż szkodliwe dla zdrowia. Figi nie takie! Zosia nerwowo się roześmiała. choćby jej nie powiedziałam, ile kosztował. Jeszcze by przełknęła z głową!
Ty to masz, Zosiu! Dba o twoje zdrowie, a i tak źle. Ela parsknęła śmiechem, po czym spoważniała. Ale czemu ona grzebie ci w bieliźnie?
To ją zapytaj! Zosia rzuciła serwetką i zaczęła wycierać plamę z obrusa. O matko! Co ja robię! Przecież się to nie spierze!
Daj spokój! Milcząca dotąd Basia odebrała jej serwetkę i przysunęła kawę. Jakaś roztrzęsiona jesteś ostatnio. Tak się nie da żyć.
Tylko spróbuj tu nie być! Dziewczyny, jak mieszkaliśmy jeszcze na wynajmie, tak dobrze było! Nikt nie wchodził kiedy chciał. Mogłam pół dnia po domu latać, myśleć nad zamówieniem, nikt nie przeszkadzał. Ale w nowym mieszkaniu? Ciągle mam wrażenie, jakby mnie przez szkło powiększające obserwowała. Przychodzi kiedy chce, robi co chce, wszystko tłumacząc tym, iż pomogła nam z wkładem na mieszkanie. Więc jestem jej wierną służką. Zosia niemal się rozpłakała.
Zmień zamki.
Nie da rady. Mąż i tak da jej klucze. Przecież to mama. A potem mnóstwo obrazy! Normalnie mam ochotę się rozwieść!
Zosiu, weź się w garść, co ty wygadujesz! Ela się oburzyła. Przecież nie było w szkole bardziej charakternej dziewczyny od ciebie. Co się z tobą robi?
Spalam same siebie w piecu niespełnionych nadziei. Zosia westchnęła i napiła się z kieliszka. Dobra, dosyć tego użalania. Muszę wziąć się w garść i porządnie jakoś to rozwiązać. Inaczej oszaleję i dziecko mnie się będzie bało. Wczoraj pytało, czemu jestem taka zła. Co miałam odpowiedzieć? Że babcia doprowadziła mnie do szału? Macie rację tak nie można.
Oczywiście, iż nie! Trzeba znaleźć sierotę i gotować barszcz tylko dla siebie! Ela zawołała kelnerkę. Zamówmy sobie deser, zajem stres.
Czemu nie Zosia otarła oczy i uśmiechnęła się. Chcecie, pokażę wam tort, który przygotowałam na ostatni ślub? Sama się zdziwiłam, iż mi wyszedł!
Pochyliły się nad telefonem Zosi.
No ładne rzeczy!
Zosia, jak ty to zawiesiłaś? Tak pięknie!
To tajemnica firmy! Pomysł podsunął mi syn, jak układał klocki. Jak dostarczałam, to ledwo nerwowo wytrzymałam, ale mam już sześć zamówień na dwa miesiące! Tylko kiedy ja to zrobię…
To zostaw synka pod pieczą teściowej! Niech się czymś pożytecznym zajmie!
Ach Elu, naiwna jesteś! Zosia się roześmiała. Zaraz choruje, jak tylko ma posiedzieć z wnukiem.
To może wysłać ich do babci na wieś z ojcem?
Ręka Zosi zawisła nad filiżanką.
Basia, jesteś genialna! I nie będą mi pod nogami przeszkadzać, i ona zadowolona. Synkowi poda ukochany barszczyk. Na jej talerzach, czysciutko. Trzeba tylko smakołyków chłopcu spakować, żeby babcię trochę rozruszał.
Przyjaciółki wybuchły śmiechem dobrze znając naturę syna Zosi po słodyczach ten dzieciak zamieniał się w prawdziwego rozrabiakę. Zosia na wszystkich dziecięcych imprezach pilnowała, by nie przedawkował cukru.
Basia, a co u ciebie? Cały wieczór się nie odzywasz. Twoja nie daje ci popalić?
Elu, kiedy by miała? Przecież od ślubu minęło chwilę. Zosia spróbowała bezy i skrzywiła się. Słodkie to jak nieszczęście!
To chodź, naucz ich jak piec! Ela wybuchła śmiechem, ale nagle spoważniała. Co się dzieje?
Nie wiem, dziewczyny. Niby wszystko dobrze, ale jakoś za spokojnie. Słucham Zosi i myślę, iż chyba tak nie powinno być.
Może ci się trafiła złota teściowa? Nie wszystkim taki wulkan emocji się podłapał jak Zosi. Jej to towar limitowany.
Może Basia przypomniała sobie dzień ślubu i pierwszą poważną rozmowę ze swoją przyszłą teściową, Martą.
Basiu, ja nie jestem żadne pierniczki ani pieniążki, żeby każdemu smakować. Ty mnie jeszcze nie znasz. Specyficzna jestem i trochę złośliwa, dogadamy się może nie od razu. Dla mnie rodzina jest najważniejsza. I szczęście mojego Piotrka. Skoro cię wybrał, to lepiej wie, za co. Ja w to nie wnikam. Pomogę jak będzie trzeba, do niczego się wtrącać nie zamierzam. Resztę czas pokaże.
Ta otwartość Marty zdziwiła Basię. Dziwnie słucha się takich słów od kobiety, którą widziało się wcześniej może dziesięć razy.
Basia z Piotrem poznali się na weselu znajomych. Do stojącej z boku dziewczyny podszedł niski, krzepki chłopak. Basia, specjalnie na tę okazję w wysokich butach, była o głowę wyższa.
A pani czemu nie łapie bukietu? Pani nie marzy o zamążpójściu?
Nie marzę.
Jak to? Podobno każda dziewczyna o tym myśli!
Chyba ktoś pana w błąd wprowadził.
To czego pani pragnie?
Kochać i być kochaną. Chyba tyle.
A dlatego nie bierze pani udziału w zabawie?
O nie, po prostu ledwo stoję w tych szpilkach, a co dopiero skakać.
Zagadywali się przez cały wieczór i wyszli razem. Piotr odprowadził Basię pod dom, ucałował w dłoń i poprosił numer telefonu.
Basia przez pól nocy nie mogła zasnąć, głaszcząc miejsce po tym dziwnym pocałunku i myśląc, co by powiedziała na to jej babcia.
Wreszcie! usłyszała w wyobraźni przyjazny uśmiech i mądre spojrzenie babci.
Helena Stanisławówna wychowywała Basię sama, odkąd zabrakło syna, a matka pojechała na zarobek do Niemiec. Przez pierwsze lata pisała jeszcze listy, przysyłała paczki i drobne euraki, aż w końcu słuch po niej zaginął. Babcia choćby chciała zgłosić poszukiwanie, ale przyszło pismo Mama miała nowego męża, nowe dziecko. Basia już się przyzwyczaiła być tylko z babcią. Z czasem pogodziła się, iż matka wymazała ją z życia. Nigdy nie zadzwoniła, nie napisała, nie zapytała. Basia wstydziła się potem tamtych czasów. Jako nastolatka wyładowywała gniew na najbardziej kochanej osobie, nie dając babci ani chwili spokoju. Było różnie, o czym Basia nie lubiła pamiętać. Najważniejsze, iż bez względu na wszystko, w domu czekał talerz zupy i łagodne dłonie, które gładziły jej włosy, po czym pozwalały jej iść dalej własną drogą. A Basia zawsze do nich wracała.
Babcia zachorowała, gdy Basia miała piętnaście lat. Jej świat stanął na głowie. Zamiast imprez, były szpitale, leki i nauka. Basia w końcu się przebudziła. Słuchając ściszonego głosu babci, ściskała dłonie, by nie płakać.
Basiu, ucz się! Teraz już jesteś samodzielna, ja długo ci nie pomogę. Ile dam radę, tyle będę, ale musisz dać mi odejść spokojnie. Bez trosk o ciebie.
Zaskoczyło ją, ile siły było w tej wątłej osobie. Z trzech miesięcy, jakie dawali lekarze, zrobiły się trzy lata Helena Stanisławówna odeszła, kiedy Basia studiowała.
Mama zjawiła się dwa miesiące po pogrzebie.
Nie mogłam zostawić dzieci… tłumaczyła cicho.
Strasznie była zdziwiona, gdy się dowiedziała, iż mieszkanie z domkiem letniskowym babcia zapisała wyłącznie Basi.
To niesprawiedliwe. Powinnaś się podzielić, córko.
Sama nie wie, co ją opętało. Krzyczała, rozpłakana, wywlekała wszystkie żale na matkę. Przed oczami przewijały się dni czuwania przy łóżku babci, błagania: jeszcze pożyj, nie zostawiaj mnie… Oczywiście, było to egoistyczne, ale Basia bała się zostać zupełnie sama. Matka powtórnie się zebrała i zniknęła z jej życia na zawsze.
Początkowo Basia była bezradna, ale z czasem podniosła się z marazmu. Obiecała babci, więc musiała spełnić jej wolę. Z nauką radziła sobie dobrze, gorzej było z godzeniem pracy i studiów. Ela, której ojciec był właścicielem znanej fabryki mebli, załatwiła jej miejsce:
Tata nie wierzy, ale ja wiem, iż nie zawiedziesz.
Piękna i temperamentna Ela, świetna w pracy, miała pecha w miłości.
Ciągle sami oryginałki! A ja już powinnam trzecie dziecko rodzić, a tu żadnego kandydata!
Ela marzyła o rodzinie, wolała to niż choćby największą kancelarię prawną.
Dla Basi Ela i Zosia były najbliższymi na świecie. Razem dorastały, potem trzymały się razem nawet, jeżeli życie bywało różne: Ela bogata, Zosia wychowywana przez samotną mamę, Basia przez babcię. Zosia często u nich mieszkała, Ela zachwalała pierogi babci Basi. Pomogły jej także, gdy przyszło walczyć o spadek z matką.
Niech tylko spróbuje! W sądzie jej pokażę!
Nie ma sensu, Ela. Myślę, iż już zrozumiała.
Ela dogadała się z matką Basi po swojemu. Nie było żadnych sądów, ale i kontakt się urwał.
A potem pojawił się Piotr. Spotykali się dwa lata, a potem wzięli ślub. Ela złapała bukiet Basi, porwała pod ramię przyjaciela Piotrka.
Tańczymy?
Zosia i Basia przyglądały się Elce, która kokietowała wysokiego, przystojnego faceta i trzymały kciuki. Niestety nie wyszło. Po miesiącu znajomości Ela zerwała, mówiąc tylko:
Nie mój typ!
Zosia i Basia znały ją na wylot, nie pytały więcej. Maks pojawiał się potem czasem u Basi i Piotrka, Ela trzymała się od niego z daleka.
Czemu? dziwiła się Basia. Wydaje się sympatyczny.
Uważaj na niego. Coś z nim jest nie tak.
Basia nie rozumiała. Maks był kontaktowy, zawsze chętny pomóc, z dobrym humorem. Znał dobrze Martę, matkę Piotrka, i bez przerwy wychwalał Basię.
Mijał rok, potem drugi i Basia zorientowała się, iż jest w ciąży. Szczęście było ogromne, bo miała szykować się do in vitro. Piotrek od razu ją poparł. A tu taka niespodzianka!
To cud, Piotruś! Basia płakała ze wzruszenia, choćby przed teściową, która przyszła na imieniny syna. Najlepszy prezent!
Najlepszy! ściskał żonę, ale spoglądał na matkę, która kręciła głową.
Co się stało, mamo?
Nie wiem, synku. Tak nagle
Insynuujesz coś?
Marta spojrzała synowi prosto w oczy.
Synku, ufasz swojej żonie?
Mamo!
Ufasz jej? powtórzyła.
Całkowicie! I nie chcę już takiej rozmowy. Inne by się cieszyły wnukiem.
Cieszę się, synku. Naprawdę. Teraz już się cieszę
Urodził się Jędruś, a Basia oddała się całkiem macierzyństwu. Marta nie narzucała się, ale zawsze wysłuchiwała próśb o pomoc.
Basiu! Przestań bujać w obłokach! Ela machnęła ręką przed twarzą Basi, która już odpłynęła myślami. Co ci jest?
Tak tylko otrząsnęła się. A twoi absztyfikanci, Elu?
Przepatrzyła telefon dwie godziny, a Marta ani razu nie zadzwoniła prawdziwy skarb ta teściowa. To właśnie Marta namówiła ją na spotkanie z dziewczynami.
Idź między ludzi! Poczekam z Jędrusiem.
Dziękuję ci Basia nie umiała powiedzieć nic więcej. Między nią a Martą stał niewidzialny kamyczek, coś ostrego i nieprzyjemnego. Nigdy nie umiała go nazwać ani usunąć.
Ela opowiadała coś o nowych randkach, Basia mimo to odczuwała niepokój coś było nie tak. Ale co?
Telefon zadzwonił aż za głośno, prawie upuściła kieliszek.
Basia usłyszała stłumiony, niepoznany najpierw głos.
Reszty nie pamięta Ela i Zosia biły po policzkach, ktoś dzwonił po taksówkę, ktoś polewał zimną herbatą. Przyjechały do domu, gdzie postarzała nagle o lat pięćdziesiąt Marta oddała Jędrusia Eli:
Pojedziesz ze mną? Boję się
Piotrek zginął w wypadku, uderzył w otwarty właz studzienki. Auto podniosło, obróciło i wpadło na ciężarówkę.
Basia pogrążyła się w rozpaczy. Płakała ukradkiem przed synem albo kompulsywnie szorowała dom, by zająć myśli. Prosiła Martę, by na jakiś czas zamieszkała z nimi, ale ta nie potrafiła.
Nie mogę Tu wszystko jego. Czasem czuję, iż zaraz wejdzie do kuchni i poprosi o placki.
U mnie nie prosił
Każda z nas musiała mieć coś własnego, córko. U mnie tylko on jadł placki.
Jędruś krążył wokół mamy i babci, gładził im policzki, nie rozumiejąc, gdzie jest tata i czemu są takie smutne.
Basia widząc, jak Marta topnieje przy wnuku, coraz częściej prosiła o pomoc z dzieckiem. Patrzyła, jak Jędruś tuli się do babci, i wiedziała, iż tak powinno być.
Mijało pół roku, zbliżały się święta, Basi było coraz trudniej. Ich pierwszy wspólny wyjazd na narty miał się właśnie odbyć marzenie Piotrka. Chciał nauczyć się jeździć.
Ja podbijam stoki, a ty robisz z Jędrusiem bałwany!
Najpierw się naucz stać na nartach żartowała Basia.
Ciebie zdobyłem, zdobędę i góry!
Czuła, iż oszaleje z żalu. Chciała zrezygnować z wyjazdu, ale Marta zaproponowała:
A może pojedziemy razem, ja, ty i Jędruś. Święta odejdą na bok, Jędruś może to zapamięta
Basia się zgodziła.
Karpacz przywitał ich mżawką i chłodem. Przez tydzień nie przestawało padać, dopiero raz udało im się podejść pod Śnieżkę.
Jak tu szaro Basia poprawiła czapkę na głowie podskakującego z zachwytu Jędrusia.
A widać, iż to żywioł, Basiu. Sama natura Marta objęła się rękami, nie spuszczając oczu z gór. Coś ją tknęło Basia po prostu ją objęła. Zdziwiła się sama sobie.
Marta oparła głowę na jej ramieniu.
Dobre, iż was jeszcze mam. Tylko wy mi zostaliście
Zostaliśmy?
Tak. Myślałam, iż was też stracę. Maks
Basia nagle zamarła.
Co Maks? Ostatni raz widziałam go nie, nie pamiętam kiedy
Przyszedł do mnie. Po pogrzebie. Powiedział, iż był w delegacji, iż musi porozmawiać.
Czego chciał? Pomóc?
Nie, Basiu. Przyszedł mi powiedzieć, iż Jędruś nie jest synem Piotrka. Że urodziłaś z innym. Myślę, iż sugerował siebie, ale nie wiem. Wspominał o problemach zdrowotnych Piotrka i iż postanowiłaś załatwić to inaczej.
Ręce Basi opadły. Cofnęła się krok.
I uwierzyłaś mu?
A twoim zdaniem? Czy stałabym tu z wami gdybym wierzyła temu łotrowi?
Basia milczała, nie wiedząc, co powiedzieć.
Wyrzuciłam go za drzwi powiedziała Marta. Widziałam, iż kłamie. A najważniejsze, Piotrek ci ufał. Chciałam, byś mnie poznała lepiej, skoro małżeństwo wasze się skończyło. Wiem, iż możesz nie potrzebować, ale ja bym chciała
Nie trzeba Basi łza spłynęła po policzku. My jesteśmy rodziną. Babcia mówiła, iż rodzina, jak nie jest razem, to nic nie znaczy. Jakby jej nie było.
I tego nie chcę powiedziała Marta, przytulając wnuka. Co, kochanie, zmarzłeś? Chodź, spieszmy się na kolację. Opowiesz mi o swojej babci, Basiu.
Szły powoli mokrymi ulicami, rozmawiając po raz pierwszy tak szczerze, bez dystansu. W pewnym momencie Basia zatrzymała się i zapytała:
Po co jemu to wszystko było potrzebne?
Komu?
Maksowi. Po co to mówił?
Nie wiem, Basiu. Jest w ludziach czasem takie zło, którego nie pojmie się rozumem. Trzeba się temu nie poddać. Może zazdrościł, może czegoś żałował. Nie pytałam go, po co to zrobił, ale gdy o tym mówił, miał bardzo dziwny wyraz twarzy… Oni z Piotrkiem zawsze konkurowali, potem przyszedł ty. Może tu szukać powodów, a może nie. Ja już wolę nie wiedzieć. Mam nadzieję, iż więcej tu nie wróci.
Ja też
Basia nie wspominała Marcie, iż Maks próbował ją odwiedzić dziewięć dni po śmierci Piotrka. Dla niej rozmawiała wtedy Ela, która na czas żałoby zamieszkała z Basią i Jędrusiem. Co wydarzyło się między nią a Maksem, Basia nie wiedziała usłyszała tylko, jak Ela krzyczała i trzasnęła drzwiami tak, iż cały stary segment babci drżał.
Co się stało? Basia spytała wtedy cicho.
Nie wnikaj. jeżeli się pojawi, nie wpuszczaj. To człowiek, którego lepiej nie mieć w życiu. choćby jako wroga.
Dziś Basia rozumiała, o co chodziło.
Resztę pobytu spędziły na rozmowach. Jędruś szczęśliwy tulił raz jedną, raz drugą z kobiet, wyczuwając zmianę. A one, wreszcie, mogły wspominać Piotrka i myśleć o przyszłości.
Minęło pół roku. Basia wyjęła stare szpilki, założyła i jęknęła:
To jakaś chińska tortura!
Wytrzymaj, jak chcesz być piękna! śmiała się Marta, pomagając jej w sukience.
Nie mogę być piękna w balerinach?
Zamiatasz podłogę, sukienkę zabierzesz. Weź baleriny, przebierzesz się na miejscu.
Wzięła Jędrusia za rękę i wręczyła mu kwiaty.
Zabieraj i chodź, bo się spóźnimy.
Tylko nie! Basia się pośpieszyła. Ela mi tego nie wybaczy, czekała całe życie!
Wesele Elżbiety było huczne i trochę nerwowe. Wszystko w biegu ceremonia, obrączki, wnoszenie tortu, wyścig za bukietem. W końcu wszyscy usiedli, Basia jako druhna podeszła do Zosi.
Jak się czujesz? pogładziła wyraźnie ciążowy brzuszek.
Dobrze! Pogodziłam się z teściową, bo Ela by tortu nie miała. Zosia zaczęła poprawiać tort. Sama muszę wszystko dopilnować. Nikomu nie można ufać.
Co się stało?
Popatrz! Zosia dyskretnie kiwnęła głową w stronę tortu. W drodze się rozmazał. Do łez mi szkoda, tyle pracy!
To arcydzieło! Ela nagle podeszła z tyłu.
No co, straszysz mnie? Chcesz być matką chrzestną wcześniej?
Nie dzisiaj! Dzisiaj mój dzień! Co się zamartwiasz?
Ech Zosia zasłoniła tort.
Ela się roześmiała i pokręciła palcem przed nosem Zosi.
Nie wytrzymałam, przekroiłam kawałek!
Ty wariatko! Zosia udawała oburzenie.
Rozliczysz mnie później, idę tańczyć! Ela umknęła do pana młodego.
Co z nią zrobić, Basiu?! Zosia machnęła ręką.
Usiadła ciężko.
Gdzie twoi?
Tańczą.
Jak się masz, Basiu?
Jest dobrze, Zosiu. Naprawdę dobrze.
Mówisz już do Marty mamo?
Wstydzę się jeszcze.
A głupiaś! Gdybym miała taką teściową
Basia się zamyśliła. Patrzyła, jak Marta śmieje się z Jędrusiem w tańcu i pomyślała, iż Zosia ma rację. Słowo mama pasowało do niej idealnie.
Mama Basia powiedziała to cicho, wsłuchując się w dźwięk.
Przyłapała na sobie spojrzenie Zosi. Kiwnęła głową i powiedziała już zdecydowanie:
Mama!













