Zupełnie zapomnieć się nie dało Każdego dnia Prochor wracał z pracy do domu metrem, potem autobusem…

twojacena.pl 1 tydzień temu

Wiesz co, pamiętam dokładnie jak to było z Kamilem. Każdego dnia wracał z pracy w Warszawie metrem, potem jeszcze autobusem i w końcu był w domu. Cała ta droga zajmowała mu ponad godzinę w jedną stronę. Samochód głównie stał pod blokiem, bo rano i popołudniu korki takie, iż szybciej był pod domem komunikacją miejską niż autem.

Dwa lata temu życie Kamila konkretnie się zmieniło. Rozwiódł się z żoną. Ich córka, wtedy siedemnastoletnia, została z matką. Rozeszli się raczej spokojnie, bo Kamil nigdy nie lubił awantur. Od dawna widział, iż jego żona się zmienia. Zrobiła się nerwowa, często wychodziła z domu, wracała późno, tłumacząc, iż była u koleżanki.

Kamil w końcu zapytał:

Co się tak późno szlajasz? Normalne żony siedzą o tej porze w domu.

A co cię to obchodzi? Te normalne żony to kury domowe, ja jestem inna inteligentna, towarzyska i dom mnie nudzi. Nie jestem jak ty, taki prosty chłop ze wsi.

No to po co wychodziłaś za wieśniaka?

Z dwóch złych opcji wybrałam mniejsze zło zripostowała i choćby nie tłumaczyła się dalej.

Potem złożyła papiery rozwodowe, wyrzuciła Kamila z mieszkania i musiał wynająć pokój. Z czasem się do tego przyzwyczaił, a o ponownym ślubie choćby nie myślał. Na razie szukał.

W drodze do pracy Kamil, jak każdy w metrze, siedział z nosem w telefonie i przeglądał Internet. Wiadomości, memy i śmieszne filmiki klasyka. Przeskakiwał z jednego posta na drugi, aż nagle coś go zatrzymało. Musiał wrócić, bo aż go ciarki przeszły, patrzył na zdjęcie i czytał ogłoszenie.

Ludowa znachorka Marysia leczenie ziołami.

Na ekranie zobaczył swoją pierwszą miłość. Niespełnioną, beznadziejną ale niezapomnianą. Pamiętał ją z podstawówki. Była trochę dziwna, ale wyjątkowo ładna.

Był tak zaszokowany, iż prawie przegapił swoją stację. gwałtownie wysiadł, zrezygnował z autobusu i poszedł pieszo chciał się przejść i przemyśleć wszystko. Wszedł do mieszkania, rzucił kurtkę, usiadł w korytarzu na niskim taborecie, choćby światła nie zapalił, tylko patrzył się w ekran. Potem zapisał numer od Marysi z ogłoszenia, ale telefon zaczął go wołać o ładowarkę.

Podłączył komórkę, spróbował coś zjeść, ale nie miał apetytu. Dłubał widelcem, potem usiadł na kanapie i zaczęły go nachodzić wspomnienia.

Marysia już od pierwszej klasy wyróżniała się wśród dzieci. Zawsze była cicha i skromna, miała długą, grubą, warkocz, a szkolna spódnica sięgała jej prawie do połowy łydki, podczas gdy inne dziewczyny nosiły krótsze. Nasz mały wioska pod Lublinem była taka, iż każdy o każdym coś wiedział, ale o niej nic. Z babcią i dziadkiem mieszkali za lasem, w pięknym, nietypowym, drewnianym domku, który wszyscy nazywali dworkiem.

Kamil wpadł po uszy, dziecięco, ale na poważnie. Wszystko w niej było inne. Na głowie nosiła apaszkę, jej plecak nie jakiś Nike czy Adidas tylko manualnie robiony, z haftem, jedyny taki w klasie.

Zamiast cześć mówiła Szczęść Boże. Jakby była wyciągnięta z jakiejś starej bajki. Była spokojna, uprzejma, zawsze opanowana.

Jednego dnia zabrakło Marysi na lekcjach; kilku koleżanek i kolegów, w tym Kamil, po lekcjach poszli ją odwiedzić, sprawdzić czy nie choruje. Za wsią, za zakrętem zobaczyli jej dom. I nagle widzą tłum ludzi pogrzeb. Babcia Marysi zmarła. Ona stała zapłakana z dziadkiem obok. Potem cała procesja poszła na cmentarz, my z nią. Po pogrzebie zaproszono nas choćby na stypę.

To wryło się Kamilowi w pamięć, bo nigdy wcześniej nie był na pogrzebie. Marysia wróciła do szkoły kilka dni później.

Czas leciał, dziewczyny w klasie doroślały, zaczęły się malować, prześcigać w modzie, tylko Marysia zawsze z prostymi plecami, bez makijażu, z naturalnym rumieńcem taka delikatna.

Chłopaki zaczęli się zabiegać o dziewczyny. Kamil też postanowił spróbować u Marysi. Na początku nie reagowała, ale pod koniec dziewiątej klasy zdobył się na odwagę:

Mogę Cię odprowadzać ze szkoły?

Marysia spojrzała poważnie, szepnęła, by nikt nie słyszał:

Jestem już przeznaczona komuś innemu, Kamilu. Takie mamy zwyczaje.

Kamil się mocno zawiódł, nie rozumiał o co chodzi, kim są oni. Później dowiedział się, iż Marysię wychowywali staroobrzędowcy; rodzice zginęli dawno temu, wychowywała ją babcia i dziadek.

Marysia była prymuską, nie nosiła biżuterii. Dziewczyny plotkowały, ale ona nie zwracała uwagi, zawsze była bardzo godna.

Każdego roku robiła się coraz ładniejsza; w liceum była najładniejsza z klasy szczupła i zgrabna. Chłopcy podziwiali ją po cichu, nikt jej nie dokuczał.

Po szkole rozjechali się Kamil do Warszawy na studia, o Marysi wiedział tyle, iż wyszła za mąż za tego przeznaczonego, z którym była zaręczona, wyjechała za nim do innej gminy. Żyła na wsi, zajmowała się gospodarstwem krowa, siano, praca w polu, dom, dzieciak. Potem ślad po niej zaginął.

No proszę, Marysia została znachorką, ziołami się para myślał Kamil siedząc na kanapie. I jeszcze ładniejsza niż kiedyś.

Całą noc nie mógł spać, rano wstał, zjadł coś na gwałtownie i pojechał do pracy. Myśli o Marysi nie dawały mu spokoju. Czy to możliwe, iż pierwsza miłość jednak nigdy nie odchodzi?

Przez kilka dni chodził jak zamroczony, aż w końcu napisał do niej:

Cześć, Marysia.

Szczęść Boże odpisała, jak kiedyś. Pomóc w czymś, coś boli?

Marysia, tu Kamil, Twój były kolega z klasy, pamiętasz? Siedzieliśmy razem w ławce. Zobaczyłem Cię przypadkiem w internecie i postanowiłem napisać.

No jasne, Kamil, najlepiej się uczyłeś ze wszystkich.

Mam Twój numer, mogę zadzwonić?

Oczywiście, dzwoń spokojnie.

Po pracy zadzwonił. Trochę pogadali, kto gdzie mieszka, co u nich.

Ja mieszkam i pracuję w Warszawie rzucił Kamil. Opowiedz lepiej Ty, Marysia, jak Ci się żyje, masz dużą rodzinę, jak tam Twój mąż? Gdzie mieszkasz?

Mieszkam znowu w swoim starym domu, tym za lasem, z dzieciństwa. Wróciłam po tym, jak zmarł mój mąż… Zginął w lesie, niedźwiedź go zaatakował Dziadek też nie żyje od lat.

Przykro mi, Marysiu, nie wiedziałem…

Spokojnie, to było dawno, już się z tym pogodziłam. A Ty, tak po prostu rozmawiasz, czy może chcesz radę znachorki? Czasem doradzam…

Po prostu chciałem pogadać. Nie potrzebuję ziół zobaczyłem Cię, przypomniałem sobie wszystko z dzieciństwa. Tęsknie za tamtą wioską, matka też już nie żyje.

Trochę powspominali znajomych, potem się pożegnali. Znowu cisza, dom, praca, rutyna. Po tygodniu Kamil nie wytrzymał i znów zadzwonił:

Cześć Marysia.

Szczęść Boże, Kamilu, już tęsknisz czy coś Cię boli?

Tęsknię… Marysiu, nie gniewaj się mogę Cię odwiedzić? spytał cicho, z nadzieją, serce mu waliło jak młot.

Przyjeżdżaj powiedziała niespodziewanie. Przyjedź, kiedy możesz.

Za tydzień mam urlop aż się ucieszył.

Super, adres przecież znasz czuł, iż się uśmiecha.

Przez tydzień szykował się jak na wielkie wydarzenie, kupował prezenty nie wiedział już co Marysia lubi, kim się stała. W końcu ruszył samochodem z Warszawy na Lubelszczyznę. Droga spora, sześć godzin jazdy, ale dla niego to była czysta frajda.

Gdy wjeżdżał do wsi, był zszokowany, tyle się zmieniło: nowe domy, zakład działał, sklepy, kawiarnie, wszystko zadbane. Wysiadł przy sklepie.

No proszę, myślałem, iż nasza wieś się wyludniła, a tu takie cuda powiedział do siebie, rozglądając się.

U nas to już prawie miasteczko, synu rzucił starszy sąsiad, który przechodził obok. Status mamy od paru lat, ale jak widzę, nie było Cię tu dawno?

No, dawno, odpowiedział Kamil.

Mamy dobrego burmistrza, wszystko ruszyło do przodu dodał dumnie sąsiad.

Marysia czekała na Kamila w ogrodzie, zadzwonił do niej, jak tylko zbliżał się do wsi. Zobaczyła samochód zza zakrętu i serce jej wyskoczyło z radości. Nikt nigdy nie wiedział, iż Marysia od szkolnych lat po cichu kochała Kamila. Nikomu nie powiedziała, nosiła to w sercu, gdyby nie odezwał się, zabrałaby tą miłość ze sobą na zawsze.

Spotkanie było pełne radości. Siedzieli długo wspólnie w altance. Stary dworek Marysi podupadł, ale przez cały czas był przytulny i pełen ciepła.

Marysiu, przyjechałem tu z powodu powiedział Kamil, a ona spojrzała na niego poważnie i trochę przerażona.

Słucham, co się dzieje? odparła lekko spięta.

Kocham Cię całe życie, nie wierzę, iż choćby teraz nie odpowiesz na moją miłość powiedział odważnie.

Marysia podbiegła, objęła go mocno.

Kamil, też Cię kochałam od dawna, od dziecka.

Cały urlop Kamil spędził u Marysi, a przed odjazdem obiecał:

Załatwię wszystko w pracy, przejdę na pracę zdalną i wracam. Już nigdzie nie wyjeżdżam. Tu się urodziłem, tu chcę być do końca śmiał się szczęśliwy.

Pierwsza miłość naprawdę nigdy nie odchodzi.

Idź do oryginalnego materiału