Kończysz zakupy, bierzesz wózek i grzecznie ustawiasz się w długiej kolejce do kasjerki. Klient za klientem powoli przesuwa się do przodu, taśma skrzypi pod ciężarem kolejnych produktów, ktoś przed tobą nerwowo zerka na zegarek. I nagle stop. Przed kasą stoi porzucony koszyk z zakupami, ale właściciela ani śladu. Rozglądasz się odruchowo, odkładasz go na bok i wykładasz swoje rzeczy. Skoro nikogo nie ma, to chyba teraz twoja kolej. W tym momencie, jak spod ziemi, pojawia się właściciel zakupów. Atmosfera gwałtownie gęstnieje i nie wiadomo, co zrobić, by nie wywołać wojny sklepowej. Czy klient, który znika z kolejki, ale zostawia zakupy, ma pierwszeństwo przy kasie? Dla większości kupujących odpowiedź jest oczywista.
REKLAMA
Zobacz wideo "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w sukcesie". Anastazja Kuś w "Z bliska"
Czy można wejść w kolejkę do kasy, gdy ktoś zostawił koszyk i poszedł? Obyczaj mówi: tak
Takie sytuacje nie należą do rzadkości, a dowodem na to jest historia, którą opisała jedna z użytkowniczek forum Gazeta.pl. Mężczyzna stał w kolejce do kasy z zakupami, za nim nie było jeszcze nikogo. W pewnym momencie przypomniał sobie, iż czegoś zapomniał, więc zostawił koszyk i poszedł w głąb sklepu. W międzyczasie do kasy podeszła kobieta. Widząc koszyk bez właściciela, odsunęła go na bok i zaczęła wykładać swoje produkty na taśmę. Za nią gwałtownie ustawiła się kolejna osoba.
Gdy mężczyzna wrócił i zobaczył, iż jego sprawunki są poza kolejką, "zaczęła się jazda". Z pozoru błaha sytuacja przerodziła się w głośną aferę na cały market. Autorka wpisu zapytała internautów, kto w tej sytuacji miał rację. Czy mężczyzna, który zostawił koszyk, licząc na zachowanie miejsca w kolejce, czy kobieta, która uznała, iż brak klienta oznacza wolne miejsce przy kasie?
Zajmowanie kolejki koszykiem z zakupamiFot. Screen ze strony: www.forum.gazeta.pl
W komentarzach pojawiły się bardzo jednoznaczne opinie.
Gospodarzem w tej sytuacji jest kasjerka i to ona powinna zaprowadzić porządek. Jednak nie powinno się blokować miejsca w kolejce koszykiem
- napisał użytkownik forum. Inni komentujący byli jeszcze bardziej stanowczy.
Nie ma czegoś takiego jak zajmowanie sobie kolejki koszykiem
- czytamy w innym ze wpisów. Ktoś podsumował też krótko:
Kolejka jest dla ludzi, nie dla przedmiotów.
Część forumowiczów próbowała jednak znaleźć rozwiązanie pośrodku, bez eskalowania konfliktu. Pojawiły się sugestie, iż jeżeli ktoś musi na chwilę odejść, powinien poinformować osobę stojącą za nim albo przesunąć koszyk, zamiast zostawiać go przy kasie jako znak rezerwacji.
jeżeli właściciel koszyka nie wróciłby w ciągu kilkunastu sekund, przesunęłabym go za siebie, a nie na bok
- pisała jedna z komentujących, zaznaczając, iż chodzi tu bardziej o kulturę i zdrowy rozsądek niż o wygraną w sporze.
I właśnie ten wątek powraca niemal w każdej podobnej opowieści. Nie istnieje przepis, regulamin ani jasno spisana zasada, która jednoznacznie rozstrzyga, kto ma rację. To kwestia obyczaju, wyczucia sytuacji i komunikacji między ludźmi. Jedni uznają, iż miejsce w kolejce "czeka", inni wchodzą bez wahania. W praktyce można zająć takie miejsce, trzeba tylko liczyć się z tym, iż po drugiej stronie może stać ktoś, kto widzi tę sytuację zupełnie inaczej.
- A może zamiast wkładać energię w zastanawianie się, kto ma rację, lepiej budować relacje? - zwraca uwagę dziennikarka i ekspertka savoir-vivre Anna Dąbrowska w rozmowie z serwisem Haps.pl. - Również z tymi, których spotykamy przypadkowo, tylko na chwilę przy sklepowej kasie. Podręczniki dobrych manier nie są w stanie opisać wszystkich zasad, bo życie, na szczęście, jest bogatsze. Dbanie o relacje, zamiast o racje to według mnie naczelna zasada dobrego wychowania - wyjaśnia.
Sklepowy savoir-vivre. Tak nie dołożysz pracownikom pracy
Bliźniaczy brak wyczucia widać w innej sklepowej sytuacji, aż nazbyt dobrze znanej pracownikom spożywczaków. Klient bierze produkt, po chwili zmienia zdanie i odkłada go byle gdzie, nie tam, skąd go wziął. Jogurt ląduje przy pieczywie, mrożonka na zwykłym regale, a gazeta między zupełnie innymi tytułami. Dla osoby robiącej zakupy to drobiazg. Dla sklepu zaczyna się kłopot. Jedzenie poza lodówką może się zepsuć, ktoś inny może je później kupić, a pracownicy muszą poświęcać czas na szukanie porzuconych rzeczy.
Kasjerzy i pracownicy sali sprzedaży często opisują, jak wygląda to od kuchni. W jednej z historii przytoczonych w serwisie jestemkasjerem.pl klient odłożył gazetę w złe miejsce, bo uznał ją za zbyt drogą. W efekcie produkt nie wrócił na stojak na czas, nie został ujęty w zwrocie i finalnie to pracownik musiał za niego zapłacić.
To tylko przykład jednej gazety. Wiesz, ile w miesiącu jest takich klientów?
- pytają autorzy wpisu. Z perspektywy kasy takie "drobiazgi" składają się na realne straty i narastającą frustrację.
Łatwo machnąć ręką i pomyśleć: to tylko sklep, ktoś się tym zajmie, w końcu taka praca. A jednak wystarczy odrobina dobrej woli i uwagi, by nie dokładać innym problemów. jeżeli produkt jednak nie jest potrzebny, można odłożyć go tam, skąd został wzięty albo oddać pracownikowi przy kasie. To niewymagająca czynność, która oszczędza czas i nerwy wielu osób. I, tak jak w przypadku kolejki, nie chodzi tu o twarde reguły, ale o codzienną kulturę zakupów, która działa tylko wtedy, gdy wszyscy pamiętają, iż grają do jednej bramki. Widzisz zostawiony koszyk przy kasie. Co robisz? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.








