Po ciężkim zapaleniu opon mózgowych nigdy nie odzyskała pełnej sprawności. Miała problemy z poruszaniem się, nie potrafiła samodzielnie załatwiać urzędowych spraw i w trudnych sytuacjach reagowała jak przestraszone dziecko.
Mama poświęciła jej całe życie. Ja natomiast bardzo wcześnie usłyszałem, iż pewnego dnia będę musiał ją zastąpić.
— Kiedy mnie zabraknie, Ewa będzie miała tylko ciebie — powtarzała.
Miałem dwanaście lat, gdy pierwszy raz zostałem z siostrą sam na cały weekend. Koledzy pojechali wtedy pod namioty, a ja pilnowałem godzin podawania leków. Gdy miałem osiemnaście lat, zrezygnowałem ze studiów w innym mieście, ponieważ mama rozpłakała się na wieść o moim wyjeździe.
— A jeżeli coś mi się stanie? Kto zajmie się Ewą?
Zostałem. Uczyłem się zaocznie, podjąłem pracę i pomagałem w domu. Kochałem siostrę, ale z każdym rokiem coraz bardziej bałem się, iż nigdy nie będę miał własnego życia.
Kiedy poznałem Martę, po raz pierwszy poczułem, iż mogę stworzyć coś tylko dla siebie. Wynajęliśmy niewielkie mieszkanie i planowaliśmy ślub. Mama przyjęła te wiadomości chłodno.
— Pamiętaj, iż żona może odejść, a siostra zawsze pozostanie siostrą — powiedziała.
Niedługo później lekarze wykryli u niej zaawansowaną chorobę. W ciągu kilku miesięcy z silnej kobiety zmieniła się w osobę, która nie miała już siły samodzielnie podnieść szklanki.
W ostatnim tygodniu siedziałem przy jej łóżku. Ewa spała na krześle w korytarzu, ściskając swój stary, żółty sweter.
Mama poprosiła, żebym się nachylił.
— Synu, będziesz miał dom — wyszeptała. — Wszystko zapiszę tobie. Tylko zaopiekuj się swoją chorą siostrą. Nie pozwól, żeby trafiła do obcych.
Chciałem powiedzieć, iż nie dam rady. Miałem trzydzieści cztery lata, narzeczoną, plany i marzenia. Nie chciałem zostać opiekunem do końca życia.
Spojrzałem jednak na jej zapadnięte oczy i skłamałem.
— Obiecuję, mamo.
Po jej odejściu okazało się, iż rzeczywiście przepisała mi dom. Ewa nie otrzymała niczego. Mama zaufała mojemu słowu bardziej niż dokumentom.
Początkowo zamieszkaliśmy wszyscy razem. Ewa zajmowała swój dawny pokój, a Marta próbowała odnaleźć się w nowej sytuacji. gwałtownie zaczęły się jednak kłótnie.
Ewa bała się zostawać sama, budziła nas w nocy i kilka razy zapomniała wyłączyć kuchenkę. Dzwoniła do mnie do pracy, gdy spóźniałem się choćby dziesięć minut.
— Nie tak miało wyglądać nasze życie — mówiła Marta. — Twoja matka dostała to, czego chciała. choćby po odejściu przez cały czas tobą rządzi.
Wiedziałem, iż ma częściowo rację. Byłem zmęczony, rozdrażniony i coraz częściej krzyczałem na siostrę. Pewnego wieczoru Ewa rozlała zupę na nowy dywan.
— Mam już tego dosyć! — wybuchnąłem. — Nie mogę przez całe życie wszystkiego robić za ciebie!
Siostra uklękła i zaczęła zbierać kawałki rozbitego talerza gołymi rękami.
— Przepraszam, Pawełku. Będę grzeczna — powtarzała.
Następnego dnia znalazłem prywatny ośrodek opiekuńczy. Powiedziałem Ewie, iż pojedzie tam tylko na kilka tygodni, dopóki nie wyremontujemy domu.
Uwierzyła. Spakowała żółty sweter, zdjęcie mamy i książkę z przepisami.
— Przyjedziesz po mnie w niedzielę? — zapytała.
— Przyjadę — odpowiedziałem.
Nie przyjechałem.
Marta przekonała mnie, żebyśmy sprzedali dom. Za uzyskane pieniądze kupiliśmy nowoczesne mieszkanie w centrum. Resztę przeznaczyłem na opłacenie pobytu Ewy. Tłumaczyłem sobie, iż niczego jej nie brakuje. Miała jedzenie, opiekę i własny pokój. Wreszcie mogłem normalnie żyć.
Przez cztery miesiące nie odwiedziłem siostry ani razu.
Pewnego dnia zadzwoniła pracownica ośrodka. Poprosiła, żebym odebrał rzeczy Ewy, których nie potrzebowała. W szafce znalazłem kilkanaście listów zaadresowanych do mnie. Siostra nie znała mojego nowego adresu, więc nigdy ich nie wysłała.
W każdym pytała, kiedy skończy się remont.
W ostatnim napisała nieporadnym pismem:
„Pawełku, wiem, iż nie wrócę do domu. Nie gniewam się. Nie musisz być moją mamą. Chciałam tylko przez cały czas być twoją siostrą”.
Przeczytałem te słowa kilka razy. Nagle zrozumiałem, iż Ewa nigdy nie żądała, żebym poświęcił jej całe życie. To mama wpoiła nam obojgu, iż istnieją tylko dwie możliwości: całkowite poświęcenie albo porzucenie.
Pracownica powiedziała mi również, iż Ewa radzi sobie znacznie lepiej, niż sądziliśmy. Zaczęła pracować w zakładzie chronionym i mogła ubiegać się o miejsce w mieszkaniu wspomaganym. Potrzebowała pomocy, ale nie całodobowego pilnowania.
Kiedy wróciłem do domu, powiedziałem Marcie, iż chcę przeznaczyć część pieniędzy ze sprzedaży rodzinnego domu na zabezpieczenie przyszłości siostry.
— Nie ma mowy — odpowiedziała. — Te pieniądze są nam potrzebne. Ewa ma już opiekę.
— Ten dom dostałem właśnie dlatego, iż miałem się nią zaopiekować.
Marta postawiła mi ultimatum: albo wybiorę nasze życie, albo przez cały czas będę pozwalał, żeby siostra była dla mnie najważniejsza.
Tym razem nie obiecałem niczego ze strachu.
Rozstaliśmy się.
Pomogłem Ewie przenieść się do niewielkiego mieszkania wspomaganego. Opłaciłem rehabilitację i oddałem jej część pieniędzy, które powinny należeć do niej od początku. Nie zamieszkałem z nią. Nie zrezygnowałem z pracy ani z własnych planów. Odwiedzam ją jednak co tydzień i odbieram telefon, kiedy naprawdę mnie potrzebuje.
Przez lata sądziłem, iż normalne życie zacznę dopiero wtedy, gdy uwolnię się od siostry. Dopiero widok jej niewysłanych listów uświadomił mi, iż próbując uciec od obowiązku, uciekłem również od człowieka, który bezgranicznie mi ufał.
Nie zostałem drugą matką Ewy. Wreszcie nauczyłem się być jej bratem.














