Zostawia 6-latka u dziadków na ferie. "Potem syn czekał, aż ktoś zapnie mu kurtkę"

gazeta.pl 1 godzina temu
Pomoc dziadków jest dla wielu rodziców bezcenna, zwłaszcza w trakcie dłuższych przerw w szkole. Jak się okazuje, może być też czasem nieco problematyczna. - W ubiegłym roku sześcioletni wówczas syn, po tygodniu u babci, czekał, aż ktoś mu zapnie kurtkę. Był choćby zaskoczony tym, iż nie pomagam mu zdejmować piżamki i zakładać skarpetek. Tak jakby wszystko, co było wcześniej, gdzieś wyparowało - twierdzi Beata.
Zbliżają się ferie zimowe, które w tym roku będą odbywały się w trzech turach. Pierwsi uczniowie zaczną swój wypoczynek już 19 stycznia. Dwutygodniowa przerwa to nie tylko euforia i okazja do wypoczynku, ale też niekiedy powód do zmartwień. Zwłaszcza w przypadku rodziców, którzy nie mają możliwości, by wziąć w tym czasie urlop czy zapewnić opiekę dzieciakom.


REKLAMA







Zobacz wideo Pytamy przedszkolaków, czego nauczyli ich dziadkowie. "Szyć" "Jeździć traktorem"



U nas na szczęście dziadkowie zgodzili się wziąć synów na tydzień do siebie. Wiem, iż dla nich to też będzie duże obciążenie, dlatego jestem im za to ogromnie wdzięczna
- zaczęła swoją opowieść Beata, mama siedmioletniego Mikołaja i dziesięcioletniego Tymona. - Niestety ta pomoc ma też swoje mankamenty.
"Syn po tygodniu czekał, aż ktoś mu zapnie kurtkę"
W ubiegłym roku nasza czytelniczka również korzystała z pomocy dziadków w czasie ferii. Pierwszy tydzień synowie spędzili u nich, a drugi już z rodzicami, którzy wzięli urlop. - Wzięcie dwóch tygodni wolnego nie wchodzi w grę, nie mamy aż tyle urlopu. Staramy się jednak zawsze, chociaż na ten drugi tydzień zorganizować dzieciakom jakiś wyjazd czy atrakcje.





Babcia wnukashutterstock.com/Sokor Space


Pierwszą połowę dzieciaki spędzają u babci i dziadka. Uwielbiają to, my - nieco mniej. Bo w naszym rozrachunku wychodzi to tak: tydzień pilnowania, a potem dwa ‘prostowania'
- wyjaśniła. Po dłuższym pobycie u dziadków nasza czytelniczka zauważyła, iż "dzieci gdzieś tracą swoją samodzielność". - W ubiegłym roku sześcioletni wówczas syn po tygodniu u babci czekał, aż ktoś mu zapnie kurtkę. Był choćby zaskoczony tym, iż nie pomagam mu zdejmować piżamki i zakładać skarpetek. Tak jakby wszystko, co było wcześniej gdzieś wyparowało - dodała zaskoczona.



Beata przyznała, iż później toczy swoistą walkę ze swoimi dziećmi: o jedzenie, ubieranie się, telewizor, sprzątanie po sobie i wiele innych rzeczy, które były normą. - Chłopcy buntowali się, iż nie chcę codziennie piec im drożdżówek, iż nie mogą jeść kanapek z kremem orzechowym i chodzić spać późno. Nie mam pretensji do swoich rodziców, są dziadkami - rozpieszczają wnuki, to zrozumiałe. Przyznam jednak, iż później prostowanie ich jest gehenną i wymaga ogromnego wysiłku i ode mnie, i od męża. Jakby jednak nie było - warto - podsumowała nieco rozbawiona.
Jak organizujesz dzieciom czas w trakcie ferii zimowych? Napisz do nas: [email protected]. Zapewniamy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału