Poznałam Andrzeja rok temu. Zapewniał mnie o swojej lojalności i wierności, mówiąc, iż jego uczucia są prawdziwe jak złotówka bez defektu. I faktycznie, mieliśmy ze sobą sporo wspólnego. Oboje przechodziliśmy przez nieudaną małżeńską przygodę życia mówią, iż Polak potrafi, ale chyba nie w kwestii doboru partnerów. I każdemu z nas brakowało zwykłej, ludzkiej życzliwości. Wydawało mi się, iż wreszcie to dostałam. Ale prawda, jak to u nas bywa, okazała się bardziej zaskakująca niż rozkład PKP w ferie: Andrzej był po prostu pasożytem, który próbował żyć na mój koszt. I to dosłownie na każdy możliwy sposób.
Przyjaciółki ostrzegały mnie, żebym nie była naiwna i nie wpuszczała go od razu pod swój dach. No ale ja, jak na typową Zosię, wszystko wiedziałam lepiej. choćby nie zdziwiło mnie specjalnie, iż w wieku trzydziestu lat facet nie ma stałej pracy i adekwatnie bliżej mu na ulicę niż na dyrektora. Samochodu też nie miał, a o prowadzeniu auta słyszał tyle, co nic. Ja jednak miałam w głowie romans rodem z polskich seriali i nie słuchałam rozsądku. Emocje, jak u nastolatki na pierwszym koncercie disco polo.
Ale kiedy pewnej nocy nie wrócił do domu, a rano jeszcze okazało się, iż zniknęły pieniądze, to nie tylko zaczęłam podejrzewać, ale wręcz się przebudziłam. O, tak – to jest właśnie ta historia.
Starałam się choćby znaleźć mu jakąś robotę. Dojadał mi z lodówki jak student po zimowej sesji. Kupiłam mu nowe ubrania, żeby nie straszył sąsiadek na klatce. Zwiedzaliśmy razem wszystkie galerie handlowe i restauracje, do których nigdy wcześniej by nie trafił, zachowywał się względnie kulturalnie. Dla rodziny i znajomych był uprzejmy, choćby kawę potrafił zaparzyć. Myślałam, iż w końcu się ogarnie.
No ale myliłam się bardziej niż przewidywania pogodowe na długi weekend. Moja cierpliwość się skończyła, musiałam go wystawić za próg. Dalej miał tupet i chciał zabrać telefon, który mu podarowałam. Oczywiście przypomniałam mu, iż jedyne, co może wynieść, to rzeczy, z którymi tu przyszedł. Krótko mówiąc nic.
Czy byłam urażona? Jasne! Czy żałuję tego roku straconego na niego? Bez dwóch zdań! Ta pomyłka kosztowała mnie zdecydowanie za dużo. Dosłownie złotych poszło więcej niż na świąteczne prezenty. Ten cwaniaczek wyssał ze mnie energię jak odkurzacz przemysłowy. Ale przynajmniej będę mądrzejsza na przyszłość.
Nie dajcie się nabrać jak ja. Bądźcie czujne i ostrożne. Sprawdzajcie, czy wasz partner jest naprawdę szczery, a jeżeli nie serwujcie mu antidotum, zanim was wyczyści do zera. Nie czekajcie. Odwzajemniajcie się stanowczo i bez zbędnych sentymentów.














