Zostań z dzieckiem. Sama pójdę na wesele mojego brata. Mój mąż wczoraj wrócił z pracy i zachowywał …

polregion.pl 21 godzin temu

Zostań z dzieckiem. Ja jadę sama na wesele mojego brata.

Mój mąż wrócił wczoraj z pracy i był jakiś dziwny.

Zapytałam go od razu o wesele, ale spuścił wzrok w podłogę. Powiedział, iż pojedzie sam

A ja? byłam w szoku.

Na co mąż mówi: Kochana, w styczniu dostałem pustą wypłatę. Chyba pojadę sam na to wesele. Ty zajmiesz się dzieckiem. Nic złego się nie stanie. Wyjeżdżam tylko na trzy dni, muszę przespać się w hotelu i coś zjeść. No i, oczywiście, trzeba kupić prezent dla młodej pary.

Byliśmy młodym małżeństwem. Mieszkaliśmy w kawalerce. Teściowa podarowała nam to mieszkanie więc, jak to się mówi dzięki, mamo! Byłam na urlopie macierzyńskim, córka miała prawie dwa lata. Nie spieszyło mi się specjalnie do pracy nie miałam z kim zostawić Małgosi. Teściowie zapewnili nam dach nad głową, więc człowiek się ukłoni i podziękuje.

Moja mama radziła sobie doskonale sama, choćby dorabiała na boku. Od razu oznajmiła, iż jeżeli naprawdę będę musiała wrócić do pracy, to wpadnie i zajmie się wnuczką. Ale żebym kupiła sobie nową sukienkę i zrobiła włosy? No, na to liczyć nie mogę. Gdy chodzi o luksusy, to nie licz na babcię-nianię.

Znam swoją mamę nie od dziś. A przy okazji: co roku lata na urlop za granicę i każdą sobotę spędza w salonie kosmetycznym, a niedzielę w spa na masażu. Miała swój własny system relaksu, niech jej będzie na zdrowie.

Generalnie nie trafiały się u nas sytuacje kryzysowe. Jak mąż był w domu, ja mogłam wyskoczyć na chwilę załatwić swoje sprawy choć jakby mógł, to choćby na te pół godziny by się krzywił. Takie wyjścia raz na ruski rok.

Aż tu nagle zaproszenie na wesele.

Młodszy brat męża postanowił się żenić. Trzeba jechać do innego miasta na trzy dni i spać w hotelu. Więc od razu poleciałam do mamy, żeby została z Małgosią. No bo wesele to przecież nie przelewki. Tylko trzy dni, a Małgosia to grzeczna dziewczynka: nie wrzeszczy, nie marudzi aniołek.

Mama stękała, narzekała, ale w końcu z ciężkim westchnieniem wzięła trzy dni urlopu. Byłam wtedy taka szczęśliwa. Po dwóch latach non stop z dzieckiem, człowiek by się choć chwilę rozerwał

No i dupa blada. Marzenia się posypały, gdy usłyszałam oświadczenie męża.

Dla mnie to był istotny moment. Przez rok karmiłam dziecko piersią, nie wychodząc z domu. Potem się okazało, iż nikt nie ma ochoty się nią opiekować. A mąż wiecznie na służbowych kolacjach albo wyjazdach z firmy.

Brata męża prawie nie znam. Jego narzeczoną widziałam tylko na zdjęciu.

Byłam wściekła. Mój mąż nic nie rozumiał uważał, iż nie ma problemu.

Słuchaj, kochanie, twoja mama i tak nie przepada, żeby brać naszą małą do siebie. Daj jej trochę odpocząć i zostań w domu. Po co komu robić wyrzuty sumienia czy kogoś zmuszać? Jak nie chce, to niech nie zostaje. I tak przecież nie znasz dobrze mojej rodziny dla ciebie to i tak tylko strata czasu. Ty masz być z dzieckiem. Ja jadę i wracam.

Poczułam się jak dekoracja. Postanowiłam, iż nigdzie nie jadę skoro mąż wie lepiej co mi wolno, a co nie.

No i powiedzcie, kto w tej sytuacji ma rację?

Według mnie zarówno mama, jak i mój mąż są po prostu trochę bezczelni. Jasne, babcia nie ma obowiązku niańczyć wnuczki, ale mogłaby pomyśleć o własnej córce, nie tylko o sobie.

A mąż? Absolutnie zero zrozumienia. Przecież ja poświęciłam całe lata dla naszej córki. Sama bym chętnie wyciągnęła nogi chociaż na chwilę.

Mógłby się trochę postarać, jeżeli naprawdę mu na mnie zależy

Dziewczyna w tej sytuacji jest naprawdę smutna. Całkowicie uzależniona od męża. Nie ma nikogo do pomocy.

Ciekawe, co wy, drogie czytelniczki i drodzy czytelnicy, o tym sądzicie? Mam nadzieję, iż ta dziewczyna jeszcze postawi na swoim i powie mężowi, co myśli.

Pamiętajcie, żyjemy w wolnym kraju każda z nas może się odezwać i świat się nie zawali. Mąż się raczej nie rozwiedzie za jedno ostre słowo. A choćby jak by, to przynajmniej będzie wiadomo, ile wart. Szanujmy siebie i dajmy sobie trochę frajdy na co dzień!

Idź do oryginalnego materiału