Zostań z dzieckiem. Sama pojadę na wesele mojego brata.
To było wiele lat temu. Dobrze pamiętam ten wieczór, gdy mój mąż wrócił z pracy i wydał mi się jakiś dziwnie przygaszony. Zapytałam go od razu o wesele, na które dostaliśmy zaproszenie. Spuścił wzrok i powiedział, iż pojedzie na nie sam.
A ja? zdziwiłam się.
Mój mąż westchnął i tłumaczył: Kochana, wypłata za styczeń była pusta. Chyba pojadę sam na wesele. Ty zostaniesz z naszą córeczką. Nic się nie stanie, to tylko trzy dni, muszę przenocować w hotelu, coś zjeść, a jeszcze trzeba kupić prezent dla młodej pary.
Byliśmy młodym małżeństwem. Mieszkaliśmy wtedy w jednopokojowym mieszkaniu, które dali nam teściowie. Byłam na urlopie macierzyńskim, nasza córeczka Zofia miała prawie dwa latka. Nie spieszyłam się z powrotem do pracy, bo nie bardzo miałam z kim zostawić dziecko. Teściowie dali nam dach nad głową za to szczerze im dziękowałam.
Moja własna mama żyła swoim życiem, często dorabiała. Zawsze mówiła, iż jeżeli będę musiała wrócić do pracy i naprawdę nie będę miała co zrobić z Zosią, to przyjdzie pomóc. O nowej sukience czy farbowaniu włosów choćby mowy nie było. Na to nie miałam co liczyć.
Znałam dobrze charakter mojej mamy. Swoje wakacje co roku spędzała za granicą, a każdy weekend rezerwowała sobie na zabiegi w salonach kosmetycznych i masaże.
W naszej rodzinie nie działo się nic nagłego. Gdy mąż był w domu, mogłam spokojnie zająć się swoimi sprawami, choć nie była to jego ulubiona sytuacja pozwalał mi wychodzić rzadko i na krótko.
I wtedy właśnie przyszło zaproszenie na wesele.
Młodszy brat mojego męża postanowił się ożenić. Wymagało to wyjazdu na trzy dni do innego miasta. Udałam się więc do mamy z prośbą, by została z wnuczką. W końcu wesele to ważna sprawa. To tylko trzy dni, a Zosia była wtedy spokojnym dzieckiem, nie płaczącym, nie sprawiającym kłopotów.
Mama ociągała się długo, aż w końcu z ciężkim westchnieniem wzięła trzy dni urlopu. Byłam zachwycona. Dwa lata ciągłego siedzenia z dzieckiem pomyślałam, iż wreszcie trochę odetchnę.
Wszystko rozsypało się po jednej rozmowie z mężem.
Dla mnie miało to być coś ważnego. Karmiłam córkę piersią przez rok, praktycznie nie wychodząc z domu. Potem żadna z babć nie chciała przy niej zostać. A mąż jeździł często na firmowe spotkania i delegacje, mnie zostawiając w domu.
Brata mojego męża ledwo znałam. Jego narzeczoną widziałam tylko na zdjęciu.
Było mi bardzo przykro. Mój mąż jednak nie widział problemu.
Zosiu, twoja mama nie jest zachwycona, żeby przejąć naszą córkę. Niech odpocznie. Ty zostań, nie ma sensu nikogo zmuszać. jeżeli nie chce, to nie. A ty mojej rodziny nie znasz, więc po co ci ten wyjazd? Twoja rola to dziecko, ja pojadę i wrócę.
Po tej rozmowie stwierdziłam, iż nigdzie nie jadę. Dlaczego mój mąż decyduje o tym, co ja robię?
I jak sądzicie kto miał rację w tej sytuacji?
Moim zdaniem zarówno matka, jak i mąż tej dziewczyny zachowali się trochę bezczelnie. Oczywiście, babcia nie musi siedzieć z wnuczką. Mogłaby jednak pomyśleć o dobru córki, a nie tylko o sobie.
A mąż najwyraźniej swojej żony nie rozumie. Poświęciła tyle czasu dziecku. Też ma prawo do oddechu.
Człowiek powinien umieć okazać zrozumienie, jeżeli naprawdę kocha swoją żonę
Dziewczyna była wtedy bardzo smutna. Całkowicie zależna od męża, bez żadnego oparcia.
Ciekawa jestem, co o tym sądzą inni. Mam nadzieję, iż z czasem ona znalazła w sobie siłę, by postawić na swoim i pokazać mężowi, co jest dla niej ważne.
Dziewczyny, pamiętajcie Polska jest wolnym krajem! Macie prawo do własnego zdania, nic złego się nie stanie. To nie tak, iż mąż od razu zażąda rozwodu, gdy postawicie warunek. A jeżeli tak się stanie, to znaczy, iż nie było między wami prawdziwych uczuć. Szanujmy siebie i obdarzajmy się radością.
