Zorganizowała ojcu szczęśliwą starość

twojacena.pl 5 godzin temu

Halo, Weroniko? Weroniko, przyjedź natychmiast, coś się tutaj dzieje głos ojca w słuchawce, przerażony i błagający, sprawił, iż młoda kobieta parsknęła i zapytała, co adekwatnie się stało.

Sąsiedzi wpadli w pijacki berserk. On krzyczy, iż mnie zabije, a ona iż go nie wypuści, iż mam zrobić uwagi, a oni w tle słychać było stłuczenia i krzyki. Wbijają się do drzwi, Weroniko! Zabiją mnie, ja

Kiedy cię zabiją, to zadzwoń. Co, muszę cię wszystkiego uczyć? Podłóż krzesło pod drzwi, może nie wyciągną cię z półprądu.

Jakiś ty

Jakiś wychowany, tatusiu, jakiś. Ale jeżeli cię już nie zadowalam, możesz wyjechać do ukochanego synka i tam łapać prawa, żeby cię utrzymywał i spełniał zachcianki drwiła Weronika, po czym odłożyła słuchawkę, zanim zdążyła wymyślić kolejne zdanie. A wymyśliłaby, nie ma co się w to wściekać.

Weronika dorastała w rodzinie, którą kiedyś uznawano za typowo polską, umiarkowanie zamożną i nie zanotowaną w rejestrach państwowych. Choć niepełną matka zmarła, gdy Weronika była jeszcze mała, a wszystkie obowiązki przejął ojciec.

Pozornie zwykła. Jedyną wadą były ukryte w szafie szkieletowe historie. Nie szkielet mężczyzny, a kobiecy jak się to mówi?

Ukryte przed światem były babcia Weroniki i matka jej ojca, Oleg Stanisławowicz. Weronika Nikodema, na cześć którą nadano jej imię, była istotą niecodzienną.

Z perspektywy Weroniki była starą, samouwielbioną pą, ale tak nie mówią przyzwoite dziewczyny, więc nazwała ją nietypową.

Nietypowość polegała na tym, iż ta dama, osiąwszy wiek emerytalny i nie posiadając oficjalnej diagnozy, zachowywała się, jakby była w końcowej fazie demencji. Nie wstawała z łóżka, załatwiała się na siebie, a przy niekorzystnych okolicznościach potrafiła rozmazać to po najbliższej ścianie i mną się obrażała, gdy krewni układali płytki, by łatwiej było to zmywać, a pod prześcieradkiem położyli jej kartkę winylową.

Jedzenie kochała tylko w jednej formie mięso, ryby i oczywiście cukierki. Nie te wasze marchewki i jarzyny, które kupowały się przy herbacie w czasach dzieciństwa Weroniki, a prawdziwy belgijski czekolad, kosztujący fortunę w złotych.

Fortunę, jaką miał jej ojciec, nie liczył w milionach, ale jako dobry tokarz nigdy nie został w biedzie, choćby w najgorszych latach. Wszystkie pieniądze ulatywały się na ukochaną mamę, by zaspokoić jej potrzeby.

Mieszkali w kamienicy na cztery pokoje: babcia zajmowała jeden, ojciec z Weroniką drugi, a w pozostałych mieszkali najemnicymigranci z Ukrainy i jeszcze jedna typowa polska rodzina.

Dodatkowe problemy rodziła nie pierwsza, a własna, pozornie przyzwoita, rzesza sąsiadów rosyjscy goście, co po kilku kieliszkach lubili hałas i później biec do sąsiada, by rozwiązać spór, albo po prostu porozmawiać.

Do babci nie podchodzono, bo kiedyś padli ofiarą celowanej ostrzałki, długo się goili i zarzekli, iż nie przestaną przekraczać progu jej pokoju. Mała Weronka za to nieustannie była nękana. Nie miała własnych dzieci (na szczęście), więc po pijackich zalotach żona niechętnie przyciskała się do obcego malucha.

Gdy Weronika dorosła i zaczęła odmawiać siostry Nadi, mogła dostać klapsa albo ukąszenia. Ojciec, któremu Weronika skarżyła się na te ataki, tylko wzruszał ramionami: Nie wchodź na korytarz, nie daj się złapać, podłóż krzesło pod drzwi i śpij spokojnie albo patrz telewizję, aż wrócę z pracy.

Kiedy Weronika w końcu tak postąpiła i zrobiła interes w starym doniczce pod kwiatkiem, ten kochający tata przewrócił się na jej głowę. To nie było tak straszne, bo do babci nie mogła podchodzić, sąsiedzi nie pili codziennie, a w domu zawsze było jedzenie

Oczywiście Weronika czuła się skrzywdzona, iż ojciec kupuje babci najdroższe przysmaki, a ona, jego córka, nosi ciuchy po obcych i żywi się makaronem z najtańszymi parówkami. ale otoczenie też żyło podobnie, więc nie było jej co zarzucać przynajmniej w młodości.

Gdy nastąpiły trzynaście lat, ojciec postanowił ożywić swoje życie osobiste. Do domu wprowadził Marianę, która od razu zaczęła wprowadzać własne reguły. Najpierw zażądała, by w pokoju zostali tylko ojciec i jej nie można prowadzić romansu przy śpiącym dziecku w sąsiednim łóżku!

Co więcej, nieprzyzwoite było, iż Weronika spała w tym samym pokoju co ojciec. Dorosły mężczyzna i dziewczynka nie są już dziećmi, trzeba ją rozdzielić. Rozdzielić do pokoju babci. Ta przyjęła ofiarę radośnie, ale nie spodziewała się, iż charakter dziecka, wykuwany w szkolnych bójkach, przy pierwszej próbie polania jej wonnymi cieczami, spotka się z ręką na szyi i cichym głosem wypowiedzianym zagrożeniem:

Tylko spróbuj, staruszko, poduszka wciągnie cię w sen i nic mi nie grozi, bo mam swój wiek.

Maraż nie podążył w stronę staruszki, więc Weronika tak się przestraszyła, iż nie narzekała ojcu. Ojcu wciąż podchodziła kochająca matka, a on wciąż przynosił jej delicje. Mariana nie sprzeciwiała się, bo dochody Olega rosły, a młoda kobieta miała pieniądze na ubrania, kosmetyki i wyjścia do kawiarni z przyjaciółmi.

Jaki ci jest dziesiąty rok szkoły? Zakończ, bo będziesz za matkę dbać, chleb własny zarabiać.

Słowa Weroniki o tym, iż nie chce tak żyć, iż chce się uczyć i mieć dobrą pracę, spotkały się z żądaniem, by wyrzuciła się z domu, jeżeli coś jej nie odpowiada.

Wyrzucona. Zaledwie co skończyła szesnaście, sfingowała podpis ojca, by dostać się do liceum. Uczyła się pilnie, by nikt nie chciał przywołać rodziców do szkoły i by mała kłamstwo nie wyszło na jaw.

Kłamała, iż ojciec pracuje po nocach, by leczyć chorą babcię. Myła podłogi w centrum handlowym nocą, aby dorzucić do stypendium.

Z pierwszej wypłaty kupiła wreszcie ten belgijski czekolad, którego nie mogła wcześniej dostać

Po liceum wpadła w świat kariery. Zaskakująco, przypadkowo wybrana księgowość i analityka stały się jej powołaniem; stała się wybitną specjalistką i w ciągu dwudziestu kilku lat wypracowała dobrą reputację i przyzwoity kapitał.

Założyła rodzinę, urodziła syna i córkę. Zrobiła wszystko, co starsze pokolenie nazwałoby idealnym życiem.

Ojca nie wspominała. Znalazła go półtora roku temu zmarszczonego, osłabłego, zdawało się, iż dotarł do dna życia. Okazało się, iż w ciągu lat pogrzebał babcię, rozwiódł się z Marianą, stracił mieszkanie, które kiedyś z głupiej decyzji przepisano na syna z drugiego małżeństwa.

Jak to w klasyce, słyszała od tego syna, iż nie potrzebuje takiego ojca. Przyszedł więc do córki po pomoc i wsparcie.

Weronika pomogła, ale tak, by nie musieć już niczego oddawać ojcu, ani dobrego, ani złego. Zwróciła mu to, co dał jej w dzieciństwie.

Znalazła odpowiednie mieszkanie bez problemu. Gdy oglądała je, szczerze powiedziała, iż te cztery pokoje odziedziczyli po matce, iż brat nie jest w pełni przytomny, nie chce sprzedawać swojej części, a jej część nie kupi, więc wystawiła je tanie, by przynajmniej na zaliczkę starczyło.

Pasuje mi, biorę radośnie powiedziała Weronika.

Czy na pewno? Kultura pani, co z nim zrobić…

Nie biorę dla siebie uspokoiła sprzedawcę. Tydzień później przeniosła ojca ze skromnym bagażem do tych cudownych lokali, mówiąc:

Osiedlaj się, to twój dom.

Wszystko, co czuła, to mroczne, zemstne zadowolenie, słuchając ojcowskich skarg i obserwując, jak wariuje z powodu różnicy w traktowaniu Weroniki i teściowej.

Matkę nazywała mamą, dzwoniła do niej przy pierwszym telefonie (co było rzadkością w odróżnieniu od koszmarnej babci z dzieciństwa, matka męża nie nadużywała środków i czasu rodziny), kupowała jej drogie prezenty na urodziny i choćby wysłała w wycieczkę zagraniczną z mężem na tydzień, by odetchnąć.

Wychowałem cię, Weroniko. Wychowywałem, jak mogłem.

A ja cię teraz utrzymuję, tato. Po mojemu. I tak, jak ty mnie, rzekła mu Weronika przy kolejnym nagłym rozdarciu. Oto, tato, szare makaroniki, którymi mnie karmiłeś, gdy twoja matka w jednej torbie trzymała szynkę. To te same podarte ubrania, które mi nadawałeś. Oto parówki czerwona cena, dziś dwie paczki, bo promocja, i myślę o tobie, widzisz, jak troskliwa jestem?

A twoja emerytura wciąż jest, możesz na nią szaleć, jak chcesz dodała.

Ty niedziękujący westchnął ojciec, patrząc na paczki parówek.

Nie rzucał ich w twarz Weronice, rozumiejąc, iż gdyby wykazał się egoizmem, jak w jej dzieciństwie, nie zostanie już niczego ani grosza, ani kąta, który córka z połączenia łaski i zemsty mu przyznała.

Jestem wdzięczna, tato. Oddaję podwójnie, dziękuję za wszystko odparła Weronika.

Znajomi mówią, iż kobieta jest zbyt dobra dla ojcazdrajcy, iż powinna go po prostu zostawić i niech zginie na ulicy. Ale Weronika nie chciała mu śmierci, przynajmniej nie w domu. Ostatecznie ojciec nie oddał jej do domu dziecka. Przynajmniej dbał o nią, więc ona teraz tak postępuje.

Więcej nie liczy się na miłość i opiekę to rzadki zasób, nie każdy go ma, o tym Weronika nauczyła się od dziecka. Teraz zamierza wykorzystać zdobytą wiedzę w praktyce.

Idź do oryginalnego materiału