Żona spakowała rzeczy i zniknęła bez śladu — „Przestań udawać świętą. Wszystko się ułoży. Kobiety gwałtownie się uspokajają. Najważniejsze, iż mamy syna, ród trwa dalej.” Dina milczała. „Gośka”, szepnęła, „ty tydzień temu mówiłeś, iż ‘zadbałeś’ o ciążę u Sylwii. Co to znaczy?” Gośka odłożył widelec i oparł się na krześle. „To właśnie to. Przez pięć lat kręciła, iż nie jest gotowa — kariera, później. Ile można czekać, mam 32 lata, chciałem dziedzica, normalną rodzinę… więc podmieniłem jej tabletki.” Dina oniemiała. „Powiedziałeś jej o tym? Kiedy?” „W dniu, kiedy odeszła”, mruknął Gośka. „Zaczęła krzyczeć, to się przyznałem. Myślałem, iż przejdzie jej złość — a ona walnęła drzwiami i zniknęła.”

twojacena.pl 3 godzin temu

Dziennik Diny, Warszawa

Dziś minął miesiąc, odkąd żona mojego brata spakowała swoje rzeczy i zniknęła. Wszyscy mówią: Z kobietami tak już jest. Pokrzyczy, pobędzie zła i wróci. Najważniejsze, iż mamy syna, rodzina trwa dalej. Słyszę to i szczerze, coś we mnie pęka.

Pamiętam, jak Piotrek przed tygodniem przy herbacie powiedział mi szeptem, iż zadbał o ciążę swojej żony, Sabiny.

Co masz na myśli? zapytałam wtedy cicho.

Odłożył widelec i oparł się, patrząc w okno.

Sabina przez pięć lat wymyślała wymówki: iż jeszcze nie, iż praca, kariera Ile można czekać? Mam trzydzieści dwa lata. Chciałem już mieć rodzinę jak człowiek.

Podmieniłem jej tabletki antykoncepcyjne.

Zmroziło mnie. Powiedział jej to? Przyznał się? Okazało się, iż w dniu, w którym wyszła i już nie wróciła.

Piotrek myślał, iż ją to uspokoi, zrozumie, iż nie ma wyboru. A ona po prostu złapała torbę i wyszła, nie oglądając się za siebie.

***

Na kuchennym stole, tuż obok sterty nieumytych butelek, ktoś zostawił swój grzebień chyba Piotrek. Popatrzyłam na to i poczułam, jak narasta we mnie złość. Czemu on zawsze robi taki bałagan?

Mały Kacperek w łóżeczku w końcu ucichł, ale cisza wcale nie koi. Za godzinę, może dwie, wszystko zacznie się od nowa!

Ostrożnie poprawiłam szlafrok i postawiłam czajnik. Zaledwie miesiąc temu odbieraliśmy Sabinę z porodówki. Piotrek był wtedy nie do poznania wszędzie kwiaty, uśmiech przyklejony na twarzy Sabina wyglądała jednak tak, jakby szła nie do domu, a na egzekucję.

Zrzucałam to na trudy połogu; pierwsze dziecko, hormony, stres A przecież wtedy powinnam była coś wyczuć.

Drzwi w przedpokoju trzasnęły: Piotrek wrócił z pracy. Przeszedł kuchnię, poluzowując krawat i pierwsze kroki skierował do lodówki.

Jest coś do jedzenia? nie spojrzał choćby na mnie.

W garnku makaron, kiełbaski też ugotowałam. I cicho, Kacper w końcu zasnął.

Wzruszył ramionami, wyciągając talerz.

Jestem padnięty, Dina. Klienci mnie dziś wykończyli. Co z małym?

Kacper, twój syn poprawiłam z niepotrzebną stanowczością. Całe trzy godziny płakał, bo brzuszek go boli.

Dasz sobie radę. Jesteś kobietą, macie to we krwi. Nasza mama sama chowała nas dwoje, jak tata był na budowie.

Zacisnęłam zęby. Najchętniej rzuciłabym w Piotrka tym talerzem. Mieszkam tu tylko chwilowo, dopóki nie ureguluję zaległości za studio fotograficzne, ale już po dwóch tygodniach stałam się darmową niańką, kucharką i gosposią.

A on zachowuje się, jakby nic się nie zmieniło jakby nie jego żona zniknęła z nikąd.

Dzwoniła Sabina? zapytałam, obserwując, jak pożera kolację.

Zamarł z widelcem w ręku, ciemność przesłoniła mu oczy.

Nie odbiera. Sekundy nie trwa, zaraz kończy połączenie. Żeby tak zostawić dziecko parsknął. Wściekła się o te tabletki, bo się pospieszyłam z ciążą.

Jesteś paskudny, Piotrek, szepnęłam.

Co?! Ja robię wszystko dla rodziny! Przynoszę pieniądze, haruję, a ona porzuca dziecko! Gdzie tu moja wina?

Odebrałeś jej prawo wyboru wstałam. Oszukałeś osobę, którą rzekomo kochasz.

Co miała zrobić? Podziękować ci, iż zniszczyłeś jej życie?

Daj spokój. Fochy jej miną. Dziecko tu, rzeczy tu. Kasa gwałtownie się jej skończy, wróci na kolanach. A ty, Dina, pomożesz? Bo naprawdę nie mam czasu, koniec miesiąca, rozliczenia.

Nie odpowiedziałam, tylko wyszłam z kuchni prosto do pokoju Kacpera.

Spał spokojnie, małe piąstki zaciśnięte na kołderce. Serce rozdzielało mi się na pół: z jednej strony bezbronne niemowlę, z drugiej kobieta wpędzona w pułapkę.

Smutno mi było za oboje.

Sięgnęłam po telefon. Sabina była online kilka minut temu. Pisałam długo, kasowałam, znów pisałam:

Sabina, to ja, Dina. Nie proszę, żebyś wracała. Chcę tylko wiedzieć, iż jesteś bezpieczna. I samodzielnie nie daję już rady. Może porozmawiamy?

Odpisała po dziesięciu minutach:

Jestem w hotelu. Za trzy dni wyjeżdżam służbowo do Gdańska na trzy tygodnie. Planowane to było jeszcze zanim no. Po powrocie złożę pozew o rozwód. Nie zostawiam Kacpra, Dina, ale nie mogę teraz tam być. Nie mogę na niego patrzeć, bo widzę Piotrka.

Westchnęłam.

Rozumiem. Naprawdę rozumiem. Piotrek powiedział mi prawdę.

I co? Jest z siebie dumny?

Właściwie chyba tak. Myśli, iż wrócisz.

Niech sobie marzy. Dina, jeżeli nie wyrabiasz powiedz. Postaram się załatwić opiekunkę, przelewać kasę. Ale nie wrócę. Nigdy.

Odłożyłam telefon. Muszę szukać pracy, spłacić długi, zbudować swoje życie od nowa. Ale zostawić Kacpra tylko z Piotrkiem, który nie potrafi choćby pieluchy zmienić nie mogę.

***

To były trzy dni jak niekończący się koszmar.

Piotrek wracał snem to po 20:00, jadł, szedł spać. Na każdą moją prośbę odpowiadał: Pracuję albo Ty lepiej znasz się na dzieciach.

Jednej nocy Kacper płakał tak długo i tak głośno, iż nie wytrzymałam.

Weszłam do sypialni Piotrka i zapaliłam światło.

Wstawaj powiedziałam lodowatym tonem.

Nakrył głowę poduszką.

Daj mi spać, Dina. Mam rano do pracy.

Ale mi to nie przeszkadza. Idź do syna, bo ja nie mam już siły go karmić, trzęsą mi się ręce.

No świetnie, to po to tu mieszkasz! Daję ci dach nad głową, płacę za rachunki!

Czyli jestem tutaj służącą, tak?

Jak wolisz. Sabina wróci, będziesz mogła odpocząć. Póki co pracuj.

Wyszłam bez słowa.

Resztę nocy przesiedziałam w kuchni, kołysząc koszyczek nogą, i układałam w głowie, jak go ukarać. Piotrek przesadził.

Rano, gdy poszedł do pracy, napisałam do Sabiny.

Musimy się spotkać. Dzisiaj. Gdy go nie ma.

Zgodziła się.

Spotkałyśmy się w małym skwerku obok bloku. Sabina bardzo schudła, z podkrążonymi oczami wyglądała na zmęczoną jak nigdy.

Podeszła do wózka i długo patrzyła na synka. Ręce się jej trzęsły.

Ale urósł przez dwa tygodnie zupełnie się zmienił

Sabina, on choćby cię nie pamięta powiedziałam łagodnie.

Wiem objęła się ramionami. Dina, nie jestem potworem. Myślę, iż gdzieś głęboko kocham to dziecko. Ale na myśl, iż musiałabym mieszkać z Piotrkiem, spać z kimś, kto mnie tak oszukał dusi mnie to.

A jeżeli nie musisz mieszkać z nim?

Patrzyła niepewnie.

Piotrek uważa, iż jesteś jego własnością razem z tym dzieckiem. Ale on tu nie jest ojcem, tylko menadżerem projektu idealna rodzina.

Nie karmi, nie zmienia pieluch, nie wie, jak zrobić mleko. Chciał tylko dziedzica, nie dziecka, którym trzeba się zajmować.

I co proponujesz?

Ty jedziesz na delegację. Odpoczniesz, popracujesz. Ja zostaję jeszcze trzy tygodnie. W tym czasie wszystko ogarniamy.

Co to znaczy ogarniamy?

Szykuję dokumenty do rozwodu, zaczniemy ustalać podział opieki. Sabina, możesz wynająć małe mieszkanie. Przeprowadzę się do ciebie, jeżeli potrzebujesz pomocy przy Kacprze. Robota zdalna już się powoli pojawia, damy radę same. Bez niego.

Sabina długo milczała.

Pójdziesz przeciwko bratu?

Jest bratem, ale zachował się podle. Nie będę współwinna temu kłamstwu.

On myśli, iż jestem po jego stronie, bo nie mam dokąd iść. Myli się.

Przez chwilę milczałyśmy, patrząc, jak słońce igra na daszku wózka.

A co, jeżeli on się nie zgodzi? Na pewno będzie skandal.

Będzie, przyznałam. Ale mamy dowód: sam przyznał się do podmieniania tabletek. jeżeli trzeba, powiem to w sądzie. O pomocy przy dziecku też.

Piotrkowi nie zależy na synu, tylko na kontroli. Gdy zrozumie, ile wysiłku to kosztuje, sam się wycofa. Łatwiej będzie mu grać rolę porzuconego ojca niż opiekować się dzieckiem.

Sabina pierwszy raz od pewnie miesięcy lekko się uśmiechnęła.

Dina, wydoroślałaś.

Musiałam wzruszyłam ramionami. Zgoda?

Tak. Dziękuję ci.

Trzy tygodnie minęły błyskawicznie.

Piotrek robił się coraz bardziej nerwowy i zaczynał zauważać, iż przestałam od razu podawać mu kolację, gdy wracał z pracy.

Kiedy Sabina wraca? zapytał, rzucając teczkę na sofę.

Jutro odpowiedziałam krótko, przytulając Kacpra.

No w końcu! Może pójdziemy wreszcie na porządną kolację, bo ile można jeść makaron z kiełbasą. Trzeba jej coś kupić, żeby się nie czepiała. Pierścionek, kolczyki kobiety to lubią.

Patrzyłam na niego z obrzydzeniem.

Myślisz, iż prezent rozwiąże problem?

Dina, daj spokój, nie udawaj świętej. Wszystko się ułoży. One zawsze się godzą. Mamy syna, ród trwa.

Nie odpowiedziałam już nic.

***

Nazajutrz Sabina przyjechała, kiedy Piotrka nie było. Nie weszła do mieszkania, czekała na dole. Spakowałam rzeczy Kacpra, swoje i rzeczy najpotrzebniejsze. Musiałam zrobić trzy kursy, żeby wszystko wynieść. Kacper spał spokojnie w foteliku samochodowym.

Zostawiłam klucze na kuchennym stole, tam gdzie jeszcze niedawno leżał braterski grzebień. Obok kartka:

Piotrek, wyszliśmy. Sabina skontaktuje się z tobą tylko przez prawnika. Kacper jest z nią. Ja też.

Chciałeś rodziny, ale zapomniałeś, iż rodzina to zaufanie, nie manipulacja.

Makaron w lodówce. Poradzisz sobie.

Wyjechałyśmy.

Sabina wynajęła nieduże, ale przytulne mieszkanie na Bielanach. Pierwsze dni były trudne. Kacper płakał, Sabina też kilka razy dziennie.

Telefon dzwonił bez końca. Piotrek groził, krzyczał, obiecywał odebrać dziecko i nie zostawić nas z złotówki.

Słuchałam tego spokojnie.

Przetrwałyśmy.

Po kilku dniach Piotrek zniknął z pola widzenia.

Rozwód odbył się w sądzie. Piotrek choćby nie wspominał, iż chce wychowywać Kacpra. Okazało się, iż miałam rację nie był gotów na komplikacje. Wolał płacić alimenty i mieć święty spokój. choćby nie nalegał na widzenia z synem.

Życie ruszyło dalej inne, ale nasze, wolne od kłamstw i przymusu.

Idź do oryginalnego materiału