Żona i teść Karina tylko udawała, iż pragnie poznać rodziców Wojtka. Po co miałaby ich oglądać? Prz…

polregion.pl 4 dni temu

Żona i Ojciec

Tamtego dnia Mirka tylko udawała, iż szczerze pragnie poznać rodziców Artura. Po cóż byłoby jej to potrzebne? Przecież nie z nimi miała zamieszkać, a i z ojca Artura, o którym mówiono, iż to człowiek majętny, prócz nieufności i zmartwień kilka się zyska.

Ale skoro już postanowiła wyjść za mąż, trzeba było grać dalej do końca.

Mirka ubrała się schludnie, ale raczej skromnie, by sprawiać wrażenie sympatycznej, swojskiej dziewczyny.

Spotkanie z teściami to zawsze wydarzenie pełne ukrytych pułapek, a spotkanie z rodzicami, którzy coś znaczą prawdziwy egzamin z charakteru.

Artur myślał, iż potrzebuje słodkich słów:

Nie stresuj się, Mirka, tylko się nie denerwuj. Tata jest poważny, ale można się z nim dogadać. Nie powiedzą ci niczego strasznego, zobaczysz, polubią cię. Ojciec może osobliwy, ale mama to dusza towarzystwa zapewniał ją, kołując pod dom rodziców w podwarszawskim Konstancinie.

Mirka tylko uśmiechnęła się, poprawiając włosy za uchem. Więc tata gbur, a mama dusza towarzystwa. Piękna kombinacja, aż śmiać się chce.

Dom nie zrobił na niej wielkiego wrażenia. Zdarzyło jej się bywać w bogatszych rezydencjach.

Od razu ich przyjęto w środku.

Mirka nie bała się niczego szczególnego. Po cóż się bać? Ludzie jak ludzie. Helena Czesławowna, jak wspominał Artur, od lat prowadziła dom, nie pracowała, a na starość polubiła zagraniczne wycieczki z przyjaciółkami. Ojciec, Władysław Stanisławowicz człowiek ponoć raczej milczący, nie do żartów. Ale to nazwisko wydało jej się znajome.

Otwarto drzwi

I Mirka stanęła w progu jak wryta. To był koniec Przyszłą teściową widziała po raz pierwszy, ale przyszłego teścia rozpoznała w mgnieniu oka. Już raz się spotkali. Trzy lata temu. Niezbyt często, ale oboje osiągali korzystne układy. W barach, hotelach, restauracjach Warszawy. O tych znajomościach nie mieli pojęcia ni jego żona, ni Artur.

No to mamy problem.

Władysław też ją poznał. W jego oczach błysnęło coś nieokreślonego, jakby zdziwienie czy może cień złośliwości, gdy kalkulował, co zrobić, ale milczał jak grób.

Artur, nic nie podejrzewając, przedstawił ją rodzicom:

Mamo, tato, poznajcie się, to Mirka. Moja narzeczona. Mógłbym ją przyprowadzić wcześniej, ale ona taka nieśmiała.

O rany

Władysław Stanisławowicz wyciągnął rękę.

Uścisk miał mocny, choćby trochę za mocny.

Bardzo mi miło, Mirusiu powiedział, a w tonie zabrzmiała lekko wyczuwalna nuta czegoś, czego Mirka nie potrafiła odgadnąć. Może pogardy, a może ostrzeżenia.

Mirka zastanawiała się gorączkowo, jak się wykręci, bojąc się, iż zaraz Władysław odkryje wszystkie jej tajemnice.

Również mi miło, panie Władysławie odpowiedziała, pilnując, by nie zdradzić nic po sobie. Ścisnęła mu dłoń, czując przypływ adrenaliny. Co teraz będzie?

Jednak nic się nie wydarzyło.

Władysław zdobył się na coś, co przypominało uśmiech, i sam odsunął jej krzesło przy stole.

Chyba woli zawstydzić ją później

Ale nie, wszystko przebiegało spokojnie.

Wtedy Mirki olśniło on nie powie ani słowa. Zdradzając ją, sam się zdradzi przed żoną.

Kiedy odetchnęła, spotkanie toczyło się już lekko. Helena Czesławowna opowiadała wesołe historie z dzieciństwa Artura, a Władysław, niby z zaciekawieniem, zagadywał Mirkę o jej pracy. Znał ją dobrze, ale jego lekka ironia nie robiła już na niej wrażenia. choćby żartował, a Mirka, sama zaskoczona, śmiała się szczerze. Chociaż w tych żartach były takie ukłucia, iż tylko oni rozumieli ich sens.

Na przykład, gdy spojrzał na Mirkę i stwierdził:

Wie pani co, Mirka, przypomina mi pani moją dawną znajomą. Też była sprytna i potrafiła zjednać sobie każdego. Każdego.

Mirka ani drgnęła:

Każdy ma inny dar, panie Władysławie odparła.

Artur, jak przystało zakochanemu narzeczonemu, patrzył na Mirkę z zachwytem, nie widząc żadnych podtekstów. On kochał ją prawdziwie. I to było najważniejsze. I najgorsze dla niego.

Później, gdy rozmowa zeszła na temat podróży, Władysław wypalił:

Ja na przykład lubię odludne miejsca. Bez zgiełku. Tak usiąść i pomyśleć. Zwłaszcza z dobrą książką. A pani, Mirko, jakie miejsca pani woli?

Podchwytliwe pytanie.

Lubię, gdy wokół dużo ludzi, żeby było wesoło i gwarno odpowiedziała bez cienia obawy. Choć czasem obce uszy bywają niebezpieczne.

Wydawało się, iż na chwilkę, przez moment Helena coś zauważyła. Mirka dostrzegła, jak przyszła teściowa zmarszczyła brwi, ale zaraz odegnała złe myśli.

Władysław wiedział, iż Mirkę nigdy nie pociągała cisza. I wiedział, dlaczego.

Pod koniec wieczoru, gdy mieli już się kłaść spać, Władysław uścisnął syna.

Synu, dbaj o nią. Ona jest wyjątkowa.

Brzmiało to zarazem jak pochwała, jak i kpina. Tylko Mirka to zrozumiała.

Poczuła mroźny podmuch. Wyjątkowa. Specjalnie wybrał to słowo.

***

W tamtą noc, gdy dom pogrążył się we śnie, Mirka przewracała się z boku na bok bez snu.

Próbowała sobie wszystko ułożyć w głowie, jak teraz żyć w tak zmienionej sytuacji. Przyszłość nie malowała się najlepiej. Podejrzewała, iż i Władysław nie śpi, tak jak ona on z powodu nagłego spotkania, ona z powodu nadchodzącej rozmowy. I tego wszystkiego, co ich łączyło.

Po cichu ubrała domową bluzę na T-shirt i szorty i wyszła z pokoju. Schodziła schodami celowo nieco głośniej może ktoś czuwający usłyszy i pomaszerowała na werandę, licząc, iż zaraz pojawi się Władysław.

Nie pomyliła się.

Nie śpisz? odezwał się zza pleców.

Coś nie może mnie sen zmóc odpowiedziała Mirka.

Zawiał delikatny, chłodny wiatr.

Wyraźnie poczuła zapach jego wody kolońskiej.

Patrzył na nią uważnie.

Czego chcesz od mojego syna, Mirka? dawne żarty ucichły. Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem też, ilu takich jak ja przewinęło się przez twoje życie. Pieniądze tylko to cię interesowało. choćby nie kryłaś się z tym. Cenę, choćby zasłoniętą, zawsze ustalałaś od razu. Po co ci Artur?

Skoro nie chce wracać do przeszłości, to i Mirka nie zamierzała go oszczędzać. Uśmiechnęła się złośliwie:

Kocham go, panie Władysławie zamruczała słodko. Czemu by nie?

Nie uwierzył.

Ty? Miłość? To zabawne. Wiem, kim jesteś, Mirka. Opowiem o wszystkim Arturowi. O twojej pracy. O tym, kim naprawdę jesteś. Jak sądzisz, poślubi cię, gdy się dowie?

Mirka zbliżyła się na odległość wyciągniętej ręki. Schyliła lekko głowę, lustrując go wzrokiem. Przecież znała go na wylot!

To opowiadaj, panie Władysławie przeciągnęła. Ale twojej żonie na pewno nie przemilczysz, jakim cudem się poznaliśmy

To

To nie szantaż. To równowaga. Ty mi, ja tobie. Gdy powiesz wszystkim, w jakim kontekście się spotkaliśmy, nie ukryjesz także swojej roli. Uzupełnię tę opowieść.

To dwie różne sprawy

Naprawdę? Żonie to samo wygłosisz?

Władysław zamilkł. Jego próba przestraszenia Mirki legła w gruzach. Stał się jej zakładnikiem. Teraz oboje siedzieli w jednym wozie.

I co jej opowiesz?

Nie tylko jej. Wszystkim. Arturowi opowiem, jakim jesteś mężem i gdzie zostawałeś po godzinach. Wszystko powiem, już nic nie będę mieć do stracenia. Chcesz uratować syna przed mną? To próbuj.

Trudna decyzja.

Odradzając synowi ślub podpisuje własny wyrok rozwodowy.

Nie zrobisz tego.

Ja nie? Mirka uśmiechnęła się pogardliwie. Ty możesz, a ja mam milczeć? Przecież jeżeli ty powiesz o mojej złej reputacji, to i o tobie się dowiedzą. A Helena ceni sobie wierność

Kiedyś, po kieliszku, żalił się Mirkce, iż zdradza żonę. Tylko ona taka wierna, a on… łajdak. Helena by mu nie wybaczyła. Nigdy. Naprawdę musiał wybierać.

Wiedział, iż Mirka nie blefuje.

Dobrze wycedził przez zęby. Nic nie powiem. I ty też nic. Zapomnijmy o wszystkim.

Dlatego Mirka się nie bała. On tracił więcej, niż mogła stracić ona.

Jak sobie życzysz, panie Władysławie.

Następnego ranka opuścili dom rodziców Artura. Pod nienawidzącym spojrzeniem niedoszłego teścia Mirka żegnała się z jego żoną teraz już mówiła jej córeczko. Władysław aż miał skurcz powieki.

Cierpiał, iż nie może ostrzec syna przed perfidnością przyszłej żony, ale bał się pogrążyć siebie. Rozwód z Heleną oznaczałby również utratę części majątku a wiadomo, iż nie odejdzie z pustymi rękami. Syn także raczej by mu tego nie wybaczył.

Kiedy znów, po dłuższym czasie, Mirka z Arturem zostali w domu jego rodziców na dwa tygodnie w pełni urlopu Władysław unikał jej, tłumacząc się obowiązkami. Pewnego razu ciekawość zwyciężyła: gdy został sam, przeszukał jej torebkę. Może znajdzie coś, co da mu przewagę.

Grzebał w kosmetyczce, notesie, portfeliku. Wtedy zauważył biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy. Dwie wyraźne kreski.

Myślałem, iż katastrofą będzie, gdy mój syn ożeni się z Ale nie, to dopiero katastrofa! odłożył test, ale nie zamknął torebki.

Mirka przyłapała go.

Niedobrze tak w cudzych rzeczach dłubać sarknęła, choć nie wyglądała na szczególnie rozdrażnioną.

Władysław choćby nie próbował się tłumaczyć.

To dziecko Artura?

Mirka wolno podeszła, wyjęła mu torebkę z rąk i spojrzała chłodno:

Chyba zepsuł pan niespodziankę, panie Władysławie.

Władysław był wściekły. Teraz wiedział, iż Mirka już nie odczepi się od jego syna. Teraz, gdyby spróbował coś powiedzieć wszyscy by przegrali. Musiał milczeć, chociaż ciężko było mu znosić myśl, w jakie sidła pcha się Artur.

***

Minęło dziewięć miesięcy i znów pół roku.

Artur i Mirka wychowywali córeczkę, Wiesię.

Władysław Stanisławowicz unikał ich jak ognia. Nie chciał widzieć wnuczki, która, w jego myślach, nie istniała naprawdę. Mirka go przerażała. Przeszłość Mirki, jej chłód wobec Artura to groziło mu jak zły sen.

Znowu.

Helena wybierała się z wizytą do syna.

Władek, jedziesz ze mną?

Nie, boli mnie głowa.

Znowu? To już niepokojące.

Nic takiego, tylko zmęczenie. Jedź sama.

Władysław zawsze wynajdywał wymówki: migrena, przeziębienie, zawroty głowy, niesprawne nogi. Zawsze coś. choćby połknął aspirynę na oczach żony. Nie znosił patrzeć na Mirkę. Jej obecność była nie do zniesienia. Ale i wyjawić wszystkiego nie mógł.

Wieczór dłużył się, nękały go złe myśli.

Leżał.

Czytał.

Aż zauważył, iż Helena długo nie wraca. Już jedenasta, a jej nie ma. Telefon milczy. Zdenerwowany zadzwonił do Artura.

Artur, wszystko u was w porządku? Helena już wróciła? Nie ma jej w domu.

Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą chcę teraz rozmawiać.

I odłożył słuchawkę

Władysław już zamierzał jechać do syna, gdy na podjeździe zaparkowało auto Mirki. Zbladł, widząc ją.

Po co tu przyjechałaś? Mów, co się stało?!

Mirka za to wydawała się dziwnie spokojna. Nalała sobie kieliszek wina. Usiadła wygodnie.

Co się stało? Katastrofa.

Jaka katastrofa?

Nasza wspólna. Artur znalazł w menu jakiejś warszawskiej kawiarni nasze zdjęcia sprzed czterech lat. Z imprezy w Oazie, pamiętasz? Chciał zrobić tam niespodziankę na rocznicę, przejrzał stronę a tam my, we dwoje. Fotograf, psiamać wrzucił wszystko! Artur w furii. Twoja Helena chce się rozwieść. A ja no, chyba mnie też czeka rozwód z twoim synem.

Władysław wpatrywał się w nią z rozdziawioną buzią. Przed oczami przeleciała mu cała przeszłość. Strona internetowa, impreza Przecież ostrzegał: nie róbcie zdjęć! Ale kto by pomyślał, iż los się tak obróci.

Z osłabieniem osunął się przy niej na podłogę.

Po co w ogóle przyjechałaś?

Wpadłam się schować na chwilę uśmiechnęła się Mirka w domu teraz burza. Wiesia z nianią. Chcesz wina?

Podała mu jego własne.

Siedzieli na werandzie, pili. Tylko cykady na zewnątrz przerywały ciszę.

To wszystko przez ciebie odezwał się Władysław.

Mirka przytaknęła, nie odrywając wzroku od lampki.

Tak.

Jesteś nie do wytrzymania.

Tak bywa.

choćby nie współczujesz Arturowi?

Współczuję, ale sobie bardziej.

Ty tylko siebie kochasz.

Nie będę się kłócić.

Nagle wziął jej podbródek w dłoń i spojrzał w oczy.

Przecież wiesz, iż nigdy cię nie kochałem wyszeptał.

Wierzę.

***

Rano, gdy Helena jednak wróciła, decydując się wybaczyć mężowi, choćby miało ją to kosztować wszystkie nerwy, zastała Mirkę z Władysławem razem. Śpiących.

Kto tam? zapytała Mirka, zrywając się.

Ja odpowiedziała Helena, patrząc, jak wali się jej świat.

Mirka tylko uśmiechnęła się bezczelnie. Władysław obudził się chwilę później, ale za żoną nie pobiegł.

Idź do oryginalnego materiału