Żona i teść
Kiedy Klaudia zgodziła się na poznanie rodziców Marka, wiedziała doskonale, iż to tylko fasada. Po co mieliby jej być potrzebni? Przecież nie planowała mieszkać z nimi, a od jego ojca, choć ponoć zamożnego, można było spodziewać się tylko kłopotów i podejrzeń.
Skoro jednak już postanowiła wyjść za mąż, wypadało grać swoją rolę do końca.
Klaudia ubrała się skromnie, by sprawiać wrażenie miłej, prostej dziewczyny.
Spotkanie z rodzicami narzeczonego to zawsze nieprzewidywalne wydarzenie, pełne ukrytych raf, a spotkanie z rodzicami inteligentnymi to już zupełny test wytrzymałości.
Marek myślał jednak, iż jego narzeczona potrzebuje wsparcia:
Nie denerwuj się, Klaudio, proszę cię, nie denerwuj się Tata jest zamknięty w sobie, ale potrafi być uprzejmy. Niczego strasznego nie powiedzą. Pokochają cię, zobaczysz. Tata jest dziwny, ale mama potrafi rozładować każdą atmosferę zapewniał ją pod domem rodziców.
Klaudia tylko się uśmiechnęła, poprawiając na ramieniu kosmyk włosów. Więc tata ponury, mama dusza towarzystwa. Niezły duet, pomyślała z przekąsem.
Dom nie zrobił na niej większego wrażenia. Widziała już lepsze.
Przywitali ich bez zwłoki.
Klaudia praktycznie się nie stresowała. Po co? Ludzie jak ludzie. Pani Janina, jak już słyszała od Marka, była od wielu lat gospodynią domową, nigdy poważnie nie pracowała, czasem jeździła z przyjaciółkami na zagraniczne wycieczki, ale nic specjalnego. Ojciec, pan Włodzimierz, raczej małomówny, z tego co mówił Marek, wesołkiem nigdy nie był. Imię wydało się Klaudii podejrzanie znajome
Powitali się
I Klaudia zamarła, stojąc jeszcze w progu. Katastrofa. Matka narzeczonego była zupełnie jej obca, ale ojca Marka rozpoznała natychmiast Już się spotykali. Trzy lata temu. To nie były częste spotkania, ale wzajemnie korzystne. W barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście rodzina Włodzimierza, ani jego syn, nie mieli o tym pojęcia.
Po ptakach.
Włodzimierz też ją rozpoznał. Przez jego twarz przeszedł cień zaskoczenie, szok czy może coś ciemniejszego. Ale zachował spokój.
Marek, niczego nieświadomy, z dumą przedstawił narzeczoną.
Mamo, tato, poznajcie Klaudię. Moją narzeczoną. Chciałem przyprowadzić ją wcześniej, ale straszna z niej nieśmiałka.
O rety
Pan Włodzimierz wyciągnął dłoń.
Jego uścisk był mocny, może aż zanadto.
Bardzo mi miło, Klaudio powiedział, w głosie pojawiła się niewyraźna nuta czegoś, czego Klaudia nie potrafiła od razu rozszyfrować. Może złości. Może ostrzeżenia. Może
Klaudia gorączkowo myślała, jak się wyplątać, przygotowana, iż Włodzimierz lada moment wyłoży karty na stół.
Mi również bardzo miło, panie Włodzimierzu uśmiechnęła się, starając się nie zdradzić zbytnio. Czuła szybsze bicie serca co teraz będzie
Ale nic.
Włodzimierz, wymuszając coś na kształt uśmiechu, sam odsunął jej krzesło przy stole.
Pewnie planuje ją pogrążyć przy wszystkich
Jednak niczego takiego nie zrobił.
Wtedy Klaudię olśniło przecież jeżeli ją wyda, to przy okazji pogrąży także siebie przed żoną.
Kiedy trochę ochłonęła, rozmowa stała się swobodniejsza. Janina opowiadała anegdoty z dzieciństwa Marka, a Włodzimierz zadawał Klaudii pytania o pracę. Doskonale znał odpowiedzi. Jego ironia już jej nie ruszała. O dziwo, parę razy rzucił choćby jakimś żartem. Klaudia, ku swojemu zaskoczeniu, zaśmiała się szczerze. Ale żartom tym towarzyszyły subtelne aluzje, jasne tylko im dwojgu.
Na przykład, spoglądając na Klaudię, rzucił:
Wie pani, przypomina mi pani pewną moją byłą koleżankę. Była wyjątkowo bystra. Miała talent do podejścia do ludzi. Do każdego człowieka.
Klaudia nie zamierzała się peszyć:
Każdy ma jakiś talent, panie Włodzimierzu.
Marek patrzył na Klaudię zakochanym wzrokiem, nie dostrzegając żadnych podtekstów. Był naprawdę zakochany. I to było najważniejsze. I najbardziej przykre dla niego.
Później, gdy zeszło na podróże, Włodzimierz rzucił patrząc jej prosto w oczy:
Ja lubię zaciszne miejsca. Bez zbędnych ludzi, aby móc w spokoju poczytać. A ty, Klaudio, gdzie czujesz się najlepiej?
Podszedł.
Lubię, gdy wokół mnie jest gwarno. Kiedy tętni życie, odpowiedziała Klaudia bez chwili zawahania. Choć czasem obce uszy bywają niebezpieczne.
Wydawało jej się, iż Janina coś zauważyła, bo na chwilę się spoważniała, ale zaraz odgoniła nieprzyjemne domysły.
Włodzimierz doskonale wiedział, iż Klaudia nie szuka spokoju. I wiedział, dlaczego.
Kiedy wieczór dobiegał końca, a czas było się kłaść spać, Włodzimierz objął Marka.
Synku, dbaj o nią. Jest wyjątkowa.
Wybrzmiało to i jak komplement, i jak szyderstwo. Choć nikt poza Klaudią tego nie zrozumiał.
Klaudia poczuła, jak w pokoju nagle zrobiło się zimniej. Wyjątkowa. Celnie dobrane słowo.
***
Tej nocy, gdy dom pogrążył się w ciszy, Klaudia przewracała się nerwowo w łóżku.
Rozmyślała o tym niechcianym spotkaniu i układała w głowie scenariusze na przyszłość. Wizja nie była zbyt optymistyczna. Przeczuwała, iż Włodzimierz, tak jak ona, też nie śpi. On zaskoczony spotkaniem, ona perspektywą rozmowy. I całą tą sytuacją.
Wstała cicho, narzuciła na T-shirt i szorty domową bluzę i wyszła z pokoju. Schodząc po schodach, specjalnie lekko stukała stopami nie za głośno, ale wystarczająco, by ci, co nie śpią, usłyszeli. Skierowała się na werandę była prawie pewna, iż Włodzimierz ją tam znajdzie.
Nie czekała długo.
Nie możesz spać? odezwał się, podchodząc od tyłu.
Zasnąć się nie da odpowiedziała Klaudia.
Poczuła znajomy zapach jego wody kolońskiej.
Przyglądał jej się dokładnie.
Czego chcesz od mojego syna, Klaudio? wszelka udawana uprzejmość zniknęła Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja przewinęło się przez twoje życie. Wiem, zawsze chodziło ci wyłącznie o pieniądze. choćby nie ukrywałaś tego. Cenę podawałaś choć skrycie, od razu. Po co ci Marek?
Skoro on nie zamierzał udawać, ona tym bardziej nie miała na to ochoty. Wyszczerzyła zęby:
Kocham go, panie Włodzimierzu zaśpiewała słodko. A dlaczego nie mogę?
Nie przekonało go to ani trochę.
Ty? Kochasz? Zabawne. Wiem, z kim mam do czynienia, Klaudio. Powiem Markowi wszystko. O twojej przeszłości. O tym, kim jesteś naprawdę. Myślisz, iż weźmie cię wtedy za żonę?
Klaudia podeszła bliżej, niemal się o niego ocierając. Zmierzyła go wzrokiem choć zdążyła się już napatrzyć.
Opowiadaj, panie Włodzimierzu powiedziała przeciągle Ale wtedy twoja żona pozna cały nasz sekrecik.
To
To nie szantaż. To uczciwość. jeżeli powiesz wszystkim przy jakiej okazji się poznaliśmy, nie ukryjesz, czym się zajmowaliśmy razem. Zresztą, chętnie dokładnie uzupełnię twoją wersję.
To nie to samo
Tak? Żonie powiesz to samo?
Włodzimierz zastygł. Nie udało mu się zastraszyć Klaudii. Zrozumiał. Tu nie było wyjścia. Są na jednym wózku.
I co jej powiesz?
Nie tylko jej. Wszystkim. Markowi też. Powiem, jakim byłeś tatusiem-rodziną, jak to siedziałeś w pracy po godzinach. Wszystko powiem. Nic już nie będę miała do stracenia. Chcesz ochronić syna przede mną? To go chroń!
Trudny wybór.
Odwieźć syna od ślubu podpisać wyrok na własne małżeństwo.
Nie odważysz się.
Ja? Nie odważę się? Klaudia aż się roześmiała Czyli ty możesz, a ja nie? Nie odważę się o ile ty też nie wyciągniesz moich złotych numerków, kiedy w twoich rękach jest coś, za co możesz stracić żonę i sporą część majątku? Janina ona chyba najbardziej kocha wierność.
Kiedyś, po pijaku, Włodzimierz wyznawał Klaudii, iż nie zasługuje na żonę Janina taka dobra, a on podły. Janina nie wybaczyłaby mu nigdy. Naprawdę musiał wybierać.
Wiedział, iż Klaudia nie blefuje.
Dobrze wykrztusił Ja nic nie powiem. Ty też milczysz. Zapominamy o tym, co było.
Dlatego Klaudia nie spała tej nocy źle. On miał więcej do stracenia niż ona.
Jak pan sobie życzy, panie Włodzimierzu.
Nazajutrz wyjechali z domu rodziców Marka. Pod nienawistnym wzrokiem przyszłego teścia Klaudia żegnała się z jego żoną, która już nazywała ją córeczką. Włodzimierz aż zaczął nerwowo mrugać.
Gryzły go wyrzuty, iż nie mógł przestrzec syna przed knowaniami przyszłej żony, ale jeszcze bardziej bał się pogrążyć siebie. Utrata Janiny to nie tylko żona, ale i połowa majątku. Na pewno nie wyjdzie z tego z pustymi rękami. Syn też by tego nie darował.
Kiedyś Klaudia i Marek zostali u rodziców Marka na dwa tygodnie.
Urlop jak się patrzy.
Włodzimierz starał się unikać spotkań z Klaudią, tłumacząc się wiecznymi sprawami. Ale raz ciekawość wygrała. Został sam w domu i pod wpływem impulsu postanowił przegrzebać rzeczy Klaudii. Liczył, iż znajdzie jakieś haki.
Przeszukiwał kosmetyczkę, notes, mały organizer. I wtedy natknął się na niebiesko-biały przedmiot. Test ciążowy. Z dwiema wyraźnymi kreskami.
Myślałem, iż katastrofą jest ślub mojego syna z Nie, to jest katastrofa! odłożył test, nie zdążył zamknąć torebki.
Klaudia już to zauważyła.
Oho, nieładnie grzebać w cudzych rzeczach skwitowała ironicznie, ale chyba nie zrobiło to na niej większego wrażenia.
Włodzimierz nie zaprzeczał.
Jesteś w ciąży z Markiem?
Klaudia powoli podeszła, wzięła torebkę z jego rąk i patrząc mu w oczy powiedziała:
Popsuł pan niespodziankę, panie Włodzimierzu.
Włodzimierz był w totalnej wściekłości. Teraz miał pewność, iż Klaudia już się od jego syna nie odczepi. Teraz, gdyby zdradził prawdę byłoby już po wszystkim. Kompletnie. Musiał milczeć. Choć to bolało wiedząc, dokąd zmierza los syna.
***
Minęło dziewięć miesięcy i jeszcze pół roku.
Marek i Klaudia wychowywali córeczkę, Alicję.
Włodzimierz starał się do nich nie zaglądać. Nie widzieć, nie myśleć o tym wszystkim. Nie uznawał wnuczki za swoją. Klaudia go przerażała jej obojętność wobec Marka i to, co skrywała.
I znowu.
Janina wybierała się z wizytą do syna.
Włodku, jedziesz ze mną?
Nie głowa mnie boli.
Znowu? To już podejrzane.
Zmęczony jestem. Jedź sama.
Jak zwykle, znalazł wymówkę: migrena, przeziębienie, uszko ciągnie, nogi jak z waty choćby łyknął parę tabletek dla wiarygodności. Nie mógł patrzeć na Klaudię. Nie mógł jej znieść, ale i wygadać się wszystkim nie mógł.
Wieczór mijał mu nudno i nerwowo.
Położył się.
Poczytał.
Zauważył, iż Janina długo nie wraca. Dochodziła jedenasta, a jej nie było. Telefon nie odpowiadał. Zaniepokojony zadzwonił do Marka.
Marek, wszystko w porządku? Janina już wróciła? Nie ma jej w domu.
Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym teraz rozmawiać.
I rozłączył się
Już miał zamiar jechać do syna, gdy przed domem zaparkował samochód. Samochód Klaudii. Wiedział, iż coś się święci, ale widząc ją, aż zrobiło mu się słabo.
Co ty tu robisz?! Co się stało?! szarpał nią, drżąc.
Klaudia zachowała pozorny spokój. Nalała sobie kieliszek wina. Usiadła wygodnie.
Nastąpiła katastrofa.
Jaka?!
Nasza wspólna. Marek trafił na stronie pewnej kawiarni na nasze zdjęcia sprzed czterech lat. Z imprezy w Oazie. Pamiętasz? Marek chciał zamówić coś u nich na rocznicę, przejrzał ich galerię i jesteśmy tam my. W pełnej okazałości. Fotograf się postarał Teraz Marek szaleje, Janina zbiera się do rozwodu. A ja, jak chciałeś, chyba też się rozstanę z twoim synem.
Włodzimierz usiadł obok niej na podłodze, zupełnie roztrzęsiony. Przypomniał sobie tamtą imprezę, te zdjęcia Prosił wtedy o niepublikowanie, ale kto mógł się spodziewać takiego zbiegu okoliczności!
Po co tu przyjechałaś?
Musiałam się gdzieś zaszyć na wieczór uśmiechnęła się Klaudia Domu nie da się znieść. Alicja z nianią. Chcesz wina?
Podała mu kieliszek.
Siedzieli we dwoje na werandzie, wśród cykania świerszczy, które zdawały się już wszystkim, co ich łączyło.
To wszystko twoja wina wyrzucił Włodzimierz.
Klaudia kiwnęła głową, nie odrywając wzroku od kieliszka.
Wiem.
Jesteś nie do wytrzymania.
I zawsze taka byłam.
choćby nie żal ci Marka.
Żal, ale siebie bardziej.
Kochasz tylko siebie.
Nie zaprzeczam.
Nagle ujął ją za podbródek, nachylił się.
Wiesz, iż nigdy cię nie kochałem szepnął.
Wierzę odparła obojętnie.
***
Rankiem, kiedy Janina w końcu wróciła z zamiarem pogodzenia się, gotowa wybaczyć mężowi wszystko, choćby jeżeli przypłaci to połową nerwów, zastała Klaudię i Włodzimierza razem. Jeszcze śpiących.
Kto tam? poderwała się Klaudia.
Ja odpowiedziała Janina, patrząc, jak rozsypuje się jej życie.
Klaudia uśmiechnęła się spokojnie. Włodzimierz wstał dopiero później, ale za żoną nie pojechał.








