Oto wkraczałem po raz pierwszy do
potężnej strasburskiej katedry. Mimo wielu wojen, protestanckiego
ikonoklazmu czy zbrodniczej Wielkiej Rewolucji Francuskiej tworzącej
z kościoła Świątynię Rozumu (najgorsza rzecz jaką można czcić)
zachowany tam został wspaniały zespół gotyckiej rzeźby sakralnej
(oraz witraże; gotyk był czasem światła).
Katedra w Strasburgu
Najwspanialszym
przykładem – co za tym idzie opisywanym w każdym bedekerze –
jest tak zwany Anielski Filar. To przepiękna kompozycja figuralna
przedstawiająca tak naprawdę Sąd Ostateczny – w sposób nieco
odbiegający niestety od apokaliptycznych wizji. Tu ma być tryumf
wiekuisty, nie potępienie dla grzeszników na pierwszym miejscu.
Ech, szkoda, zło czyniącym trzeba na każdym kroku o karze boskiej
przypominać. Zwłaszcza, gdy na ludzką sprawiedliwość liczyć nie
zawsze można.
Anielski Filar
Za owym Anielskim Filarem znajduje się nieco
młodsze – bo renesansowe – dzieło sztuki. I techniki. Zegar
astronomiczny. Orloj, jak z francuskiego powiedzieliby Czesi.
Renesansowy zegar astronomiczny
Jak
wszystkie tego typu cuda jest oczywiście ruchomy. I tak sobie
przyglądałem się owemu zegarowi próbując rozszyfrować –
bezskutecznie – co akurat pokazuje, gdy jeden z obrazów przykuł
moją uwagę. Spojrzałem. Raz. Drugi. Z obrazu spozierał typ, który przed denominacją wielokrotnie łypał na mnie z
portfela. Z banknotu o nominale 1000 starych złotych. Mikołaj
Kopernik, jako żyw.
Kopernik
I faktycznie, jako żyw: istnieją portrety
naukowca z epoki, a badania czaszki znalezionej we Fromborku
potwierdzają, iż Mikołaj faktycznie miał złamany za młodu nos.
Te dwadzieścia lat temu mógłby zagrać go Gerard Depardieu, bez
wielkiej charakteryzacji.
Frombork
Podobno młody Kopernik jest też
uwieczniony na monumentalnym fresku Szkoła Filozofów autorstwa Rafaela Santiego w Watykanie, ale
tu historycy ciągle się spierają. Niemniej był znany na całym
kontynencie. Prosty chłopak z Torunia. Odkrywca, uczony, oskarżany
o romans. Historia filmowa. Ale jakoś nie umiemy w promocję (z
drugiej strony widząc stan polskiej kinematografii może to i
lepiej; format Korony Królów nie przesadnie do mnie przemawia –
no i Depardieu jest za stary).
Polska polityka historyczna
Na Zachodzie jakoś lepiej im to
idzie – w końcu (było wszak na blogu) w Strasburgu atrakcję
zrobili z dawnej dzielnicy biedoty nazwanej na cześć choroby
wenerycznej.
Mała Francja w Strasburgu
Choć nie ma co ukrywać, iż faktycznie Mała
Francja wygląda bardzo reprezentatywnie dla chociażby Alzacji. O
tej krainie co nieco już było – i o Alzackim Szlaku Winnym
(gewurztraminer i muskat), i o miejscowym papieżu, świętym Leonie
IX, prywatnie hrabim Brunonie z Eguisheim.
Alzacki Szlak Winny - tu winnice Kayserbergu
Nie było o będących
symbolem krainy bocianach, których gniazda to przecież naturalny
piorunochron (taki przedbobon).
Zamek Świętego Leona w Eguisheim - z obowiązkowymi bocianimi gniazdami
Chociaż jak się przyjeżdża to
trzeciego, czwartego, siódmego to mózg się wyłącza, i wszystkie
zlewają się w jedną kolorową masę. Zwiedzając z grupą Alzację
trzeba czasem tańczyć na rzęsach żeby turystów nie zanudzić.
Każda odmiana jest wtedy dobra.
Cesarski zamek w Kayserbergu
Naprawdę.
Sherman w Colmarze
Tak. Sherman.
Upamiętniający francuską 1. Armię (przyjęła barwy właśnie z
herbu Colmaru), która razem z Amerykanami walczyła w Alzacji. Warto
pamiętać, iż Alzacja – podobnie jak moja rodzinna Ziemia
Sieradzka – została wcielona w czasie II Wojny Światowej
bezpośrednio w granice Niemiec. Nie była jednak na początku wojny
zniszczona – przez Alzację przebiegała Linia Maginota, zresztą
francuskie tradycje fortyfikowania tych ziem sięgają Ludwika XIV i
jego genialnego Vaubena – twierdza w Neuf-Brisch jest wpisana na
listę UNESCO.
Marne resztki fortyfikacji Vaubena w Selestat
Niemcy zamiast wykrwawiać się na fortyfikacjach
obeszli je przez Belgię i Francja, która pół roku wcześniej
haniebnie zdradziła Polskę, padła równie gwałtownie co
Rzeczpospolita. Brytyjski Korpus Ekspedycyjny z podkulonym ogonem
ewakuował się z Dunkierki. jeżeli zaś chodzi o wyzwolenie – u
nas zamiast Shermanów na cokołach stoją T-34 (nie, żeby zachodnie
czołgi nie walczyły na froncie wschodnim – zachodni Alianci
czynnie wspierali pierwszego sojusznika III Rzeszy Stalina sprzętem
i technologią, parę lat temu z rzeki Warty w mojej Warcie wydobyto
pochodzący z takiej pomocy czołg Valentine; okazał się na tyle
dobrze zachowany, jest jedną z kilku na świecie jezdnych maszyn
tego typu; znaleziono też kanister pełen długo leżakowanego
sowieckiego zajzajeru, ale to inna historia). Jak to w jednym skeczu
mówił genialny Bohdan Smoleń – może i Amerykanie napadną, ale
przeproszą. Alzacja była terenem walk pod koniec wojny, nieraz
ciężkich, ale jakoś tak lepiej się zachowała. Może brak
kilkudziesięciu lat sowieckiej okupacji też ma jakieś
znaczenie.
Symbol sowieckiej okupacji
A. I Amerykanie nie przywłaszczają sobie Kopernika
jak Niemcy.