Islandia kojarzy się z surową przyrodą, gejzerami i rybołówstwem, które od dekad napędza tamtejszą gospodarkę. To właśnie dostęp do bogatych łowisk przez lata był jednym z powodów dystansu wobec Unii Europejskiej. Kraj rozwija też turystykę i przemysł oparty na energii odnawialnej, szczególnie geotermalnej. Przez długi czas politycy w Reykjaviku podkreślali niezależność. Dziś jednak coraz częściej pojawia się pytanie, czy ten kierunek wciąż się opłaca.
REKLAMA
Zobacz wideo Majorka poza sezonem? Ależ oczywiście! [VLOG]
Dlaczego Islandia nie jest w UE? Reykjavik bał się utraty suwerenności
Jeszcze kilkanaście lat temu Islandia była znacznie bliżej Unii Europejskiej niż dziś. Po kryzysie finansowym w 2008 roku, który mocno uderzył w sektor bankowy, kraj zdecydował się złożyć wniosek o członkostwo. Negocjacje rozpoczęły się w 2010 roku i początkowo przebiegały sprawnie. Sytuacja zmieniła się po wyborach w 2013 roku, kiedy do władzy doszły partie sceptyczne wobec UE. Rozmowy zostały zawieszone, a później całkowicie zarzucone.
Największym punktem spornym było rybołówstwo. Reykjavik kontroluje jedne z najbogatszych łowisk na północnym Atlantyku, a unijne zasady dotyczące limitów połowów budziły duże obawy. Dla wielu Islandczyków oznaczało to ryzyko utraty kontroli nad najważniejszą częścią gospodarki. Dochodziły do tego kwestie rolnictwa i regulacji rynku pracy, które w małym kraju mają zupełnie inną skalę niż w dużych państwach UE.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. W tle pojawiają się wojna w Ukrainie i zmieniające się relacje między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Islandia nie ma własnej armii i opiera bezpieczeństwo na NATO oraz współpracy z USA. Na zmianę podejścia wpływa też sytuacja gospodarcza. Rosnące koszty życia i presja ekonomiczna sprawiają, iż temat stabilności i silniejszych powiązań z Europą wraca w debacie publicznej. Do tego dochodzą napięcia wokół Arktyki i północnego Atlantyku, które zwiększają znaczenie Islandii na mapie strategicznej. Dlatego integracja z Unią zaczyna być postrzegana nie tylko jako wybór gospodarczy, ale także element szerszego zabezpieczenia niewielkiego państwa.
Jak informuje serwis apnews.com, rząd zapowiedział referendum w sprawie wznowienia negocjacji akcesyjnych, które miałoby odbyć się w sierpniu. To pierwszy formalny krok od lat, który może ponownie ożywić rozmowy z Brukselą. Decyzja nie pozostało przesądzona, bo projekt musi przejść przez parlament, jednak sam fakt wyznaczenia konkretnej daty pokazuje zmianę dynamiki.
Zauważyliśmy, iż warto mieć głos przy stole
- przyznała minister spraw zagranicznych Thorgerdur Katrin Gunnarsdottir w rozmowie z Reutersem. W jej wypowiedzi wybrzmiewa coś więcej niż tylko deklaracja polityczna. To sygnał, iż Islandia nie chce już jedynie korzystać z dostępu do wspólnego rynku, ale rozważa realny wpływ na decyzje podejmowane w Europie.
Jestem dość optymistyczna, iż przed końcem 2028 roku będziemy członkiem Unii Europejskiej
- stwierdziła. Taka perspektywa pojawia się po raz pierwszy od lat w tak konkretnym kształcie. Jednocześnie sama Gunnarsdottir zaznacza, iż istotne będą najtrudniejsze obszary negocjacji, zwłaszcza rybołówstwo, rolnictwo i rynek pracy. Bo to właśnie na tych polach w przeszłości rozmowy utknęły w martwym punkcie.
Islandia (zdjęcie ilustracyjne)verve231 / iStock
Ilu Polaków mieszka na Islandii? Polonia stanowi największą grupę cudzoziemców na wyspie
Islandia to jeden z tych krajów, gdzie Polacy stanowią zauważalną część społeczeństwa. Według szacunków Ministerstwa Spraw Zagranicznych może ich być choćby około 30 tys., co daje mniej więcej 6 proc. wszystkich mieszkańców wyspy. To największa grupa cudzoziemców w kraju.
Najwięcej osób mieszka w Reykjaviku, Keflaviku i Hafnarfjörður. Polacy są zatrudnieni głównie w przemyśle, zwłaszcza przy produkcji aluminium, ale też w budownictwie, usługach i turystyce. Wiele osób wyemigrowało tam po 2004 roku, gdy otwarto rynek pracy dla obywateli nowych państw Unii w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego.
Wejście Islandii do Unii Europejskiej dla Polonii mogłoby oznaczać przede wszystkim większy spokój w codziennym funkcjonowaniu. Łatwiejszy dostęp do świadczeń, mniej zawiłych formalności i pełne korzystanie z praw, które w krajach UE są standardem. Do tego dochodzi jeszcze jedna zmiana, mniej widoczna, ale istotna: decyzje podejmowane w Brukseli przestałyby być czymś "z zewnątrz". Islandia miałaby przy nich swój głos, a jej mieszkańcy - także Polacy - większe poczucie wpływu na to, co ich dotyczy. Twoim zdaniem, czy Islandia powinna wejść do UE? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.





