Znów do niej – Czy znowu idziesz do niej? Marzena zadała pytanie, znając już odpowiedź. Darek skiną…

twojacena.pl 6 dni temu

Znów do niej

Znowu do niej idziesz?

Joanna zadała pytanie, choć odpowiedź znała z góry. Michał tylko skinął głową, nie patrząc na nią. Wciągnął kurtkę, sprawdził kieszenie klucze, telefon, portfel. Wszystko na miejscu. Może wychodzić.

Joanna czekała. Na choćby jedno słowo. Przepraszam albo zaraz wrócę. Ale Michał po prostu otworzył drzwi i wyszedł. Zamek kliknął cicho, niemal uprzejmie jakby przepraszał w imieniu właściciela.

Joanna podeszła do okna. Podwórze zalane było bladym światłem latarni, bez trudu dostrzegła znajomą sylwetkę. Michał szedł szybko, zdecydowanie. Jak ktoś, kto świetnie wie, dokąd zmierza. Do niej. Do Agnieszki. Do ich siedmioletniej córki Kingi.

Joanna oparła czoło o zimną szybę.

…Od początku wiedziała. Podpisywała się pod to wszystko świadomie. Gdy się poznali, Michał formalnie był jeszcze żonaty. Pieczątka w dowodzie, wspólne mieszkanie, dziecko. Ale z Agnieszką już nie żył wynajmował pokój, bywał tam tylko dla Kingi.

Ona mnie zdradziła, powiedział wtedy Michał. Nie potrafiłem wybaczyć. Złożyłem pozew o rozwód.

Joanna uwierzyła. Naiwnie, za szybko. Bo chciała wierzyć. Bo zakochała się głupio, do utraty tchu, jakby miała znowu siedemnaście lat. Randki w kawiarni, rozmowy przez telefon do nocy, pierwszy pocałunek pod jej klatką, w deszczu. Michał patrzył na nią jak na jedyną kobietę świata.

Rozwód. Ich ślub. Nowe mieszkanie, plany, rozmowy o przyszłości.
A potem się zaczęło.

Najpierw telefony. Michał, przywieź Kindze leki, jest chora! Michał, cieknie kran, nie wiem, co robić. Michał, córka płacze, chce cię widzieć, przyjedź teraz!

Michał rzucał wszystko i jechał. Za każdym razem.

Joanna próbowała zrozumieć. Dziecko świętość. Córka nie jest winna, iż mają rozstanie. On musi być blisko, pomagać, uczestniczyć.

Czasem Michał słuchał jej, próbował stawiać granice byłej żonie.
Ale Agnieszka po prostu zmieniała taktykę.

Nie przyjeżdżaj w weekend. Kinga nie chce się z tobą widzieć.
Nie dzwoń, denerwujesz ją.
Pytała, czemu tata nas zostawił. Nie wiedziałam, co powiedzieć.

I Michał pękał. Za każdym razem. Gdy próbował odmówić kolejnej pilnej prośby Agnieszka celowała w najczulszy punkt. Po tygodniu Kinga zaczynała powtarzać słowa matki: Już nas nie kochasz. Wybrałeś inną panią. Nie chcę cię widzieć.

Siedmioletnie dziecko samo by tego nie wymyśliło.

Michał wracał po takich rozmowach przygaszony, winny, zgaszony w oczach. I znów biegł do byłej na każde jej wezwanie byle córka go nie odtrąciła, byle nie patrzyła na niego obco i zimno.

Joanna rozumiała. Naprawdę rozumiała.
Ale była już zmęczona.

Sylwetka Michała zniknęła za rogiem bloku. Joanna oderwała się od szyby, odruchowo przetarła czoło na skórze został czerwony ślad po zimnie.
Puste mieszkanie przytłaczało.

Zegar pokazywał prawie północ, gdy w zamku przekręcił się klucz.
Joanna siedziała w kuchni, przed nią dawno wystygła herbata. choćby jej nie spróbowała patrzyła tylko, jak na powierzchni tworzy się ciemna błonka. Trzy godziny. Trzy godziny czekała, nasłuchując każdego szmeru na klatce.

Michał wszedł cicho, zdjął kurtkę, powiesił na haczyk. Poruszał się ostrożnie, jakby chciał prześlizgnąć się niezauważony.

Co się tym razem stało?

Joanna niemal się zdziwiła, jak spokojnie zadała to pytanie. Trzy godziny układała w głowie tę frazę a przed północą każda emocja jakby się wypaliła.
Michał zawahał się moment.

Terma się zepsuła. Trzeba było naprawić.

Joanna powoli uniosła wzrok. Stał w progu kuchni, nie mając odwagi wejść. Patrzył gdzieś za nią, w ciemne okno.

Przecież nie umiesz naprawiać term.
Wezwałem hydraulika.
I musiałeś czekać na miejscu? Joanna odsunęła kubek. Nie mogłeś go zamówić stąd? Przez telefon?

Michał zmarszczył brwi, skrzyżował ręce. Cisza zgęstniała: ciężka i nieznośna.

Może przez cały czas ją kochasz?

Wtedy wreszcie spojrzał. Ostro, z gniewem, z urazą.

Co ty wygadujesz? Wszystko robię dla córki. Dla Kingi! Co tu Agnieszka ma do rzeczy?

Wszedł do kuchni, a Joanna odruchowo odsunęła się razem z krzesłem.

Przecież wiedziałaś, z czym się wiążesz, iż będę musiał tam bywać. Że mam dziecko. No i co teraz? Każda wizyta u córki to będzie twoja awantura?

Zapiekło w gardle. Joanna chciała odpowiedzieć ostro, z godnością, ale zamiast tego poczuła szczypanie w oczach, a po policzku popłynęła pierwsza łza.

Myślałam… załamała się, przełknęła ślinę. Myślałam, iż chociaż będziesz udawał, iż mnie kochasz. Przynajmniej na pokaz.
Joanna, przestań…
Ja mam dość! głos zerwał się na krzyk, aż sama się przestraszyła. Mam dość bycia choćby nie na drugim, na trzecim miejscu! Po twojej byłej, po jej zachciankach, po awariach termy w środku nocy!

Michał uderzył dłonią w framugę drzwi.

Czego ty ode mnie chcesz?! Żebym zostawił córkę? Przestał do niej jeździć?!
Chcę, żebyś choć raz wybrał mnie! Joanna zerwała się, kubek się zachwiał, herbata rozlała się na stół. Żebyś choć raz powiedział nie! Nie mnie jej! Agnieszce!
Mam dość tych twoich awantur!

Michał odwrócił się gwałtownie, złapał kurtkę z haczyka.

Dokąd idziesz?

Zamiast odpowiedzi trzasnęły drzwi.

Joanna została na środku kuchni, herbata ściekała ze stołu na linoleum, a w jej uszach wciąż dźwięczało echo. Porwała telefon, wybrała jego numer. Sygnał, drugi, trzeci. Abonent niedostępny.

Jeszcze raz. I znów.
Cisza.

Joanna powoli usiadła na krześle, telefon przycisnęła do piersi. Dokąd poszedł? Do niej? Znowu do niej? Czy może po prostu błąka się po nocnych ulicach, pełen gniewu i żalu?
Nie wiedziała. I to nie wiedzieć bolało najbardziej.

Noc dłużyła się bez końca.

Joanna siedziała na łóżku, z telefonem w dłoni ekran raz gasł, raz rozświetlał się. Zadzwonić, posłuchać sygnału, rozłączyć się. Wysłać wiadomość: Gdzie jesteś?. Potem kolejną: Proszę, odezwij się. I jeszcze: Boję się. Wysłać i patrzeć, jak przy każdej pojawia się samotna szara ptaszka. Niedostarczone albo dostarczone, ale nieprzeczytane. Jaka to różnica?

O czwartej rano Joanna przestała płakać. Łzy po prostu się skończyły, wyczerpały gdzieś wewnątrz, zostawiając bolesną, dzwoniącą pustkę. Wstała, zapaliła światło w sypialni, otworzyła szafę.
Dość.

Dość tego.

Walizka leżała na pawlaczu, zakurzona, z odlepioną starą naklejką z dawnej wycieczki. Joanna rzuciła ją na łóżko i zaczęła pakować rzeczy. Swetry, dżinsy, bieliznę. Bez segregacji, bez zastanowienia po prostu wszystko, co wpadło pod rękę. jeżeli jemu wszystko jedno jej też może być. Niech wraca do pustego mieszkania. Niech szuka, dzwoni, wypisuje wiadomości, których już nie przeczyta.
Niech sam zobaczy, jak to jest.

O szóstej rano Joanna stała w przedpokoju. Dwie walizki, torba na ramię, kurtka założona krzywo jedna poła dłuższa od drugiej. Spojrzała na pęk kluczy. Trzeba zostawić swój, położyć na szafce.

Palce nie chciały współpracować.

Joanna szarpała kółko, próbowała podważyć paznokciem, ale klucz się nie poddawał, ręce się trzęsły, a w oczach znowu zbierało się na łzy, chociaż skąd tam jeszcze łzy…

No żeby cię…!

Pęk kluczy upadł na podłogę, zabrzęczał o płytki. Joanna patrzyła na nie chwilę, potem po prostu usiadła na walizce, objęła się ramionami i rozryczała się głośno, nieładnie, ze szlochem i histerycznym oddechem, jak dziecko, które rozbiło mamie ulubiony wazon i myśli, iż świat się zawalił.
Nie usłyszała, kiedy otworzyły się drzwi.

Joanna…

Michał ukląkł przed nią na zimnych kafelkach przedpokoju. Pachniał dymem papierosowym i nocą miasta.

Joanna, przepraszam. Przepraszam cię…

Podniosła głowę. Twarz mokra, spuchnięta, tusz rozmazany na policzkach. Michał delikatnie ujął jej dłonie.

Byłem u mamy. Całą noc. Dała mi niezłe kazanie… uśmiechnął się krzywo. Poukładała mi trochę w głowie.

Joanna milczała. Patrzyła na niego, nie umiejąc rozstrzygnąć, czy wierzyć, czy nie.

Złożę w sądzie wniosek przeciw Agnieszce. Zażądaję jasnego harmonogramu spotkań z Kingą. Oficjalnie, z komornikiem, jak trzeba. Nie będzie mogła więcej… tak mną manipulować i nastawiać córkę przeciwko mnie.

Jego palce zacisnęły się mocniej na dłoniach Joanny.

Wybieram ciebie, Joanna. Słyszysz? Ciebie. Ty jesteś moją rodziną.

W jej piersi coś drgnęło. Mały pęd nadziei, uparty i głupi, który próbowała tej nocy wyrwać z siebie.
Naprawdę?
Naprawdę.

Joanna zamknęła oczy. Uwierz Michałowi. Uwierz jeszcze raz. A co będzie dalej… czas pokaże.

Idź do oryginalnego materiału