Zniknęła z domu na oczach córki. Najbardziej tajemnicze zaginięcie w Filadelfii

kobietaxl.pl 2 godzin temu

Potem podniósł nieprzytomną Dorothy, przerzucił ją przez ramię i wyniósł na zewnątrz. Kobieta miała na sobie czerwoną, jedwabną piżamę i czerwone pantofle. Od tamtej nocy nikt już jej nie widział.

Dom, który nie dał bezpieczeństwa

Dorothy Forstein miała 40 lat. Była żoną Julesa Forsteina, sędziego niższego szczebla i matką w rodzinie, która z zewnątrz wyglądała na stabilną. Mieszkali w Filadelfii, w trzypiętrowym ceglanym domu. W ich życiu nie było publicznie znanych skandali, długów, dramatycznych konfliktów ani historii, które jakoś tłumaczyłyby późniejsze wydarzenia.

Właśnie dlatego ta sprawa do dziś jest tak niepokojąca. Dorothy nie zniknęła z dworca, hotelu ani ulicy. Zniknęła z domu. Z miejsca, gdzie spały dzieci, gdzie były zamki, ściany, znany układ pomieszczeń i poczucie prywatności. A jednak ktoś miał wejść do środka tak skutecznie, iż nie zostawił po sobie śladów włamania, nie zabrał pieniędzy i nie wywołał alarmu u sąsiadów.

To nie był pierwszy atak

Cztery lata wcześniej, 25 stycznia 1945 roku, Dorothy przeżyła brutalną napaść. Tego dnia zostawiła dzieci pod opieką sąsiadki i wyszła na zakupy. Gdy wracała do domu, jedna z osób z okolicy miała zauważyć, iż za kobietą idzie mężczyzna. Nie wzbudziło to większego alarmu. Okolica uchodziła za spokojną, a nikt nie przypuszczał, iż za chwilę w domu Forsteinów dojdzie do ataku.

Napastnik miał zaatakować Dorothy, gdy weszła do środka. Bił ją pięściami i tępym narzędziem tak mocno, iż kobieta straciła przytomność. Miała złamaną szczękę, uszkodzony nos, obrażenia barku i wstrząśnienie mózgu. Przeżyła adekwatnie przez przypadek. Podczas szarpaniny potrąciła telefon, a operatorka usłyszała niepokojące odgłosy i wezwała pomoc.

Nie wyglądało to na rabunek

Policja od początku miała problem z motywem. Z domu nie zginęły pieniądze, biżuteria ani cenne przedmioty. Sprawca nie zachował się jak włamywacz, który wchodzi po łup i ucieka. Jego celem wydawała się sama Dorothy. Uderzał ją brutalnie, jakby chciał ją ciężko skrzywdzić albo zabić.

Jules Forstein został sprawdzony, ale miał alibi. Pojawiła się hipoteza, iż ktoś mógł chcieć zemścić się na nim poprzez skrzywdzenie jego żony. Jako sędzia mógł mieć kontakt z ludźmi, którzy wychodzili z sądu z gniewem, poczuciem krzywdy albo pragnieniem odwetu. Problem polegał na tym, iż nie wskazano konkretnej osoby. Nie było nazwiska, dowodu, odcisków ani tropu, który pozwoliłby zamknąć sprawę.

Po tej napaści Dorothy się zmieniła. Trudno się dziwić. Kobieta została skatowana we własnym domu, a sprawca pozostał wolny. Według późniejszych opisów stała się bardziej nerwowa, ostrożna i lękliwa. Sprawdzała zamki, reagowała na dźwięki, żyła z poczuciem, iż zagrożenie może wrócić. I cztery lata później wróciło.

Noc zaginięcia

18 października 1949 roku Jules Forstein wyszedł na polityczny bankiet. W domu została Dorothy oraz dwoje młodszych dzieci: Edward i Marcy. Najstarsza córka była poza domem. Wieczór nie zapowiadał katastrofy. Jules miał zadzwonić do żony i uprzedzić, iż wróci później. Dorothy miała rozmawiać spokojnie. Nic nie wskazywało, iż jest przestraszona, albo iż w domu dzieje się coś niepokojącego.

Gdy Jules wrócił około 23:30, zastał dzieci skulone, zapłakane i przerażone. Mówiły, iż mamy nie ma. Początkowo można było szukać zwykłego wyjaśnienia: może Dorothy poszła do sąsiadki, może ktoś ją wezwał, może źle się poczuła. Ale gwałtownie stało się jasne, iż coś tu nie pasuje. Jej torebka, pieniądze i klucze zostały w domu. Nie było śladów awantury, walki ani rabunku.

Relacja małej Marcy

Najważniejszym świadkiem była Marcy. Dziewczynka opowiedziała, iż obudził ją hałas. Wstała i zobaczyła obcego mężczyznę. Według jej relacji miał brązową czapkę z daszkiem i brązową kurtkę. Był w sypialni Dorothy. Dziewczynka zobaczyła matkę leżącą twarzą do ziemi na dywanie, jakby była nieprzytomna albo ciężko chora.

Dorothy miała na sobie czerwoną jedwabną piżamę i czerwone pantofle. Ten szczegół stał się jednym z najbardziej zapamiętanych elementów sprawy. Nie chodziło o kobietę gotową do wyjścia, ubraną w płaszcz i buty. Najbardziej przerażające w relacji Marcy jest zachowanie nieznajomego. Dziewczynka zapytała, co robi. Mężczyzna nie uciekł w panice, nie rzucił się na dziecko, nie próbował jej uciszyć przemocą. Miał pogłaskać ją po głowie i powiedzieć, żeby wróciła spać, bo jej mama jest chora, ale wszystko będzie dobrze.

Potem podniósł Dorothy, przerzucił ją przez ramię, zniósł na dół i wyszedł z domu. Według opowieści dziecka, zamknął za sobą drzwi. To zachowanie do dziś budzi najwięcej pytań. Sprawca nie wyglądał na przypadkowego włamywacza, zaskoczonego obecnością domowników. Zachował spokój człowieka, który miał cel, wiedział, gdzie jest, i nie bał się kilkuletniego świadka.

Policja nie od razu uwierzyła dziecku

Relacja Marcy brzmiała jak koszmar. Dla śledczych była trudna do przyjęcia, bo opisywała sytuację niemal nierealną: obcy mężczyzna wchodzi do domu, wynosi nieprzytomną kobietę z sypialni, rozmawia z dzieckiem i znika bez śladu.

Początkowo policja miała wątpliwości, czy dziecko nie pomyliło snu z rzeczywistością albo czy nie odtworzyło czegoś w sposób zniekształcony przez strach. Później Marcy została zbadana przez specjalistę i uznano, iż jej relacja jest wiarygodna w granicach dziecięcej pamięci. To nie rozwiązało sprawy. Przeciwnie - uczyniło ją jeszcze bardziej niepokojącą.

Nie było śladów włamania

Dom nie dawał odpowiedzi. Nie znaleziono śladów wyważenia drzwi. Nie było wybitej szyby. Nie było krwi, walki ani porozrzucanych mebli, które wskazywałyby na gwałtowną szarpaninę. Nic wartościowego nie zginęło. Sprawca nie zostawił odcisków palców ani przedmiotu, który można byłoby z nim połączyć.

To tworzyło kilka możliwości, każdą równie nieprzyjemną. Mógł mieć klucz. Mógł zostać wpuszczony. Mógł znać układ domu. Mógł wejść wcześniej i czekać. Mógł wiedzieć, iż Julesa nie będzie, iż w domu są tylko dzieci, i iż Dorothy będzie bezbronna. Żadnej z tych wersji nigdy nie udało się udowodnić.

Powtórzył się ten sam schemat

Dla śledczych i rodziny szczególnie ważne było podobieństwo do ataku z 1945 roku. W obu przypadkach prywatna przestrzeń domu Forsteinów została naruszona. W obu przypadkach nie chodziło o rabunek. W obu przypadkach celem była Dorothy. W obu przypadkach sprawca zniknął, nie zostawiając po sobie wystarczającego śladu.

To naturalnie prowadziło do pytania, czy ten sam człowiek, który niemal zabił Dorothy w 1945 roku, wrócił cztery lata później, żeby dokończyć to, czego wtedy nie zrobił. Taka hipoteza brzmi logicznie, ale sama logika nie wystarcza w śledztwie. Nie było dowodu, który łączyłby oba zdarzenia z konkretnym człowiekiem.

Poszukiwania bez przełomu

Po zaginięciu rozpoczęto szerokie poszukiwania. Policja sprawdzała szpitale, hotele, pensjonaty, kostnice, domy opieki, placówki psychiatryczne i miejsca, w których mogła znaleźć się kobieta bez dokumentów albo w ciężkim stanie. Rozsyłano zawiadomienia z opisem Dorothy. Sprawdzano kobiety o nieustalonej tożsamości.

Nie znaleziono nic. Ani ciała. Ani czerwonej piżamy. Ani pantofli. Ani przedmiotu, który wskazywałby, gdzie zabrano Dorothy. Żaden świadek nie powiedział, iż widział mężczyznę niosącego kobietę przez ulicę. Żaden sąsiad nie wskazał samochodu, którym mogła zostać wywieziona. Tak jakby Dorothy opuściła dom i zniknęła w nocy jak duch.

Czy była to zemsta?

Jedna z hipotez zakładała, iż Dorothy mogła zostać skrzywdzona z powodu pracy męża. Jules Forstein jako sędzia, mógł wydawać decyzje, które komuś zniszczyły życie, odebrały wolność, pieniądze albo poczucie sprawiedliwości. W takim scenariuszu Dorothy nie byłaby adekwatnym celem z osobistego powodu, ale narzędziem zemsty na mężu.

Ta wersja tłumaczyłaby brak kradzieży i brutalność wcześniejszego ataku. Nie tłumaczyła jednak wszystkiego. Dlaczego sprawca czekał cztery lata? Dlaczego porwał Dorothy, zamiast zostawić ją martwą na miejscu? Jak udało mu się wejść do domu i wynieść ją bez świadków? Dlaczego nigdy nie pojawił się list, żądanie, przyznanie do winy ani jakikolwiek komunikat?

Czy znała napastnika?

Druga możliwość pozostało bardziej zagadkowa, Dorothy mogła znać osobę, która weszła do domu. Brak śladów włamania może sugerować, iż sprawca miał dostęp albo został wpuszczony. jeżeli tak było, sprawa przestaje być historią o anonimowym człowieku z ulicy, a zaczyna być historią o kimś z bliższego lub dalszego otoczenia.

Ale i ta wersja pozostaje hipotezą. Nie znaleziono dowodu na romans, szantaż, rodzinny konflikt ani osobę, która przed zaginięciem nękała Dorothy. Jej życie po ataku z 1945 roku było naznaczone strachem, ale nigdy nie wskazano konkretnego nazwiska. Sprawca - czy jeden, czy dwóch różnych - pozostał bez twarzy.

Sprawa, która ucichła

Prasa pisała o zniknięciu żony sędziego, ale zainteresowanie mediów z czasem słabło. To częsty mechanizm starych spraw: pierwsze dni są pełne nagłówków, pytań i sensacyjnych opisów, potem temat zaczyna znikać, jeżeli nie ma ciała, aresztowania albo przełomu.

Rodzina została z ciszą. Dzieci straciły matkę w sposób, którego nie dało się zamknąć prostym wyjaśnieniem. Jules Forstein nie dostał odpowiedzi, kto wszedł do jego domu i wyniósł żonę. Marcy przez całe życie musiała nosić obraz obcego mężczyzny, który mówi jej, iż mama jest chora, a potem zabiera ją w noc.

Sprawa Dorothy Forstein pozostaje jedną z najbardziej niepokojących w amerykańskich archiwach zaginięć. Gdyby żyła, miałaby już ponad 110 lat, więc realnie nie chodzi o odnalezienie jej żywej. Chodzi o odpowiedź, której nigdy nie było: kto ją zabrał, dokąd, dlaczego i czy był to ten sam człowiek, który cztery lata wcześniej niemal ją zabił.

Jej ciało nigdy nie zostało odnalezione. Sprawca nigdy nie stanął przed sądem. A dom, który miał chronić rodzinę, stał się miejscem jednej z najbardziej tajemniczych scen w historii zaginięć Filadelfii.

Kinga Gieraga

Źródła:

https://medium.com/@jewels54476/unsolved-disappearance-of-dorthy-forstein-c6d6ea75c912

https://vocal.media/criminal/the-abduction-of-dorothy-forstein

International Missing Persons Wiki - Fandom - https://int-missing.fandom.com/wiki/Dora_Forstein

https://en.wikipedia.org/wiki/Disappearance_of_Dorothy_Forstein

Idź do oryginalnego materiału