Czasem wystarczy kilka scrolli na Instagramie czy TikToku, by w głowie pojawiła się myśl, iż koniecznie musimy coś zmienić w swojej diecie. Sięgamy wtedy po nowe zasady, nowe zakazy, nowe "lepsze wybory", które obiecują silny organizm, ciało bogini i długowieczność. Łatwo wpaść w żywieniowy wir i zacząć działać bez większego zastanowienia. Wtedy powielamy schematy, które nie zawsze idą w parze ze zdrowiem. Ta "żelazna czwórka" wraca jak refren znanej piosenki. O jakie błędy chodzi? Już tłumaczymy.
REKLAMA
Zobacz wideo "Gwiazd na miarę Grażyny Torbickiej już nie będzie". Marcin Prokop w "Z bliska"
Czy eliminacja węglowodanów jest zdrowa? Ciało potrzebuje energii z cukrów
Jeszcze kilka lat temu pieczywo czy makaron były czymś zupełnie normalnym w codziennym menu. Dziś coraz częściej trafiają na listę "zakazanych produktów" wśród części osób, które przechodzą na dietę. Węglowodany zaczęły mieć opinię głównych winowajców problemów z wagą. Tymczasem, jak czytamy w serwisie vidmed.pl, organizm widzi to zupełnie inaczej.
Mózg działa na glukozie. To jego podstawowe "paliwo", bez którego trudno mówić o koncentracji czy sprawnym myśleniu. Dlatego gdy ktoś radykalnie ogranicza węglowodany, często pojawia się rozdrażnienie, spadek energii, problemy z pamięcią. To nie przypadek. Organizm po prostu dostaje mniej tego, czego potrzebuje do pracy na pełnych obrotach.
Do tego dochodzi kwestia energii w ciągu dnia. Węgle działają trochę jak benzyna w samochodzie. Bez nich da się ruszyć, ale daleko się nie zajedzie. Oczywiście białko i tłuszcze też jej dostarczają, jednak to właśnie węglowodany są dla ciała najbardziej dostępne i szybkie w użyciu. Dlatego ich brak często kończy się uczuciem zmęczenia, choćby po dobrze przespanej nocy.
I tu pojawia się ważne doprecyzowanie, które często umyka w dietetycznych trendach. - To nie pieczywo ani ziemniaki tuczą, tylko nadwyżka kaloryczna w naszej diecie - tłumaczyła w rozmowie z serwisem kobieta.gazeta.pl ekspertka od żywienia i trenerka Natalia Kruczyńskat. Bez deficytu kalorycznego trudno mówić o spadku wagi, niezależnie od tego, czy ktoś je węglowodany, czy całkowicie wyklucza je ze swojego menu.
Nie można też wrzucać wszystkiego do jednego worka. Produkty pełnoziarniste, kasze, warzywa czy owoce to zupełnie inna historia niż słodycze, czy przetworzone przekąski. Te pierwsze dostarczają błonnika, który wspiera trawienie i pomaga utrzymać regularność pracy jelit. Dzięki temu rzadziej pojawiają się wzdęcia, a codzienny komfort wyraźnie się poprawia.
Warto też pamiętać o wpływie na nastrój. Węglowodany uczestniczą w procesach związanych z produkcją serotoniny, czyli hormonu odpowiedzialnego za dobre samopoczucie. Przy ich dużym ograniczeniu częściej pojawia się smutek, problemy ze snem czy brak motywacji. To coś, co wiele osób zauważa dopiero po czasie.
Paradoks polega na tym, iż problem rzadko leży w samych węglowodanach. Znacznie częściej chodzi o nadmiar wysoko przetworzonej żywności. To właśnie ona dostarcza dużej ilości kalorii, a jednocześnie kilka wartości odżywczych. Eliminowanie całej grupy produktów nie rozwiązuje tej kwestii, a potrafi tylko wprowadzić chaos.
WęglowodanySebastian Duda / Shutterstock
Dlaczego głodówki są złe? Długie posty mogą narobić "bałaganu" w organizmie
Post przerywany czy krótsze przerwy od jedzenia pojawiają się w wielu planach żywieniowych. W uporządkowanej formie mogą pomagać niektórym osobom lepiej kontrolować godziny posiłków albo ograniczyć podjadanie. Gorzej, gdy rozsądne podejście przeradza się w ekstremum.
Różnica między postem a głodówką jest spora. W pierwszym przypadku chodzi o zaplanowane okna jedzenia, np. kilka godzin w ciągu dnia. W drugim o długie przerwy, które potrafią trwać dobę lub więcej. I to właśnie ten scenariusz niesie większe ryzyko.
Organizm w pierwszych godzinach radzi sobie całkiem sprawnie. Zużywa zapasy energii, zmienia sposób jej pozyskiwania. U niektórych pojawia się choćby chwilowe uczucie lekkości czy większej koncentracji. Jak opisuje mgr farmacji Ewa Szwedo na łamach serwisu aptekawsieci.pl, im dłużej trwa przerwa od jedzenia, tym większe zmiany zachodzą w organizmie.
Pojawiają się bóle głowy, spadki energii, rozdrażnienie. U części osób dochodzi do zawrotów albo problemów z koncentracją. Przy dłuższych głodówkach dochodzi też kwestia elektrolitów i nawodnienia. Ich zaburzenia potrafią dać bardzo konkretne objawy, od osłabienia po omdlenia. Często pomijany pozostało jeden element. To, co dzieje się po zakończeniu postu. Po długiej przerwie łatwo o nadmierne jedzenie, bo ciało próbuje nadrobić braki. Zwykle kończy się to skokami energii, uczuciem ciężkości i powrotem do punktu wyjścia.
Nie każdy organizm reaguje tak samo. Wiek, styl życia, aktywność fizyczna czy stan zdrowia mają ogromne znaczenie. To, co dla jednej osoby jest neutralne, dla innej może okazać się zbyt dużym obciążeniem. Dlatego podejście "im więcej, tym lepiej" w tym przypadku zwyczajnie się nie sprawdza.
"Fit" na etykiecie, ale co w środku? Moda na odchudzone produkty trwa w najlepsze
Spacer po sklepie spożywczym potrafi wyglądać jak mała wystawa zdrowego stylu życia. "Light", "bez cukru", "proteinowy" - opakowania przyciągają wzrok i podpowiadają szybki wybór. Problem w tym, iż etykieta nie zawsze mówi całą prawdę. W wielu produktach oznaczonych jako "fit" zamiast cukru pojawiają się substancje słodzące. Aspartam, sukraloza czy ksylitol mają nadać smak bez kalorii, ale jak czytamy w serwisie poradnikzdrowie.pl, nie pozostają obojętne dla organizmu. Część badań wskazuje, iż mogą wpływać na apetyt i zwiększać ochotę na słodkie rzeczy.
Sytuacja wygląda znajomo. Ktoś sięga po jogurt "bez cukru", baton proteinowy albo napój oznaczony napisem "light", myśląc, iż to lepszy wybór. Po chwili pojawia się chęć na coś jeszcze. Organizm dostaje sygnał słodkiego smaku, ale nie idzie za tym realna energia. To potrafi rozregulować mechanizmy sytości.
Kolejna sprawa to skład. Produkty, które mają uchodzić za dietetyczne, często są bardziej przetworzone niż ich klasyczne odpowiedniki. Żeby poprawić smak, konsystencję i trwałość, dodaje się różne substancje technologiczne. W efekcie "fit" nie zawsze znaczy prosty czy naturalny. Dobrym przykładem są smakowe serki, napoje proteinowe czy choćby pieczywo oznaczane jako "light". Na pierwszy rzut oka wpisują się w zdrowy styl życia. Po przeczytaniu składu okazuje się jednak, iż lista dodatków jest całkiem długa. A ilości słodzików nie zawsze są jasno podane.
To nie znaczy, iż każdy taki produkt trzeba skreślać. Chodzi raczej o świadomość. Etykieta jest tylko początkiem. To skład i sposób przetworzenia decydują o tym, co faktycznie trafia na talerz. I czy rzeczywiście wspiera codzienną dietę.
produkty lightAlexander Mils/unsplash.com
Czy rezygnacja z glutenu jest zdrowa? Nie każdy powinien go unikać
Stał się jednym z najbardziej "podejrzanych" składników w diecie. Wiele osób odstawia go na wszelki wypadek, licząc na lepsze samopoczucie. Tyle iż sprawa nie jest taka prosta. Gluten to naturalne białko obecne w zbożach, takich jak pszenica, żyto czy jęczmień. To właśnie dzięki niemu pieczywo jest sprężyste, a ciasto lekkie. W zwykłej diecie dostarcza też sporej ilości białka roślinnego.
U części osób jego eliminacja jest konieczna. Dotyczy to przede wszystkim celiakii i nadwrażliwości na gluten, kiedy organizm reaguje stanem zapalnym i problemami jelitowymi. W takiej sytuacji dieta bezglutenowa to nie wybór, tylko element leczenia. Zupełnie inaczej wygląda to u osób zdrowych. Jak podkreśla dr Anna Wojtasik z Instytutu Żywności i Żywienia w wypowiedzi dla serwisu naukawpolsce.pl, nie ma podstaw, by profilaktycznie usuwać gluten z jadłospisu, jeżeli nie ma ku temu wskazań.
Problem zaczyna się w momencie, gdy za decyzją stoi moda, a nie realna potrzeba organizmu. Dieta bezglutenowa często oznacza sięganie po gotowe zamienniki, które mają dłuższy skład i więcej dodatków. Na talerzach pojawia się więcej tłuszczu, cukru i soli. W dłuższej perspektywie taki sposób odżywiania może sprzyjać nadwadze albo problemom z układem krążenia.
W codziennym życiu wygląda to dość typowo. Zamiast zwykłego chleba trafia do koszyka jego bezglutenowa wersja, która syci słabiej i smakuje inaczej. Do tego dochodzą przekąski czy gotowe produkty oznaczone jako "bez glutenu", które wcale nie są prostsze w składzie. Nagle robi się więcej kombinowania, a mniej przyjemności z jedzenia.
Dlatego zanim całkowicie wyeliminujemy z diety jakąś grupę produktów, warto zadać sobie jedno pytanie: czy organizm naprawdę tego potrzebuje? Czasem lepszym rozwiązaniem jest uporządkowanie podstaw, zamiast ślepe podążania za trendem. Jak podchodzisz do dietetycznych trendów? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.









