Zmarznięty kociak o nietypowej buźce pojawił się przy sklepie i błagał o pomoc

newsempire24.com 15 godzin temu

Zmarznięty kociak o nieco fikuśnej mordce zawędrował pod wiejski sklep spożywczy i szukał pomocy

Maleńki, dość niepozorny kotek pojawił się znikąd pod sklepem w małej polskiej miejscowości, jakby sam tam trafił, albo ktoś go podrzucił między bułki i śledzia. Mała, puchata dziewczynka kręciła się niespokojnie, podkulała łapki i aż trzęsła się z zimna oraz wilgoci. Jej żałosne miauuuu niespecjalnie wzruszało przechodniów no cóż, jej pyszczek cały pokryty był strupkami, oczka prawie niewidoczne, futro na szyi i uszach wyglądało, jakby przeszła przez suszarkę, a potem przez pokrzywy. Skąd się tam wzięła, to jedna z pytań wszechświata, na które nigdy nie poznamy odpowiedzi ale wyglądała żałośnie.

Sprzedawczynie ze sklepu wpuszczały biedną do środka na chwilę, żeby się ogrzać i choćby popryskały ją jakimiś kropelkami na robale , niestety efekty ich działań były raczej symboliczne. Kicia codziennie przydreptywała pod drzwi, punktualnie jak PKP, i uparcie dopraszała się, żeby ją wziąć na ręce.

Zima czaiła się tuż za rogiem, a dziewczynka, która już przy -5 stopniach wyczyniała taniec świętego Wita, raczej nie przeżyłaby klimatycznych rekordów -15 czy -20. Jedna ze sprzedawczyń przypomniała sobie, iż latem zabraliśmy również kota, którego ktoś kiedyś podrzucił pod ten sam sklep, i znów poprosiła nas o pomoc.

Gdy przyjechaliśmy po tę filigranową damę, kręciła się pod naszymi nogami i wokół transportera, jakby rozumiała, iż właśnie dostała ostatnią szansę na ucieczkę spod chmur i kałuży. Stawała na tylnych łapkach, oplatała ogonem nasze dłonie, robiła wszystko, żeby się przypodobać. Gdyby umiała zrobić kawę, pewnie by zrobiła.

Już na zdjęciu było jasne to świerzb. Na szczęście choroba nie była jeszcze w zaawansowanym stadium i dawała się wyleczyć. Kilka kropelek preparatu na kark Stronghold albo Inspektor i bardzo gwałtownie sytuacja zaczęła wyglądać lepiej.

Trafiwszy do tymczasowego domu pełnego ciepła i troski, kicia zaczęła mruczeć jak traktor Ursus i łasić się do wszystkich wokół, nie omijając choćby odkurzacza. Przez pierwsze dwa dni jadła i spała na zmianę, jak student podczas sesji.

Imię przyszło samo Pyra. Dziewczynka była bowiem cała taka pulchna i nierówna, naprawdę przypominała małego ziemniaka może trochę pokracznego, ale tak bardzo urokliwego, iż nie dało się jej nie lubić. Ten okres trwał jednak niedługo: po dwóch zabiegach specjalistycznymi kropelkami pokazała się mała, bystra kotka o wielkich oczach i już wcale niebrzydkiej buźce.

Futro na uszkach i łapkach jeszcze odrasta, ale to przecież kwestia czasu, przecież Polska nie została zbudowana w jeden dzień. Pyra już została zapisana na sterylizację i stopniowo zamienia się w zdrową, zadbaną i absolutnie czarującą kotkę taka kocia wersja Kopciuszka po przemianie, tylko zamiast karety transporter.

Idź do oryginalnego materiału