Zofio, między nami koniec! rzucił Michał lodowatym głosem. Marzę o normalnej rodzinie i dzieciach. Ty tego nie możesz mi dać. Złożyłem już wniosek o rozwód. Masz trzy dni na spakowanie manatków. Jak wyjedziesz, daj znać. Ja na razie u mamy, póki nie przygotuję mieszkania dla malucha i jego matki. Nie zdziw się, moja nowa sympatia jest w ciąży! Trzy dni, Zofio!
Zofia milczała, czując jakby ziemia uciekała jej spod stóp. Co niby miała odpowiedzieć? Przez pięć lat walczyli o dziecko, ale trzy razy nadzieja zamieniała się w łzy. Lekarze powtarzali, iż wszystko z nią w porządku, a jednak za każdym razem coś szło nie tak. Zofia prowadziła zdrowy tryb, w ciąży była jeszcze bardziej ostrożna niż szkło. Ostatnio zemdlała w pracy, a pogotowie przyjechało o chwilę za późno…
Drzwi trzasnęły za Michałem, a Zofia, wyczerpana jak po maratonie, osunęła się na kanapę. Nie miała siły ruszyć palcem w sprawie pakowania. Dokąd się udać? Przed ślubem mieszkała u ciotki, ale ciotka odeszła, a mieszkanie sprzedał jej kuzyn. Wrócić do wsi Brzozów, do starego domu babci? Wynająć coś? A co z pracą? Myśli krążyły jak muchy, a czas leciał nieubłaganie.
Rano drzwi się otworzyły i do środka wkroczyła teściowa, Elżbieta.
Nie śpisz? Szczęście w nieszczęściu, powiedziała sucho. Przyszłam pilnować, żebyś nie zabrała niczego, co ci się nie należy.
Nie planuję brać starych skarpet twojego syna, skrzywiła się Zofia. Chcesz zrobić dokładny spis moich rzeczy?
Ależ ty jesteś bezczelna! A kiedyś byłaś taka miła i potulna. To ja powiedziałam Michałowi po pierwszej ciąży, iż z ciebie matka nigdy nie będzie.
Przyjechałaś tylko po to, żeby to powiedzieć? To lepiej zamknij buzię i pilnuj.
Dlaczego zabierasz serwis? zaniepokoiła się teściowa.
Bo jest mój, od ciotki, pamiątka po niej.
Zostanie tu pusto bez niego!
To nie mój problem. Za to będziesz miała wnuka.
Bierz tylko to, co twoje!
Laptop, ekspres do kawy i mikrofalówka to prezenty od kolegów z pracy. Samochód kupiłam jeszcze przed ślubem. Twój syn ma przecież swój.
Masz wszystko, czego trzeba, tylko dzieci nie potrafisz mieć!
Twoja sprawa? Chyba nie. Wygląda na to, iż tak sobie Pan Bóg zaplanował.
Nie żałujesz? A może zrobiłaś to celowo?
Bzdury pleciesz. Sama myśl o tym sprawia mi ból.
Zofia rozejrzała się wokół jej drobiazgi zniknęły. Szczotka do włosów, kosmetyki, kapcie Coś jednak pominęła. Obecność teściowej działała jej na nerwy. Przypomniała sobie figurkę kota od babci. W środku był schowek z kolczykami i pierścionkiem nic drogiego, ale pełne wspomnień. Michał machał na to ręką. Czyżby wyrzucił? Zofia podeszła do balkonu.
Co tam wypatrujesz? dobiegł głos teściowej. Weź swoje graty i spływaj!
Znalazła kotka, wszystko nietknięte. Teraz mogła ruszać.
Oto klucze, pa pa. Obyśmy się już nie spotkali.
Zofia poszła do biura. Była na zwolnieniu, ale poprosiła o urlop.
Trzymamy kciuki, powiedział szef. Tylko bez ciebie jest ciężko. Trzy tygodnie wystarczą?
Zofia zamknęła oczy i poczuła, jak dłoń Pawła delikatnie ją ściska, wiedząc, iż po tylu łzach jej nowe życie dopiero się zaczyna.Zofio, między nami koniec! rzucił Michał lodowatym głosem. Marzę o normalnej rodzinie i dzieciach. Ty tego nie możesz mi dać. Złożyłem już wniosek o rozwód. Masz trzy dni na spakowanie manatków. Jak wyjedziesz, daj znać. Ja na razie u mamy, póki nie przygotuję mieszkania dla malucha i jego matki. Nie zdziw się, moja nowa sympatia jest w ciąży! Trzy dni, Zofio!
Zofia milczała, czując jakby ziemia uciekała jej spod stóp. Co niby miała odpowiedzieć? Przez pięć lat walczyli o dziecko, ale trzy razy nadzieja zamieniała się w łzy. Lekarze powtarzali, iż wszystko z nią w porządku, a jednak za każdym razem coś szło nie tak. Zofia prowadziła zdrowy tryb, w ciąży była jeszcze bardziej ostrożna niż szkło. Ostatnio zemdlała w pracy, a pogotowie przyjechało o chwilę za późno…
Drzwi trzasnęły za Michałem, a Zofia, wyczerpana jak po maratonie, osunęła się na kanapę. Nie miała siły ruszyć palcem w sprawie pakowania. Dokąd się udać? Przed ślubem mieszkała u ciotki, ale ciotka odeszła, a mieszkanie sprzedał jej kuzyn. Wrócić do wsi Brzozów, do starego domu babci? Wynająć coś? A co z pracą? Myśli krążyły jak muchy, a czas leciał nieubłaganie.
Rano drzwi się otworzyły i do środka wkroczyła teściowa, Elżbieta.
Nie śpisz? Szczęście w nieszczęściu, powiedziała sucho. Przyszłam pilnować, żebyś nie zabrała niczego, co ci się nie należy.
Nie planuję brać starych skarpet twojego syna, skrzywiła się Zofia. Chcesz zrobić dokładny spis moich rzeczy?
Ależ ty jesteś bezczelna! A kiedyś byłaś taka miła i potulna. To ja powiedziałam Michałowi po pierwszej ciąży, iż z ciebie matka nigdy nie będzie.
Przyjechałaś tylko po to, żeby to powiedzieć? To lepiej zamknij buzię i pilnuj.
Dlaczego zabierasz serwis? zaniepokoiła się teściowa.
Bo jest mój, od ciotki, pamiątka po niej.
Zostanie tu pusto bez niego!
To nie mój problem. Za to będziesz miała wnuka.
Bierz tylko to, co twoje!
Laptop, ekspres do kawy i mikrofalówka to prezenty od kolegów z pracy. Samochód kupiłam jeszcze przed ślubem. Twój syn ma przecież swój.
Masz wszystko, czego trzeba, tylko dzieci nie potrafisz mieć!
Twoja sprawa? Chyba nie. Wygląda na to, iż tak sobie Pan Bóg zaplanował.
Nie żałujesz? A może zrobiłaś to celowo?
Bzdury pleciesz. Sama myśl o tym sprawia mi ból.
Zofia rozejrzała się wokół jej drobiazgi zniknęły. Szczotka do włosów, kosmetyki, kapcie Coś jednak pominęła. Obecność teściowej działała jej na nerwy. Przypomniała sobie figurkę kota od babci. W środku był schowek z kolczykami i pierścionkiem nic drogiego, ale pełne wspomnień. Michał machał na to ręką. Czyżby wyrzucił? Zofia podeszła do balkonu.
Co tam wypatrujesz? dobiegł głos teściowej. Weź swoje graty i spływaj!
Znalazła kotka, wszystko nietknięte. Teraz mogła ruszać.
Oto klucze, pa pa. Obyśmy się już nie spotkali.
Zofia poszła do biura. Była na zwolnieniu, ale poprosiła o urlop.
Trzymamy kciuki, powiedział szef. Tylko bez ciebie jest ciężko. Trzy tygodnie wystarczą?
Zofia zamknęła oczy i poczuła, jak dłoń Pawła delikatnie ją ściska, wiedząc, iż po tylu łzach jej nowe życie dopiero się zaczyna.









