Ponieważ siarczyste mrozy w Polsce nie odpuszczają, postanowiłem poruszyć temat, który pozornie wydaje się banalny, ale jestem przekonany, iż wielu z was o nim zapomina. Z tymi najbardziej oczywistymi rozwiązaniami często tak właśnie jest.
Będzie o komforcie termicznym przy niskich temperaturach, a dokładniej o fasonach ubrań i butów, które ten komfort mogą realnie poprawić.
FIZYKA, GŁUPCZE
Zimą myślimy zwykle schematycznie. Szukamy grubej kurtki albo płaszcza, najlepiej z dużą zawartością wełny lub naturalnego puchu. Dokładamy do tego wełniany sweter, buty za kostkę i ciepłe skarpety. Pamiętamy również o tym, by chronić głowę oraz dłonie.
W teorii wszystko się zgadza i powinno gwarantować dobry komfort termiczny. A jednak, mimo to, po kilkunastu minutach na zewnątrz zaczynamy marznąć. I wtedy pojawia się pytanie: jak to możliwe, skoro mam na sobie „ciepłe” rzeczy?
Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać i kilka ma wspólnego z modą, a bardzo dużo z fizyką.
Zacznijmy jednak od tych cech, które jako pierwsze przychodzą do głowy. Naturalne surowce, szczególnie te wełniane? Jak najbardziej, wełna owcza, merynosowa i kaszmir mają wspaniałe adekwatności, które bez wątpienia pomagają komfortowo przetrwać siarczyste mrozy. Tkaniny o wysokiej gramaturze? Oczywiście, bo przecież mięsisty sztruks da nam lepszą ochronę przed zimnem niż cienka bawełna stosowana na wiosenne chinosy. Puch i pierze? Tak, szczególnie puch gęsi bardzo skutecznie chroni przed zimnem i dlatego od dekad wciąż jest wykorzystywany w profesjonalnej odzieży górskiej. Ubieranie warstwowe? To też dobry pomysł.
Te sposoby raczej każdy zna, ale czy pamiętacie, że…
NAJLEPSZA IZOLACJA TO… POWIETRZE?
Ja to zdanie doskonale pamiętam z lekcji fizyki w szkole podstawowej, ale jeżeli wasza pamięć nie sięga tak daleko, wystarczy rozejrzeć się tam, gdzie inne obszary naszego życia od lat muszą radzić sobie z niskimi i wysokimi temperaturami.
Dobrym tropem jest budownictwo. Przyjrzyjmy się oknom i to wcale nie tym najnowocześniejszym, z pakietami trzyszybowymi i kosmicznymi współczynnikami przenikania ciepła. Zanim takie rozwiązania wymyślono, przez setki lat stosowano tzw. okna skrzynkowe, których idea była zaskakująco prosta.
Składały się one z dwóch oddzielnych skrzydeł, pomiędzy którymi powstawała zamknięta, kilkunastocentymetrowa przestrzeń powietrzna. I to właśnie ta pozornie „pusta” przestrzeń była kluczowa dla utrzymania ciepła we wnętrzu. Nie samo drewno ram ani same szyby, ale powietrze uwięzione pomiędzy nimi.
Ta przestrzeń działała jak naturalny bufor. Zimą ograniczała ucieczkę ciepła z domu, a latem spowalniała nagrzewanie się wnętrz. Co ważne, powietrze było tam zamknięte i względnie nieruchome, a to właśnie taki stan sprawia, iż jest ono doskonałym izolatorem. Dokładnie na tej samej zasadzie działają dziś nowoczesne pakiety szybowe, tylko w bardziej zaawansowanej technologicznie formie.
I teraz najważniejsze: ta zasada w ogóle się nie zestarzała. Zmieniły się materiały, konstrukcje i normy, ale fizyka pozostała niezmienna.
DOKŁADNIE TAK SAMO JEST Z UBRANIAMI
W kontekście ubrań zimowych często skupiamy się wyłącznie na materiale: ile procent wełny, czy jest puch, jaka gramatura, jaka podszewka. Tymczasem istotny element bardzo często nam umyka – przestrzeń powietrzna pomiędzy ciałem a ubraniem.
Warto mieć świadomość, iż mocno dopasowane ubrania mogą obniżać nasz komfort termiczny. Czyli będzie nam w nich zimno. Mam tu na myśli głównie spodnie i okrycia wierzchnie – jeżeli będą one mocno dopasowane do ciała, to pomiędzy naszą skórą, a ubraniem zabraknie bufora powietrznego. Materiał będzie wtedy przylegał bezpośrednio do skóry, a ciepło z ciała „ucieknie” znacznie szybciej, z kolei zimne powietrze z zewnątrz od razu wychładza organizm.
Można to ująć jeszcze prościej: ciasne spodnie zimą działają jak pojedyncza szyba w oknie. Luźniejszy fason – jak podwójne skrzydło z izolacyjną przestrzenią pomiędzy.
A zatem jeżeli jesteście zmarzluchami i choćby w grubych dżinsach i wełnianym płaszczu marzniecie, to możliwe, iż to właśnie zbyt obcisłe fasony są za to odpowiedzialne.
I dokładnie dlatego czasem marzniemy w „ciepłych” ubraniach, a innym razem czujemy komfort mimo teoretycznie cieńszych warstw. O wszystkim decyduje nie tylko to, z czego ubranie jest wykonane, ale jaką przestrzeń powietrzną pozwala stworzyć między naszym ciałem, a mroźnym powietrzem.
ZIMOWY BŁĄD, KTÓRY ZACZYNA SIĘ OD STÓP
Jeszcze wyraźniej widać to na przykładzie obuwia. Tu ważna jest nie tylko wysoka cholewka, grubsza podeszwa i porządna skóra, ale też odpowiedni luz dla stopy w środku buta.
Buty zimowe nie powinny być mocno dopasowane do stopy, ponieważ wewnątrz zabraknie miejsca na przestrzeń powietrzną. Stopa wówczas szybciej traci ciepło przy bardzo niskich temperaturach. Proste porównanie? Zimowy but działa jak termos. jeżeli ścianki są zbyt blisko siebie, ciepło ucieka szybciej. jeżeli pomiędzy nimi jest przestrzeń – temperatura utrzymuje się znacznie dłużej.
Warto zatem wybierać kształty kopyt dające trochę wolnej przestrzeni we wnętrzu buta lub – co sugeruję z własnego doświadczenia – spróbować przymierzyć buty rozmiar lub pół rozmiaru większe.
Ta wolna przestrzeń w bucie ma jeszcze kilka zalet. Po pierwsze, pozwala na poruszanie palcami we wnętrzu buta. Doceni to każdy, kto choć raz musiał stać na siarczystym mrozie kilkanaście minut. Po drugie, u osób z nadpotliwością stóp, ten bufor powietrzny zmniejszy dyskomfort z tym związany, bo skarpeta będzie miała szansę choć częściowo wyschnąć podczas noszenia, nie będzie uczucia ciągle mokrej stopy. Po trzecie, większy luz w bucie pozwala na założenie grubszych skarpet. Po czwarte, ułatwia to krążenie krwi.
PODSUMOWANIE
Zimą nie chodzi o to, żeby wyglądać jak wciśniętym w pancerz, tylko żeby było nam zwyczajnie ciepło. A to często oznacza jedno: trochę więcej luzu – w spodniach, w płaszczu i w butach. Paradoksalnie im mniej „idealnie”, tym lepiej dla komfortu. Fizyka jest w tej kwestii bezlitosna i zupełnie nie interesuje się trendami.
Dlatego:
- w ciasnych spodniach założonych na gołe ciało zmarzniemy szybciej niż w luźniejszym fasonie,
- wełniany, ale zbyt mocno dopasowany płaszcz będzie „chłodniejszy” niż model o swobodniejszym kroju,
- idealnie dopasowane buty zimowe (np. szczupłe sztyblety) często są złym wyborem, bo niska temperatura od razu przechodzi z cholewki na naszą skarpetę i skórę.
Podzielcie się w komentarzach waszymi patentami na siarczyste mrozy.









