
półmartwe zimowanie
regeneracja...
/moje haiku/
Śnieg, mróz, szare dni to zdecydowanie nie moje klimaty. I dlatego niemal codziennie muszę przypominać sobie, iż zima nie musi być tylko czasem "przetrwania" choćby gdy dłonie grabieją a zziębnięte myśli zastygają w sople. Z trudem ale motywuję się do różnych aktywności by "nie zgasnąć". Nie musi być to zawsze aktywność fizyczna. Tłumaczę sobie, iż zima może być po prostu inną wersją normalności – z tym samym rytmem dnia, ruchem, światłem i dbałością o podstawy mojej codzienności. Co prawda bez fajerwerków ale i bez hibernacji. No i bez udawania, iż wszystko samo wróci niczym bociany na wiosnę. W tych staraniach podpieram się też nadzieją. Bowiem po przesileniu zimowym dzień staje się coraz dłuższy. A wydłużenie to jest już wyraźnie zauważalne i każdy dzień jest dłuższy od poprzedniego ...zatem przyroda zmierza ku wiośnie i niedługo nadejdą te, tak wyczekiwane przeze mnie cieplejsze dni...











