Ten sezon narciarski długo kazał na siebie czekać. Grudzień minął pod znakiem dodatnich temperatur i braku śniegu – zarówno w Polsce, jak i u naszych południowych sąsiadów. Stoki przez wiele tygodni pozostawały zielone, a prognozy bardziej przypominały późną jesień niż początek zimy. Dopiero po Nowym Roku przyszło wyraźne ochłodzenie i opady, które pozwoliły ośrodkom narciarskim ruszyć pełną parą. Wtedy wreszcie można było mówić o prawdziwej zimie. Jednym z miejsc, gdzie warunki gwałtownie się ustabilizowały, była właśnie Kubińska Hola.Na Kubińską Holę pojechaliśmy w środku tygodnia, 8 stycznia, w momencie gdy po Nowym Roku warunki w końcu ustabilizowały się.
Ten wyjazd był dla nas czymś więcej niż tylko jednodniowym wypadem na narty. Stanowił naturalną kontynuację redakcyjnej akcji z poprzedniego sezonu, w ramach której opisywaliśmy i porównywaliśmy stoki narciarskie w Polsce i na Słowacji. Od lokalnych ośrodków blisko Krakowa, przez większe kurorty, aż po słowackie stacje po drugiej stronie Tatr. Tamten cykl nauczył nas jednego: nie wystarczy spojrzeć na mapę tras czy wysokość n.p.m. – liczy się układ stoku, zaplecze, organizacja i to, jak ośrodek radzi sobie w trudniejszych sezonach. Do Kubińskiej Holi wracaliśmy więc już z konkretnym doświadczeniem i punktem odniesienia.
Ośrodek położony jest na Orawie, na masywie Minčola, raptem kilkanaście kilometrów od jednej z największych atrakcji regionu – Zamku Orawskiego. Górna stacja kolei linowej znajduje się na wysokości 1396 m n.p.m., dolna na około 720 m n.p.m., co daje solidne, 676-metrowe przewyższenie. Już sam wjazd na górę pokazuje potencjał tego miejsca – przy dobrej pogodzie panorama obejmuje Tatry Zachodnie, Małą i Wielką Fatrę oraz Góry Choczańskie, a przy sprzyjających warunkach również bardziej odległe pasma. W dniu naszej wizyty górna partia góry dosłownie wystawała ponad chmury.

Pierwsze zjazdy dolnymi odcinkami odbywały się w lekkim mrozie i bardzo dobrych warunkach śniegowych. W środkowej części stoku pojawiła się gęsta mgła, która ograniczała widoczność i wymuszała spokojniejszą jazdę. Ten fragment góry miał surowy, alpejski charakter – mleczne powietrze, przytłumione dźwięki i wyraźny kontrast między białą trasą a ciemnym lasem. Im wyżej, tym sytuacja się poprawiała. Po wyjechaniu ponad warstwę chmur trafiliśmy w pełne słońce i zupełnie inny świat – jasny, przestronny i widokowy.

Kubínska Hola oferuje około 14 kilometrów tras zjazdowych dla narciarzy i snowboardzistów. Dominują trasy czerwone, ale jest to „przyjazna czerwień” – szeroka, o dość równym nachyleniu, miejscami przechodząca w charakter niebieskich odcinków. To trasy, które pozwalają na płynną jazdę bez ciągłego hamowania, a jednocześnie nie męczą nadmiernie mniej zaawansowanych narciarzy. Urozmaiceniem są liczne warianty prowadzone leśnymi przecinkami, które dają poczucie jazdy w bardziej naturalnym terenie.

Najbardziej rozpoznawalna jest nartostrada turystyczna, którą można zjechać aż przez około 4 kilometry. W wariancie sportowym, główna trasa prowadząca z górnej stacji do dolnej ma niespełna 3 kilometry i posiada homologację FIS. To właśnie osiowy układ ośrodka sprawia, iż Kubińska Hola może pochwalić się jednymi z dłuższych zjazdów na Słowacji – bez konieczności ciągłego przesiadania się na wyciągi.

Dla osób szukających czegoś więcej niż jazda po wyznaczonych trasach, ośrodek oferuje także spore możliwości jazdy poza trasami. Rozległe hale porośnięte niskimi choinkami w górnej partii oraz bardziej leśne fragmenty niżej tworzą bardzo dobre warunki do spokojnego freeride’u, oczywiście przy sprzyjających warunkach śniegowych.

Infrastruktura wyciągowa oparta jest na dwóch równoległych osiach. Po jednej stronie działają dwie czteroosobowe koleje linowe z taśmami ułatwiającymi wsiadanie, po drugiej – cztery szybkie wyciągi talerzykowe typu Tatrapoma. Całość uzupełniają kolejne wyciągi oraz taśma najazdowa dla najmłodszych. Taki układ sprawia, iż choćby przy większym ruchu kolejki gwałtownie się rozładowują. W środku tygodnia praktycznie ich nie było, a dynamiczne talerzyki potrafiły dodatkowo „zweryfikować” technikę jazdy – szczególnie u snowboardzistów.

Na terenie ośrodka działa pełne zaplecze narciarskie: wypożyczalnie sprzętu, serwis, sklepy oraz szkółki narciarskie i wydzielone strefy dla dzieci stawiających pierwsze kroki na śniegu. Dużym atutem są również liczne punkty gastronomiczne – od prostych bufetów przy trasach, przez bary i kawiarnie, aż po restauracje o wyższym standardzie, w tym zaplecze gastronomiczne hotelu Green. Bez problemu można tu zjeść szybki posiłek między zjazdami albo spokojny obiad bez presji tłumu.

Po południu pogoda zaczęła się stopniowo zmieniać. Słońce zniknęło za chmurami, a górne partie stoku ponownie zaczęły tonąć w mgle. Warunki śniegowe pozostały jednak bardzo dobre – temperatura utrzymywała się na minusie, a dzięki wydajnemu systemowi naśnieżania trasy nie puszczały choćby po wielu godzinach jazdy. To zresztą jeden z powodów, dla których mimo południowej wystawy stoków, Kubińska Hola często oferuje dobre warunki aż do połowy marca.

Kończyliśmy jazdę zmęczeni, ale z wyraźnym poczuciem dobrze wykorzystanego dnia. Ten styczniowy wyjazd potwierdził obserwacje z naszych wcześniejszych redakcyjnych testów: Kubińska Hola to ośrodek kompletny – z długimi trasami, mocnym zapleczem, bardzo dobrą infrastrukturą i widokami, które w sprzyjających warunkach potrafią całkowicie skraść uwagę. W sezonie, który zaczął się późno i długo rozczarowywał, to właśnie takie miejsca pokazują, iż na dobrą zimę wciąż warto czekać.



