Czemu stare opowieści są tak cenne? Ponieważ
żyjemy w coraz bardziej zakłamanym świecie, tak pełnym informacyjnego śmiecia,
że adekwatnie nie wiadomo, w co wierzyć, a niby ważna wiadomość dziś, jutro okazuje
się fejkiem. I wydaje się, iż wszystko wraca do normy, jednak zbyt łatwo pomijamy to "niby". Fejk (tak jak kiedyś plotka) jest narzędziem sił ciemności do robienia spustoszenia w zbiorowym mózgu. Natomiast wiarygodność faktów z zamierzchłej przeszłości weryfikuje czas –
jeśli się ostały, znaczy to, iż są nie tylko legendą.
Aliści
z sieczki internetowej każdy zainteresowany może dziś wyłuskać wartościową
pozycję. I tak dzięki Tomaszowi
Dąbrowskiemu nie potrzebuję już tyle pisać o reinkarnacji, dzieciach indygo,
zwierciadle Kozyriewa.
Były wpisy na blogu o Janie Gabrjelu z Ciężkowic i kiedy będziesz Czytelniku oglądał film z Grzegorzem Walerzakiem, poczujesz się, jak ja w Domu na Górze u Jana - czyli odlotowo.
Także odpuszczam pisanie o wampirach energetycznych, samoleczeniu, ziołach,
wierzeniach przodków słowiańskich, adekwatnej diecie, tudzież o wielu innych
fascynujących, a ważnych sprawach. Mogę spokojnie zająć się tematami niszowymi.
W roku 1200 kronikarz klasztoru w Yorkshire, napisał:
„- Trzy mile od klasztoru Męczennika Edmunda leży wioska, w pobliżu której znajdują się
starożytne kanały, zwane woolpittes – to od nich właśnie pochodzi nazwa wioski Woolpit.
Podczas żniw, gdy żniwiarze zbierali się na polu,
z jednego z tych kanałów wydostało się dwoje dzieci o zielonym ciele. Był to
chłopiec i dziewczynka, w ubraniu dziwnego koloru i z nieznanego materiału.
Dzieci wędrowały zdezorientowane po polu, aż zobaczyli je żniwiarze i
zaprowadzili do wioski, gdzie zebrało się wielu, żeby ten cud zobaczyć”.
Czyli na polach obecnej wioski Woolpit w Suffolk pojawiło się dwoje dziwnych dzieci – starsza dziewczynka i
młodszy o parę lat chłopiec. Dzieci mówiły w nieznanym języku, ich ubrania były
niezwykłego kroju i z niezwykłego, srebrzystego materiału. Najdziwniejsza była
jednak ich skóra – według niektórych źródeł całkiem zielona. Dzieci zostały
zaprowadzone do pana tych terenów sir Richarda
de Calne. Dalsza historia rozgrywała się na jego dworze (mansion) w Wikes. Dzieci nie chciały, czy też nie
potrafiły jeść typowych pokarmów tamtej epoki. Podawano chleb na zakwasie,
polewkę (cienka zupka – kisiel z rozgotowanego zboża), mięso. I pewnie umarłyby
z głodu, gdyby służący nie zauważyli ciekawej rzeczy, którą kronikarz tak
opisuje:
„Postawiono przed nimi chleb i inne wiktuały, ale one tylko patrzyły i
niczego nie tknęły, choć wyraźnie dręczył je wielki głód, jak potem przyznała
dziewczynka. Dzieci płakały z głodu i w końcu, gdy przyniesiono do domu świeżo
zebraną fasolę, nie obraną ze strąków, dzieci zaczęły z wielką pożądliwością
dawać znaki, aby im ją podano. Kiedy ją dostali, jedli całe strąki, dopiero gdy
pokazano im jak się wyłuskuje ziarna, jadły je z wielkim upodobaniem i przez
długi czas nie tknęły innego pożywienia”.
Niestety
organizm chłopca nie potrafił się przestawić na nowy rodzaj diety i ten po
pewnym czasie umarł. Dziewczynka natomiast przywykła do nowych dla siebie
warunków i wiodła życie typowe dla dwórki, na zwykłym ówczesnym angielskim
dworze.
Kronikarz
pisał : - „Dziewczyna cieszyła się dobrym zdrowiem i z czasem zaczęła jeść
bardziej urozmaicone pożywienie, przez co prawdopodobnie jej skóra utraciła zieloną
barwę”.
Na koniec
opowieści mnich wplótł a jakże kościelną indoktrynację: „Później całkowicie się odrodziła, dzięki przyjęciu chrztu świętego”.
Jeśli kogoś historia zainteresowała, więcej może
doczytać .