Zgubić człowieka

polregion.pl 5 godzin temu

-Czesiu, wychodzę. kaszląc, obojętnym i matowym głosem powiedział Janusz.
-Do garażu idziesz? mruknęła machinalnie Celina, ledwo rzucając okiem na męża.
-Nie. Celina, odchodzę od ciebie. Do innej kobiety…

Niedokończony ziemniak wysunął jej się z rąk i wesoło potoczył pod stół. Celina przez chwilę patrzyła za uciekającym kartoflem, próbując pojąć sens usłyszanych słów, po czym gwałtownie odwróciła się i spojrzała Januszowi prosto w oczy. Dopiero teraz dotarło do niej to, co właśnie powiedział. Wyglądała spokojnie niczym nieruchomy kamień na środku jeziora ale w środku wszystko zawaliło się jak lawina. Jej emocje runęły, pogrzebując pod sobą miłość, euforia i niespełnione nadzieje

-A kto to jest ta kobieta? zapytała cicho, ledwo powstrzymując się, by nie wrzasnąć i nie rzucić się na niego z pięściami.
-Nie znasz jej, Celina. Ale ona Ona Rozumiemy się bez słów, mamy ze sobą bardzo wiele wspólnego. Naprawdę! mówił z zachwytem, a Celina w myślach dziobała go obieraczką, z satysfakcją wyobrażając sobie jego ból.
-No cóż, chyba wreszcie znalazłeś swoje szczęście, gratuluję. odparła chłodno, wkładając ręce i obieraczkę pod kran skończyła z ziemniakami. Nie musisz mi się tłumaczyć. Jesteś wolny. Idź. Nie zapraszam na kolację, myślę, iż już cię gdzieś wypatrują
Janusz pociągnął nosem może ze szczęścia, może ze wzruszenia i poszedł do sypialni pakować swoje rzeczy. Celina ledwie utrzymała się na nogach, ściskając zlewozmywak, aż pobielały jej knykcie. Chciała tylko dwóch rzeczy nie upaść i żeby on jak najszybciej wyszedł

-To ja już no, idę, dobrze? szepnął Janusz, cofając się w stronę drzwi. Ona odwróciła się do niego, a jej twarz była spokojna, wręcz pogodzona. Widząc to, Janusz był zaskoczony spodziewał się łez i wyrzutów, nie kompletnej obojętności. Wzruszywszy ramionami, wyszedł z kuchni.
Celina dopiero, gdy zamknęły się drzwi wejściowe, opadła bez sił na podłogę. Wgryzła się zębami w rękę, aby nie krzyczeć, i zaniosła się cichym, zwierzęcym płaczem. Jak zranione zwierzę, które straciło nadzieję Dopiero trzy godziny później, opuchnięta i zachrypnięta od łez, doczołgała się do łóżka i, nie rozbierając się, legła na nim. Jej świat zgasł

Obudziła się w środku nocy, a w sercu odezwała się bolesna nostalgia. Wspominała, jak się poznali. Była wtedy młodą, nieśmiałą dziewczyną, którą po studiach skierowano na Warmię, do małego miasteczka. W pierwszy wolny weekend poszła na potańcówkę z koleżankami. To właśnie wtedy poznała Janusza był w grupie chłopaków pilnujących porządku w parku.

Wysoki, szeroki w barach, z szerokim uśmiechem Janusz wyróżniał się męskim wdziękiem i postawą. Celina spojrzała na niego raz i już wiedziała, iż to koniec, iż przepadła. On patrzył na nią z lekką ironią i z góry, ale podobała mu się filigranowa, szerokooka dziewczyna, więc tej samej nocy zaoferował się ją odprowadzić. Od tamtej pory byli nierozłączni

Spotykali się niemal codziennie. Po trzech miesiącach złożyli podanie do USC. Latem zorganizowali huczne, młodzieżowe wesele. Najpierw mieszkali w akademiku. Potem, gdy urodził się im pierwszy syn, dostali swoje pierwsze dwupokojowe mieszkanie. Byli przeszczęśliwi. Kochali się prawdziwie rozumieli się bez słów, czytali sobie w oczach i na ustach. Był jeszcze jeden cud nigdy się nie kłócili. Naprawdę! Kiedy ludzie pasują do siebie jak puzzle, jak plus z minusem, jak yin i yang

W zeszłym tygodniu minęło trzydzieści sześć lat wspólnego życia. Najgorsze jednak było to, iż trzydziestu siedmiu już pewnie nie będzie Myśląc o tym, Celina znów się rozpłakała. Tym razem cicho, gorzko, opłakując koniec miłości i szczęścia

Poranek był szary, jak i nastrój Celiny. Trzeba jednak było wstać, bo dom duży, gospodarstwo żyje własnym życiem. Wypiła herbatę z cukrem na dwa gryzy, ale więcej niczego nie zdołała przełknąć. Zabrała się za porządki. Posprzątała, nakarmiła kury, wyprowadziła kozę do zagrody, potem zmyła podłogi i naczynia. Wszystko robiła z furią, byle nie dopuścić myśli do tego, co się stało. Był jeszcze jeden problem jak powiedzieć o wszystkim dzieciom. Synowi Staszkowi i córce Jadwidze. Jeszcze przed południem zebrała się na odwagę.

-Mamo, czy on zwariował?! Jak to: znalazł inną kobietę? Przecież to chyba żart! Chcecie, żebyśmy przyjechali? pytała zmartwiona córka.
-Nie, Jadziu, nie przyjeżdżajcie! Po co wam to? Jesteś w ostatnim miesiącu ciąży, po co ci takie nerwy. Poradzę sobie. Nikt przecież nie umarł.
Syn zareagował ostro. Trochę się unosił, prawie iż bluzgał przez słuchawkę. Celina w końcu go przywołała do porządku. Wytłumaczyła, iż wszystko w życiu się zdarza. Ustalili, iż Staszek przyjedzie na weekend

Po tej rozmowie Celina odetchnęła nieco. Przechodząc przez przedpokój, zerknęła w lustro. Zobaczyła w nim zasmuconą, zaokrągloną kobietę w szlafroku. Bez makijażu, ze spuchniętymi oczami, z popękanymi ustami.

-No tak Nic dziwnego, iż znalazł sobie młodszą. Popatrz tylko na siebie. Gruba, bez fryzury, bez paznokci ten jego ideał to pewnie piękność, a ja o sobie zapomniałam. Dzieci, mąż i wnuki były zawsze ważniejsze. Drugie miejsce kury i ogród Eh Celina przetarła twarz dłonią i westchnęła, wyobrażając sobie kochankę i swojego Janusza
Przypomniała sobie ostatni rok z ich życia i wreszcie zrozumiała. Rok był ciężki trudna ciąża córki, narodziny wnucząt, ciągły pośpiech i problemy gospodarskie. Dla Janusza nie było czasu. Wracał z pracy, jadł kolację samotnie. Weekendy spędzał bez niej bo ona zajęta wnukami. To wtedy musiał znaleźć czas na swoje nowe uczucie. Przypomniała sobie, jak się od siebie oddalili tylko ona nie chciała tego widzieć, lub była za bardzo zajęta

Mijały dni Celiny bez Janusza. Najpierw bardzo ciężkie, potem trochę lżej. Dzieci poprosiła, żeby ojca nie unikały. Dla nich wciąż był dobrym ojcem i dziadkiem. Dzieci niechętnie, ale się zgodziły. Po pół roku Celina trochę się uspokoiła. Zajęć miała więcej niż smutków gospodarstwo, wnuki, a jeszcze dorabiała w sklepie. Schudła, zmieniła fryzurę, zaczęła lepiej wyglądać. Z czasem wrócił jej uśmiech. Co miała robić? Życie toczy się dalej.

Pół roku później telefon z nieznanego numeru. Głos w słuchawce zapomniany, a jednak bliski.

-Celinka, najdroższa Przepraszam cię, przyjmij mnie z powrotem. Nie mogę żyć bez ciebie. Przez dwa miesiące jak w zamgleniu, ale potem cokolwiek robiłem, zawsze widziałem ciebie. Przyjmiesz mnie? błagał Janusz.
-Nie. Idź do tej swojej młodej. Macie tyle wspólnego. A ja i bez ciebie jakoś dam radę odpowiedziała stanowczo Celina i odłożyła słuchawkę.
Od tej pory Janusz dzwonił wieczorami, prosił, błagał, obiecywał poprawę.

-Celina, przecież nie jesteśmy już tacy młodzi. Co mamy dzielić na starość? Tak wyszło, przepraszam, kocham ciebie i naszą rodzinę! Staszka, Jadzię i wnuki. Chcę z wami być.
-A kto ci broni, Janusz? Dzieci kochaj, wnuki odwiedzaj, one się nie odwróciły od ciebie. Mnie zostaw w spokoju. Rozbitej filiżanki nie skleisz. odpierała stanowczo.
Dzieci, początkowo nastawione przeciw ojcu, potem stanęły za nim murem.
-Mamo, ojciec wygląda jak cień. Wiesz, jak bardzo żałuje? Może przebaczysz mu? namawiała ją Jadwiga.
-No tak, mamo. Wybacz mu, przecież ja wiem, iż go kochasz dodawał Staszek.
-Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie zmusicie mnie. Nie mogę już z nim być po tym wszystkim. Zawsze będę pamiętać, jak mnie zawiódł.
Tak więc Celina żyła swoim życiem pracowała, prowadziła dom, pomagała dzieciom, opiekowała się wnukami. Bez Janusza.

A on, z tą swoją, z którą tyle go łączyło, rozstał się. Przeprowadził się do starej mamy, tęsknił, wspominał, żałował jak nigdy. Wiedział, iż już może nie naprawi swoich błędów. Musiał z tym żyć

Pewnego dnia zebrał się na odwagę. Do Celiny choćby prosić o przebaczenie. Może się zlituje? A jak nie, to chociaż ją zobaczy

Odziany schludnie wyruszył w drogę. Zapukał do rodzinnego domu, ale nikt nie otwierał. Celina tej nocy była w pracy dyżur w szpitalu. Po chwili czekania rozsiadł się na ławce na ganku i zasnął twardym, głębokim snem jakiego od dawna nie zaznał. Może to ściany rodzinnego domu tak na niego podziałały.

Celina wróciła nad ranem. Zdziwiła się, widząc Janusza, ale on nie dawał oznak życia twarz blada w bladym świetle księżyca. Szturchnęła go ręką nic. Potrząsnęła zero reakcji.

Boże, ojej Januszku kochany, na kogoś ty mnie zostawił? Jak ja teraz bez ciebie będę żyć zaszlochała i opadła na jego pierś.
A on nagle chwycił ją za ramiona i zaczął całować.

A więc kochasz! Ja też cię kocham, Celinko moja! Wybacz mi, żono! Naprawdę nie mogę żyć bez ciebie! padł na kolana, ukrywając twarz w dłoniach.
Ty łobuzie, oszuście! okładała go po plecach Celina. Myślałam, iż już naprawdę odszedłeś, iż coś sobie zrobiłeś i przyszedłeś się pożegnać Wywłóczyłeś się, jak taki wiosenny kot? To ci pokażę…

Od tego czasu Celina i Janusz pogodzili się. Żyli jeszcze piękniej, kochali jeszcze mocniej. Bo zrozumieli, jak to jest stracić swojego człowieka, najbliższą osobę. I jeszcze jedno zrozumieli, iż czasem trzeba wybaczać. Duma nie zawsze daje szczęście. choćby jeżeli ktoś zrobił bardzo źle, w sercu można znaleźć miejsce na przebaczenie. Najważniejsze to szanować i doceniać to, co mamy zanim bezpowrotnie to stracimy. Tak kończy się ta historia z dobrym morałem.

Idź do oryginalnego materiału