Dziennik osobisty: Zdrada pod płaszczykiem przyjaźni
Ta zima w Warszawie rozgościła się z prawdziwą pompą śniegu napadało tyle, iż osiedla i ulice zamieniły się w bajkowe pejzaże. Za oknem mojego mieszkania duże płatki śniegu wirowały leniwie i spadały na dachy, podkreślając ciszę i mroźną świeżość powietrza.
W naszym mieszkaniu atmosfera była zupełnie inna ciepła, spokojna. Siedziałam z Michałem na kanapie, otuleni miękkim kocem, a przez wielkie okno śledziliśmy spektakl białych wirujących płatków. Przyciemnione światło lampy rozjaśniało tylko najbliższą przestrzeń, potęgując wrażenie przytulności.
Na ekranie leciała rodzinna komedia, nic zobowiązującego taka typowa rozrywka na zimowy wieczór. Czułam się bezpieczna przy Michał, wsłuchana częściowo w film, częściowo w swoje myśli. On także oglądał, ale często zerkał w okno, jakby śnieg porywał jego uwagę.
Ten domowy spokój przerwał dźwięk dzwonka telefonu Michała. Zignorował go najpierw, ale po chwili sygnał powtórzył się. Westchnął i wyciągnął telefon z kieszeni.
Znowu Paweł dzwoni powiedział do mnie z lekkim zniecierpliwieniem. Trzeci raz dziś wieczorem.
Nie odrywałam wzroku od filmu.
Pewnie znowu zaprasza nas na działkę, żeby świętować. Ostatnio kupił pod Warszawą, więc ciągle nalega. Jemu zawsze trudno odmówić.
Michał odebrał rozmowę.
Cześć, Paweł. Co tam? zapytał. No kiedy wpadniecie? podekscytowany głos Pawła niemal dzwonił mi w uszach przez głośnik. Stół nakryty, sauna już gorąca, wszyscy przyjadą. Nie ma co siedzieć w domu!
Michał zawahał się, spojrzał na mnie, a ja tylko lekko pokręciłam głową nie marzyło mi się głośne towarzystwo i imprezy, ani w ten weekend, ani w każdy inny. Potrzebowaliśmy tego spokojnego wieczoru tylko dla siebie.
Po chwili Michał wpadł na pomysł wymówki.
Wiesz, Paweł Martyna pojechała na dwa dni do mamy. Nie będę sam jechać, jeszcze ktoś coś palnie i potem będą pretensje. Spotkamy się kiedy indziej.
Po drugiej stronie Paweł zapadł w ciszę, a potem spytał zdziwiony:
Jak to pojechała? Kiedy wraca?
Jutro wieczorem. Michał westchnął. Tak nagle postanowiła. A my mieliśmy iść do kina, na łyżwy, przejść się po parku Nic z tych rzeczy. To innym razem.
No dobrze Daj znać, kiedy wróci. Czekam na was! zakończył Paweł.
Michał rozłączył się i wyraźnie się rozluźnił.
Uff, ciężko było się wykręcić uśmiechnął się do mnie. Tyle razy próbowałem mu jasno dać do zrozumienia, ale on nigdy nie poddaje się, żeby tylko wciągnąć nas w jakieś imprezy. Wolę wieczór z tobą, bez wrzawy.
Objął mnie, a ciepło jego dotyku przeganiało ledowy chłód, który zostawiła rozmowa. W tle leciał czarno-biały film, a miarowy dźwięk zegara dodawał jeszcze więcej spokoju tej domowej ciszy.
Ja też wolę tak szepnęłam, patrząc mu w oczy. Obejrzyjmy coś i połóżmy się spać.
Michał potaknął i już wyobrażałam sobie, jak położymy się pod grubą kołdrą, słuchając wiatru za oknem, zastanawiając się, ile śniegu napada do rana.
Ale wtedy zadzwonił telefon znowu Paweł. Michał aż się skrzywił i podniósł słuchawkę.
Paweł, naprawdę zaczął, już powściągliwym głosem.
Michał, jestem właśnie w klubie Atlantis z ekipą. I tu jest Martyna. Z facetem. Siedzą razem przy barze, pije, przytula go. Chciałem powiedzieć twoja rzekoma wizyta u teściowej to ściema! Ty o tym wiesz? głos Pawła był nienaturalnie stanowczy.
Michał zamarł, zerknął na mnie, potem na telefon. Byłam obok, nie rozumiejąc, co się dzieje.
Co? z niedowierzaniem. Może ci się pomyliło. Wiem, gdzie jest moja żona.
Na sto procent. Już lekko wcięta, śmieje się na cały klub. Nie przejmuje się choćby moją obecnością. Chcesz, przełączę ci ją?
Z głośnika przebijał się klubowy hałas, potem damski głos łudząco podobny do mojego.
Halo, kto tam? wymruczała dziewczyna. Michał spojrzał na mnie byłam obok niego, przenikliwie wystraszona.
Martyna? To Michał. Co się dzieje?
Michał, mam cię już dość. Chcę się bawić, mam dosyć twojego nudnego życia! głos ironiczny, rozluźniony, trochę zachrypnięty. Będę szaleć, dopóki mi się nie znudzi!
Aż podbiegłam do okna z nerwów. Słyszałam własny głos, a jednak niemożliwe! Stałam tu, obok, a ktoś się za mnie podszywał?
Co za bzdury, Paweł coś pomylił, a ta dziewczyna mnie udaje! Skąd zna twoje imię? O co tu chodzi?
A tobie co do tego? odparował w słuchawce ten głos, z odrobiną zuchwałości. choćby jeżeli jestem twoją żoną, nie muszę się przed tobą tłumaczyć! Robię, co chcę!
Na końcu Paweł jeszcze coś dodał:
Michał, słyszałeś?
Mój mąż wyłączył rozmowę, położył telefon daleko od siebie i przez chwilę patrzył w sufit. Patrzyliśmy na siebie nawzajem ja niedowierzająca, on kompletnie zagubiony. Byłam tu, przy nim, a jednak Pawłowi udało się tę historię wystawić jak teatrzyk.
No niezłe rzeczy podsumowałam szeptem. Kto to był i po co taka szopka?
Michał pokręcił głową i spojrzał przez okno. Głos identyczny. Śmiech, ton To nie może być przypadek.
A Paweł tak pewny siebie dodałam, głos mi się lekko łamał. Gdyby nie to, iż siedzę tu, ty byś uwierzył? Byłbyś przekonany, iż gdzieś się szlajam.
Objął mnie ostrożnie.
Znam cię powiedział. To jakaś ohydna manipulacja, nie damy się nabrać. Jutro pójdę do tego klubu i poproszę o monitoring. Sprawdzimy, kto to był.
Wtuliłam się w niego, czując, jak powoli wraca mi równowaga ducha.
Tak, to nie ja, ale kto i po co?
Wzruszył ramionami, ale w jego oczach zapaliła się determinacja. Przylgnęłam mocniej. Czułam się bezpieczna.
***
Kolejnego dnia, koło południa, siedziałam w kuchni z laptopem i herbatą, przeglądając maile z pracy. Telefon znowu zadzwonił Paweł. Zawahałam się, ale ciekawość wygrała. Odbieram.
Cześć, rozmawiałaś z Michałem po wczorajszym?
Udawałam, iż Michał zrobił mi awanturę, iż nie chce mnie słuchać, podejrzewa o kłamstwa.
Po długiej chwili milczenia usłyszałam w głosie Pawła dziwne zadowolenie.
A widzisz Zawsze mówiłem, iż on cię nie szanuje.
Poczułam złość, ale zamaskowałam ją.
O co ci chodzi?
Usłyszałam szept:
O to, iż zasługujesz na coś lepszego. Martyna, zawsze cię kochałem. I zrobiłbym dla ciebie wszystko. jeżeli rozstaniesz się z Michałem, możesz na mnie liczyć.
Zamarłam. Czy to Paweł cały czas mieszał? Czy dlatego podłożył tę dziewczynę?
Zebrałam się w sobie.
Paweł, to nie na miejscu. Kocham Michała. Sami wyjaśnimy, co się stało.
Przepraszam, iż za dużo powiedziałem jego głos nieco przygasł. Po prostu chciałem cię chronić. Michał był wobec ciebie podły! Szukał tylko pretekstu, żeby cię zostawić.
Zacisnęłam dłoń na telefonie. Powoli i z zimną pewnością wycedziłam:
Po pierwsze, byłam wczoraj w domu. Po drugie, z Michałem się nie kłóciliśmy. Po trzecie, wiem, iż to ty wszystko zaplanowałeś. Znalazłeś dziewczynę z podobnym głosem, poprosiłeś, żeby udawała mnie przez telefon. Chciałeś nas rozdzielić prawda?
Cisza. Oczekiwałam na odpowiedź.
W końcu padło szeptane: Tak, zrobiłem to Bo cię kocham, Martyna. Bo Michał cię nie docenia.
Gorycz aż mnie ścisnęła w gardle, ale mówiłam twardo:
Szczęście? Przestań się łudzić, iż mogłabym z tobą być. Przyjaciel nie robi tego, co ty. Nigdy nie dzwoń do mnie. I do Michała także puszczę mu całą tę rozmowę.
Zakończyłam rozmowę, patrząc przez okno na spokojnie padający śnieg. Byłam roztrzęsiona, ale też dziwnie wolna.
Właśnie wszedł Michał. Stanął niepewnie w progu.
I co? zapytał.
Już wszystko jasne. Przyznał, iż planował całą tę szopkę. Usłyszał, żeby więcej się do nas nie odzywał.
Michał usiadł obok mnie, chwycił mnie mocno za rękę. Czułam jego wsparcie.
Nigdy nie był prawdziwym przyjacielem. Czułem to już dawno Ale przynajmniej teraz mamy pewność, komu możemy ufać.
Rozluźniłam się przy nim i wybuchnęłam cichym śmiechem.
Wiesz To choćby dobrze. Nie trzeba już szukać wymówek, żeby nie chodzić na imprezy. Zawsze możesz powiedzieć, iż obecny jest ktoś, kto jest mi nieprzyjemny.
Michał zaśmiał się szczerze.
Też wolę filmy i herbatę z tobą.
I nigdzie się nie ruszymy! dodałam, szczelnie otulając się kocem.
Idealnie objął mnie mocniej.
Za oknem kręciły się śnieżynki, a w tym mieszkaniu znów połączył nas domowy spokój. Dla nas liczyliśmy się tylko my, nasza pewność siebie i spokój, iż następny dzień może być tak samo beztroski.
***
Paweł siedział w kuchni swojego mieszkania na Pradze, gapił się w pustą filiżankę po herbacie. W sercu miał nie żal, ale ślepą, ciężką złość. Wszystko się zawaliło.
Wspominał w głowie wszystkie etapy poprzedniego dnia. Umówił się z Moniką, znajomą z kawiarni, której głos i wygląd przypominał Martynę. Wyznał jej swój plan, a ona ochoczo przystała. Czuł wtedy ekscytację myślał, iż Martyna zobaczy, iż jest ktoś, kto kocha ją bardziej niż Michał.
Ale teraz zostały mu tylko ruiny. Zamiast żalu czuł nieznośny żar złości i rozczarowania.
Dlaczego wszystko zawsze udaje się im, a nie mnie? powtarzał w myślach, błąkając się po kuchni.
Wiedział, iż stracił już i Martynę, i przyjaźń z Michałem. Ale nie żałował. Uważał, wbrew rozsądkowi, iż tylko on zasługuje na jej serce.
Patrzył w okno na wirujące śnieżynki i szeptał, jakby miał nadzieję, iż usłyszy go los:
Myślisz, Martyna, iż wygrałaś? Żyjesz w swoim ciepełku, nie widzisz, jak bardzo cię kocham. Ale wybrałaś złudzenie.
Przy stole leżał pognieciony plan całej tej intrygi zniszczył go, rzucił do kosza. Otuliła go cisza i samotność.
Za oknem świat pogrążał się w bieli, a Paweł trwał w przekonaniu, iż to on powinien był być na miejscu Michała Że cały ten spokój i szczęście miały należeć do niego.
















