Drogi pamiętniku,
A jak wyobrażasz sobie to, mamo? wybuchłam, kiedy mama zaproponowała mi dwutygodniowy pobyt z zupełnie obcym mężczyzną.
Dlaczego obcym? To przecież Igor, syn mojej kuzynki Lidi, nasz krewny! przypomniała, iż kiedyś bawiliśmy się razem w dzieciństwie, kiedy gościowaliśmy u nich.
Mamo, mam prawie trzydzieści lat! Gdzie jest moje dzieciństwo? próbowałam się bronić, czując, iż znowu zamierzasz mnie wydać za mąż.
Mama nie zrozumiała, iż krew nie zawsze znaczy bliskość. Zawsze szanowała więzy rodzinne rodzina to świętość! Dlatego natrętnie wcisnęła mi Igora, który postanowił przeprowadzić się do stolicy, do Warszawy miasta pełnego szans.
Przyjmij go jak członka rodziny, mówiła, nie wyprowadź go, bo rodzinny obowiązek w Warszawie!
Znamy się z literaturą, uczę w liceum rosyjskiego i polskiej literatury, więc doskonale wiem, iż po krewnemu to fraza, której używał kiedyś słynny krytyk literacki. Ten sam krytyk był równie nieczuły jak Babcia Szapokliak.
Mój dom to małe, dwupokojowe mieszkanie z lat sześćdziesiątych, które odziedziczyłam po babci. Kuchnia jest tak mała, iż nie zmieści się w niej rozkładane krzesło, a myśleć, iż miałabym tam zmieścić Igora, to było jakby planować wprowadzenie słonia do kufra.
Moje nastroje były przygaszone od dawna żyję sama, krótkie małżeństwo nie wliczane w bilans. Miałam studencką miłość, która rozpadła się po pół roku, nie zostawiając po sobie nic, chyba iż niewypał. Nie miałam jeszcze dzieci i nie planowałam ich z pierwszego męża, którego okoliczności przybrały absurdalny wymiar.
Miałam solidny przychód dobrą pensję jako nauczycielka, a mój stary pralka, lodówka i telewizor wciąż działały. Domowe samotności towarzyszył mi kot Burek imię wzięłam od postaci z książki o Nieznajomym.
Przygotowałam pokój dla gościa i z niepewnością czekałam na Igora. Mama zapewniała, iż mi się spodoba.
Kiedy w końcu wszedł, rozejrzał się po mieszkaniu, jakby szukał skarbów.
Co tu szukasz? Złotodiamenty? Myślisz, iż przywiozłam złoty sedes? zapytałam żartobliwie.
Chcę wiedzieć, gdzie będę mieszkał odparł.
A jeżeli coś ci się nie spodoba, nie zostaniesz? dopytałam, interesująca jego reakcji.
Zostanę, ale
Ale co? nachyliłam się.
Po prostu nic! uśmiechnął się i od razu ruszyliśmy na herbatę.
Przyniósł własny placek, podarowany przez Lidię, oraz małe, pyszne ciastko. Okazał się nie być roszczeniowym podjadaczem. Pomagał w sprzątaniu, mył naczynia bez przypominania i nie zostawiał kałuż w łazience. Był naprawdę przyzwyczajony do toalety.
Dzięki, ciociu Lidio i pierwszej żonie Igora pomyślałam, choć nie wiedziałam, kto z nich był pierwszą.
Larka, przyjaciółka, wykrzyknęła, kiedy opowiedziałam jej o Igorze:
To gotowy mąż, weź go!
Larka sama rozwiodła się z Levkiem właśnie z podobnego powodu.
Ale to nasza rodzina! Poza tym nie podoba mi się on! odparłam.
Co wy, to jak siódma woda na kisielu! Nie rozumiesz, iż to nie jest twój typ? zażartował Igor.
Mimo iż był przystojny, nie był w moim guście. Nasze rytmy biologiczne nie pasowały ja nocna sowa, on poranny skowronek. Lubiłam spokojne tempo, kierując się przysłowiem śpiesz się powoli. On był energiczny, ciągle w ruchu, jakby miał w sercu silnik.
Już pierwszego dnia zaprowadził mnie do teatru, kupując bilety online. Nie chciałam go odrzucać, więc poszłam, choć teatr nie był moją mocną stroną. Lubię klasykę w internecie, a nowoczesne inscenizacje mnie nie porywają brak kurtyny, nowoczesne kostiumy i niejasny dialog. Reżyser twierdził, iż to nowatorskie, ale ja wolałam tradycję.
Igor zachwycony był przedstawieniem i w drodze powrotnej usiłował przekonać mnie, iż się mylę, ale tylko zwiększało to moją frustrację.
To nowe, progresywne spojrzenie! nalegał.
Po co mi nowe? Stare mi wystarcza! odpowiedziałam spokojnie.
Mówił, iż to ruch do przodu, jednocześnie wywodząc się o Warszawę jako miasto możliwości.
W międzyczasie Burek wciągnął się pod łóżko zawsze tak robił, gdy coś mu nie odpowiadało. Igor nie przypadł do gustu choćby kotu.
Na drugi dzień Igor wymienił stary dywan na nowy, a ja przyjęłam zmianę bez sprzeciwu. Potem kupił nowy rondel, bo stary przywierał przy gotowaniu kaszy. Jego poranna kawa z kanapką była bardziej elegancka niż moja.
Kiedy zaproponował, iż zapłaci za media, odrzuciłam czułam, iż to narusza moją przestrzeń. Nie chciałam, by przybierał się w moje koszty.
Igor konsekwentnie szukał pracy rozsyłał CV, uczestniczył w rozmowach, wciąż miał nadzieję.
Pod koniec dwutygodniowego pobytu u mnie zaczął kichać, miał wyciek z nosa i pokryły go wysypki.
Mimo to nie wyprowadził się, a choćby zaczął podnosić głos, krytykując moje kapcie i prosząc o lepszy proszek do prania. Czułam się jakbyśmy się zamienili rolami gospodarza.
Kiedy w końcu zadzwonił do niego pracodawca i przyjął go na stanowisko w Warszawie, uśmiechnął się szeroko. To był osiemnasty dzień jego pobytu.
Zdecydowałam się porozmawiać z nim otwarcie. Umówiłam się na jutrzejszy poranek, ale Igor miał badanie lekarskie, bez którego nie mógł podjąć pracy.
Następnego dnia wróciłam do domu i zastałam pięknie nakryty stół.
Czy to pożegnalna kolacja? pomyślałam, podnosząc nastrój.
Igor rozlał wino, a potem nagle wstał i wyznał, iż zamierza oświadczyć się mi.
Możemy stworzyć dobrą parę, mówił, nie mam nic przeciwko tobie, a w naszym wieku ma to sens.
Słuchałam jego słów, gdy pod łóżkiem wynurzył się Burek, jakby chciał dać znak.
Masz kota? zapytał, patrząc na mnie.
Tak, a ty go widzisz po raz pierwszy? odparłam.
Po raz pierwszy! A ja mam alergię na sierść! Lekarz właśnie potwierdził, iż to przyczyna moich problemów.
Zauważył, iż w łazience jest kuweta, ale i tak nie mógł sobie wyobrazić życia razem z kotem. Dyskutowaliśmy, aż oboje zaczęliśmy podnosić głosy.
Na koniec Igor wstał, wypił wino i powiedział:
Nie przypuszczałem, iż będziesz tak prymitywna.
I tobie do widzenia! odpowiedziałam, czując ulgę, kiedy odszedł.
Po jego wyjściu zniknął nowy rondel, a nowy dywan pozostał.
Mama zadzwoniła: Jak mogłaś go wyrzucić? Ten chłopak już narzekał!
Chciał, żebym wyszła za niego za mąż! jeżeli jesteś tak dobra, wyjdź sama! On mi się nie podoba! odrzuciłam i rozłączyłam się.
Nikt nie oddzwonił. Było to sprawiedliwe może kiedyś ktoś inny będzie miał alergię na mnie, tak jak niektórzy mężowie mają alergię na łupież żony.
Mamo, następnym razem, gdy będziesz chciała pomóc, rozważ zamieszkanie rodziny u siebie: kto pomyśli, ten i zaaranżuje. A ja i Burek damy radę sami.













