Zazdrość o szczęście siostry: jej mąż obiecuje jej świat, a ja dźwigam ciężar rodziny.

newsempire24.com 4 dni temu

Zazdroszczę mojej młodszej siostrze Aleksandrze do szaleństwa. Jej życie to jak bajka, w której jest księżniczką, a mąż spełnia wszystkie jej kaprysy niczym wierny rycerz. A ja, jak zaszczuta Kopciuszek, dźwigam na swoich barkach ciężar całej rodziny, dusząc się z wyczerpania i beznadziei. Czasem czuję, iż jestem najgłupszą i najsmutniejszą kobietą na świecie. Z moim mężem, Krzysztofem, jesteśmy razem już prawie dziesięć lat. Przeszliśmy razem wiele – były chwile radosne, ale częściej ciemne okresy pełne prób.

Teraz nastał jeden z najciemniejszych okresów w naszym życiu. Rok temu Krzysztof postanowił zmienić pracę. Obiecywano nam złote góry: stabilny dochód, dobre warunki, świetlaną przyszłość. Jednak rzeczywistość okazała się okrutnym kpiną z naszych nadziei. Nowe stanowisko stało się prawdziwym piekłem, gorszym niż poprzednie, a Krzysztof teraz wini za wszystko mnie, jakbym to ja sama wpuściła go w tę pułapkę.

— To ty chciałaś, żebym zmienił pracę! Zadowolona teraz? — rzuca z jadem przy każdej okazji.

Ale kto mógł przewidzieć taki obrót spraw? Chciałam tylko, by się rozwijał, by nasza rodzina wreszcie wyszła z wiecznego ubóstwa. Skąd mogłam wiedzieć, iż wszystko obróci się w katastrofę? Teraz toniemy w długach. Moja pensja to jedyne, co trzyma nas na powierzchni, bo Krzysztofowi od kilku miesięcy opóźniają wypłaty. Ledwo wiążemy koniec z końcem, a ja codziennie czuję, jak ten ciężar przygniata mnie coraz bardziej.

W zeszłą wiosnę zepsuł mi się telefon. Naprawa kosztowałaby prawie tyle, co nowy, więc zdecydowaliśmy się odłożyć zakup. Przez kilka miesięcy męczyłam się ze starym tabletem, aż w końcu musiałam go oddać do lombardu. Tam też trafiły prawie wszystkie moje złote ozdoby – te nieliczne rzeczy, które przypominały mi o lepszych dniach. Pieniądze były potrzebne natychmiast, więc oddałam wszystko, co miałam. A rzeczy Krzysztofa? Nie, ich nie ruszyliśmy – tylko moje poświęcenia.

Aleksandra, moja młodsza siostra, zlitowała się nade mną i oddała swój stary telefon, żebym mogła jakoś utrzymywać kontakt z resztą świata. Wykładam się do ostatka, by moja rodzina nie głodowała. Tak, Krzysztof też pracuje, czasem bierze dodatkowe zlecenia, ale robi to z takim oporem, jakbym wysyłała go na katolicką mękę. Za każdym razem trzeba go prosić, niemal błagać na kolanach.

Ostatnio mąż Aleksandry, Łukasz, wspomniał, iż na Dzień Kobiet zażądała najnowszego iPhone’a. Wtedy poczułam, jak wzbiera we mnie żrąca zazdrość — uczucie, którego się wstydzę, ale nie potrafię go stłumić. Oni z Łukaszem wynajmują mieszkanie w Warszawie, tak jak my z Krzysztofem, ale ich życie jest zupełnie inne. Aleksandra kręci mężem jak marionetką: haruje wieczorami jako taksówkarz, jeździ za granicę, oszczędza pieniądze i we wszystkim jej dogadza. Jej pensja to jej własna skarbonka, którą wydaje tylko na siebie. W zeszłym roku po prostu poszła do butiku i kupiła sobie piękne futro, bo miała na to ochotę.

— Za mieszkanie, jedzenie i inne troski powinien odpowiadać mężczyzna — stwierdza z pewnością królowej.

Aleksandra jest prawdziwą pięknością. Inwestuje wszystkie swoje pieniądze w siebie: przedłużanie rzęs, perfekcyjny manicure, zadbane brwi, stylowe fryzury, modna odzież i inne kobiece przyjemności. Obok niej czuję się jak szara myszka — zaniedbana, nieodstawiona, zapomniana. choćby nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam u fryzjera, a o manicure milczę. Wszystko, co zarabiam, idzie na rodzinę, a Krzysztof choćby nie myśli, żeby wnieść do domu dodatkowy grosz. Każdą dodatkową pracę czy zmianę w życiu muszę z niego wyciągać jak kleszcza.

Ostatnio dostałam pensję, a Krzysztof znowu dał do zrozumienia, iż za mieszkanie i jedzenie znowu będę musiała zapłacić ze swojej kieszeni. Rozsadza mnie od złości: on choćby nie próbuje nic zmienić, nie stara się dla nas.

— Wiesz przecież, iż z pieniędzmi ciężko, pensję znowu opóźniają — burknął, gdy zapytałam, co mi kupi na urodziny.

Ale jeżeli choć raz nie dostanie prezentu na święta, to dąsa się jak dziecko. Zawsze staram się go ucieszyć, znaleźć choćby drobnostkę, by nie czuł się pokrzywdzony. A on? Nie oczekuję od niego drogich telefonów ani luksusowych niespodzianek — szczęście przecież nie tkwi w pieniądzach. Ale choćby prostego gestu, małej uwagi od niego się nie doczekam. On tego po prostu nie rozumie.

Myślałam, iż nasze kłopoty są przejściowe, iż to tylko ciemny okres, który niedługo się skończy. Ale teraz widzę: to nie okres, to całe życie. Próbowałam rozmawiać z Krzysztofem, dochodziło do kłótni, ale on tylko rozkłada ręce: „Pensję opóźniają, co mogę zrobić?”

— A gdybyśmy mieli dzieci, jak byśmy wtedy sobie radzili? — zapytałam kiedyś z rozpaczą.

Zamilkł. A ja patrzę na Aleksandrę, a zazdrość zżera mnie od środka. Wstydzę się tych uczuć, ale są silniejsze ode mnie. Jej mąż nosi ją na rękach, obsypuje prezentami, kupuje wszystko, czego zapragnie, a ja wciąż używam jej starego telefonu, który wyrzuciła jako zbędny. Dlaczego niektóre kobiety, jak Aleksandra, dostają wszystko? Czy to takie szczęście? A może chodzi o mężczyzn? Dlaczego dla jednych życie to ciągła fiesta, a dla mnie — niekończąca się szara codzienność?

Idź do oryginalnego materiału