„Zatrzymamy się u Ciebie na kilka dni, bo nie mamy pieniędzy na wynajem mieszkania!” – usłyszałam od mojej przyjaciółki, a potem wydarzyło się coś, czego nie zapomnę do końca życia

newsempire24.com 4 godzin temu

Zatrzymamy się u ciebie przez jakiś czas, nie mamy ani grosza, żeby wynająć pokój! oznajmiła mi moja przyjaciółka.

Pamiętam te dawne czasy, gdy byłam wciąż pełna energii, a choć miałam już sześćdziesiąt pięć lat, nie opuszczała mnie ciekawość świata i ludzi. Lubiłam wyruszać w podróże po Polsce, odwiedzać Mazury, polskie góry czy wybrać się z przyjaciółmi na biwak nad Wisłę. Każde wakacje obfitowały w spontaniczne wyjazdy wystarczyło kilka złotych, by cieszyć się wolnością i młodością.

Lubiłam poznawać ludzi czy to na ławkach w parku, czy podczas spektaklu w Teatrze Narodowym. Wielu z nich pozostało ze mną w kontakcie przez lata, a przyjaźnie, które wtedy zawarłam, przetrwały niejedną próbę.

Pewnego razu, latem w Zakopanem, poznałam kobietę o imieniu Wioletta. Wspólnie z kilkoma osobami wynajmowaliśmy pokój w pensjonacie pani Jadwigi. Wioletta gwałtownie została moją serdeczną przyjaciółką i choć potem drogi nam się rozeszły, jeszcze przez lata wymieniałyśmy listy.

I tak to się potoczyło, aż pewnego dnia, gdy w Polsce telegramy były już niemal zapomniane, otrzymałam dziwną wiadomość. Była niepodpisana, a jej treść brzmiała jedynie: O trzeciej nad ranem przyjeżdża pociąg. Spotkaj się ze mną!.

Nie miałam pojęcia, kto mógłby wysłać taki telegram. Mąż uznał, iż nie ma powodu, by wychodzić w środku nocy, więc została w domu. A dokładnie o czwartej rano rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, a przede mną stanęła Wioletta z dwiema córkami Kingą oraz Malwiną, staruszką chyba matką Wioletty, i mężczyzną, chyba jej bratem. Dźwigali wielką stertę walizek, torb i tobołków.

Zupełnie zaskoczona, wpuściłam ich do mieszkania, mąż był równie oszołomiony. Wioletta spojrzała na mnie z pretensją:

Czemu nie wyszłaś po nas na dworzec? Przecież dostałaś telegram! To kosztuje!
Przepraszam, nie wiedziałam, iż to od ciebie! odparłam zdezorientowana.
Przecież dałaś mi swój adres. Jesteśmy u ciebie.
Myślałam, iż będziemy pisać do siebie listy! Tylko tyle!

Wioletta wyjaśniła, iż Kinga właśnie zdała maturę w tym roku i zdecydowała się na studia w Warszawie, stąd cała rodzina przyjechała, by jej pomóc.

Zostaniemy u ciebie! Brakuje nam pieniędzy, nie możemy sobie pozwolić na wynajem mieszkania czy pokój w hotelu oświadczyła bez skrupułów.

Byłam zdruzgotana. Przecież nie było między nami żadnego pokrewieństwa. Czemu miałabym goscić ich w swoim domu? Musiałam gotować obiady dla całej piątki. Przywieźli parę produktów, ale sami nic nie przygotowywali jedli tylko to, co ugotowałam. Przez trzy dni obsługiwałam ich, sprzątałam i dogadzałam.

W końcu, nie mogąc już wytrzymać tego ciężaru, poprosiłam ich, by się wyprowadzili, nie byłam choćby ciekawa, dokąd pójdą.

Doszło do awantury. Wioletta wpadła w furię, trzaskała talerzami i głośno wrzeszczała.

Byłam osłupiała. Prawie się bałam. Spakowali się w pośpiechu, wykradli mój szlafrok, dwa ręczniki, a jakimś sposobem zniknął także mój duży garnek, prezent od córki. Do dziś nie wiem, jak go wywieźli. Garnek zniknął bez śladu.

Tak zakończyła się nasza przyjaźń. Na szczęście! Nigdy więcej nie miałam z Wiolettą kontaktu. Jak można być tak bezwstydnym?

Teraz, gdy wspominam tamte czasy, wiem, iż przez tę historię stałam się ostrożniejsza już nie otwieram serca każdemu nowo poznanemu człowiekowi.

Idź do oryginalnego materiału