Zatrzymaj się i Przemyśl – Mądrość w Czasie Decyzji

polregion.pl 4 tygodni temu

Czy naprawdę wpisałaś go do rejestru mieszkania? nie mógł uwierzyć Szymon. Jego matka nigdy do takiego nie dochodziła.
No i co? Czyż Igor nie ma już nikogo? mruknęła, nieustannie rozglądając się po współlokatorze.
Ma już czterdzieści lat powinien mieć własne cztery kąty!

Ojciec zmarł, gdy Szymonowi było trzynaście, a jego siostrzyczce Jadwidze zaledwie trzy lata. Nie mieli nikogo, kto mógłby pomóc, bo jedyna babcia ze strony matki odeszła dwa lata wcześniej, a dalszych krewnych nie mieli.

Szczere przyznanie: przy ojcu Szymon nie przeżywał zbyt wiele ciągle przeskakiwał z roboty na robotę, więc rodzina go rzadko widywała. Mimo to zapewniał rodzinę, a po jego odejściu życie na jedną matkęsprzedawczynię stało się ciężkie finansowo.

Smutno było matce po utracie żywiciela jakby się rozproszyła, a Szymon wspierał ją, jak tylko mógł. Dorabiał, pomagał w domu, opiekował się Jadwigą. Nie sprzeciwił się, kiedy po roku matka przywiozła do domu jakiegoś Nikolaja.

Obcy mężczyzna nie przyszło mu w parze, ale matka znów uśmiechała się, nabrała wigoru i wyglądała młodziej. Idylę przetrawiło kilka miesięcy, po czym Nikolaj zniknął.

Okazało się, iż jest żonaty, słyszał, jak matka płacze przy sąsiadce. Był na delegacji. Oczywiście lepiej w przytulnym mieszkaniu niż w hotelu!

Ach, Aniu, wzdychała sąsiadka. Masz dwoje dzieci lepiej się nimi zajmować niż biegać za jakimiś nieznajomymi mężczyznami.

Potem pojawił się ciężki Siergiej Iwanowicz, który dziwnie nazywał matkę moją skowronką, a Szymona i Jadwigę pisklętami. Wystarczył na pół roku. Następnie zjawił się cichy, niepozorny i uprzejmy Stefan wytrzymał trzy miesiące.

Dlaczego matce nie szło z mężczyznami, nie wiedział Szymon. Była piękna, domowa i troskliwa Po Stefanie nastała cisza.

Nie potrzebuję nikogo, oświadczyła Anna Wacława tej samej sąsiadce. Bóg dał mi zdrowe dzieci będę je wychowywać i cieszyć się ich szczęściem.

Szymon westchnął z ulgą. Miał szesnaście lat i marzył o studiach w innym mieście. Dzięki babci poszedł do szkoły w wieku sześciu lat, więc nie mógł wyjechać bez zgody matki, a zostawić siostrę pod opieką Anny Wacławy też nie chciał.

Co ty, synu! wykrzyknęła, machając rękoma, gdy wyznał plany pod koniec jedenastej klasy. Oczywiście jedź! My z Jadwinką damy radę. Tylko co do pieniędzy nie obiecuję.

Zaopiekuję się sam, odparł pełen nadziei. Na pewno wam się uda?

Na pewno.

Wtedy nie wiedział, iż matka pozwala mu odejść nie bez powodu. Został studentem, zamieszkał w akademiku, pilnie się uczył i popołudniami dorabiał. Nie było lekko, ale Szymon był gotowy na trudy.

Okazało się, iż najbardziej brakuje mu mamy i szczególnie siostry. Jadwiga była mu jak bogini, wszystkiego słuchała i często płakała, kiedy dowiedziała się o wyjeździe brata, ale potem stanowczo stwierdziła, iż to dla jego dobra i iż będzie czekać.

Po kilku miesiącach od wyjazdu Jadwiga zaczęła rozmawiać przez telefon w sposób ospały i smutny, a raz choćby wybuchła łzami.

No więc, mała moja, powiedział stanowczo. Otrzyj łzy i powiedz, co się stało. Tylko prawdę. Pamiętasz, iż kłamstwo nie jest dobre.

Dziewczynka, jak zwykle, posłuchała, a po pięciu minutach Szymon poczuł dreszcz na plecach.

Okazało się, iż zaraz po jego wyjeździe matka wprowadziła do domu wujka Iza głośnego gościa, który od razu ogłosił się panem domu. Był to zwykły elektryk w małej firmie, łysy i zaróżowiały, nie wyglądający jak przystojniak, a zachowywał się jak król nie tylko wobec współlokatorki, ale i wobec jej córki. Matka kłaść się przy nim jak dywan, zapominając o dziecku.

Ośmioletnia Jadwiga sama chodziła do szkoły po dwie przecznice od domu i sama wracała. Matka przestała odprowadzać ją na basen i do zajęć w teatralnym studiu: jeżeli chcesz iść idź sama, ucz się samodzielności.

Wujek Izy uważał, iż dziewczynka powinna sama sobie gotować, prać i prasować, a matka na razie mu nie ustępowała, choć nie trwało to długo. Jadwiga nie mogła wychodzić z pokoju bez pozwolenia, kiedy Izy był w domu, i starała się nie dawać mu się weźć w zasięg.

Co to za szaleństwo, matko?! nie wytrzymał Szymon, słysząc siostrę. Porozmawiam z tobą! Nie płacz, kochanie, wyjaśnię wszystko.

Jednak nie udało mu się rozwiązać sytuacji.

Czy nie zasłużyłam na własne szczęście? odezwała się matka, gdy go skrytykował za cierpienie Jadwigi. Izy to świetny facet! A Jadwiga po prostu rozpuszczona trzeba ją uczyć dyscypliny.

Jadwiga? Kiedyś Anna Wacława nazywała ją Jadwinką, a w wyjątkowych chwilach Jadwiną. Teraz była już po prostu Jadwiną.

Mamo, czy czujesz się dobrze? Nic ci nie boli? zapytał ostrożnie.

Czuję się wspaniale, odparła, po czym złagodziła ton: Jadwinka trochę przesadza tęskni za tobą, więc wyobraża sobie, iż cię lituje.

Szymon wątpił, czy siostra wymyśla, ale nie miał też powodów, by nie wierzyć matce. Trochę się uspokoił i skupił na nauce chciał zaliczyć semestr wcześniej i znaleźć pracę.

Brakowało mu pieniędzy, choć nie pił, nie palił i nie chodził po klubach. Udało mu się zdać wszystkie przedmioty, ale musiał odrzucić ofertę pracy.

Boję się go, płakała przez telefon Jadwiga, przerażona. Ona i mama ciągle się kłócą, nie wychodzą z pokoju, a on chodzi po mieszkaniu w samych majtkach

Co masz na myśli? dopytywał.

Tak, właśnie tak, powtarzała. Boję się go.

Szymon nigdy nie był wielkim marzycielem, ale teraz w głowie pojawiały się najstraszniejsze obrazy. Pierwszym autobusem wrócił do domu i od razu przekonał się, iż siostra miałaby rację.

Wujek Izy wędrował po mieszkaniu jak duch, patrzył na Szymona z góry i krzyczał do matki: Twój syn przyszedł, a ty choćby nie postawiłaś mu stołu. Ona, wpatrzona w gościa, uśmiechała się sztucznie: Zaraz, Izo, zaraz wszystko będzie.

Szymon nie chciał pić z gospodarzem. Uciekł do pokoju siostry, w którym Jadwiga już płakała ze szczęścia. Z kąta słyszał, jak wujek mówi matce: Źle wychował pan ten chłopak, brak szacunku do starszych, a ona coś przerażona mamroczyła.

Wystarczyło kilka dni, by przekonać się, iż Jadwiga nie wymyślała. Izy panował w mieszkaniu pełną parą. Próbował wydawać rozkazy, ale Szymon od razu się sprzeciwił.

Nie macie prawa mi tutaj rozkazywać!

A groźnie odpowiedział wujek. Patrz, twój syn nie uważa mnie za człowieka. Wyjaśnij mu.

Synu, dlaczego się tak wymiotujesz? wpadła matka. Izy też jest tutaj zameldowany spróbujcie się dogadać, bo wszyscy tu mieszkamy

Czy naprawdę go zarejestrowałaś? nie mógł uwierzyć Szymon. Matka nigdy tak nie pomyślałaby.

No i co? Czy Izy nie jest już przyssawką? mruknęła, spoglądając na współlokatora.

Ma już czterdzieści lat powinien mieć własne cztery kąty!

W trakcie sprzeczki usłyszeli trzask drzwi wejściowych. Izy, obrażony, wyszedł. Matka podskoczyła, by go zatrzymać, ale Szymon przyciągnął ją za rękę.

Mamo, co się dzieje? próbował spojrzeć jej w oczy. Może on cię czymś podjudza? Może powinniśmy iść do lekarza?

Co ty rozumiesz? nagle załamała się matka. Może po raz pierwszy w życiu się zakochałam! I Izy mnie kocha! Myślisz, iż łatwo żyć bez męża? i wylewała łzy.

Szymon nie wiedział, co powiedzieć. Czuł współczucie zarówno do matki, jak i do siostry i do siebie samego nie mógł ich obojga zostawić bez opieki. A więc jego studia szły wrecz.

Najważniejsze było jednak pozbycie się tego wujka Izy. Żadne namowy ani przestrogi nie działały na matkę, jakby Izy ją zastraszał. Musiał znaleźć inny sposób.

Mamo, albo sam wyrzucisz go z mieszkania, albo pójdę do sądu, stanowczo powiedział.

Do jakiego sądu, synu? Izy mieszka tu legalnie, odpowiedziała, nie mniej stanowczo.

Zobaczymy. Zarejestrowałaś go, kiedy byłem nieletni, a teraz wszystko się zmieniło. Pomyśl sama, nie odpuszczał.

Izy nie chciał iść na rozprawę, więc po dwóch dniach się wyprowadził.

Matka odtąd patrzyła na Szymona wymownymi, łzawymi oczami, a potem trochę rozweselała się i zaczęła znikać z domu chyba pogodziła się z kochankiem.

Szymon przeniósł się na studia zaoczne i znalazł pracę w rodzinnym mieście. Ma nadzieję, iż matka się otrząśnie, a póki co zostanie przy nich na wszelki wypadek, żeby nic złego się nie stało.

Idź do oryginalnego materiału