
Kiedy kupiliśmy z Jarkiem to mieszkanie, czułam, iż wreszcie wszystko układa się tak, jak powinno. Mieliśmy wizję, projekt, a choćby budżet, który – jak to zwykle bywa – gwałtownie okazał się za mały. Największym problemem stała się kuchnia. Chcieliśmy czegoś wyjątkowego, ale ekipy remontowe wołały takie stawki, iż łapaliśmy się za głowy.
Wpadłam na pomysł
I wtedy wpadłam na pomysł, który miał być moim małym zwycięstwem.
– Znam kogoś, kto zrobi to taniej i lepiej – powiedziałam Jarkowi pewnego wieczoru, przeglądając kolejne kosztorysy.
– Kogo?
– Pawła. Pamiętasz, mówiłam ci o nim. Mój… były narzeczony. Ma firmę wykończeniową, robił mieszkanie mojej siostrze. Mówiła, iż jest świetny.
Jarek spojrzał na mnie z rezerwą.
– Twój były? Jesteś pewna, iż to dobry pomysł?
– Kochanie, to było wieki temu. Poza tym zależy nam na czasie i kasie, prawda?
Prawda była taka, iż chciałam mu udowodnić, jak dobrze mi się ułożyło. Kiedy rozstawaliśmy się pięć lat temu, Paweł rzucił mi w twarz, iż nigdy nie zbuduję niczego trwałego, bo zawsze będę szukać dziury w całym. Chciałam, żeby zobaczył moje nowe, piękne życie. Mojego wspaniałego męża, nasze mieszkanie, które miało być dokładnie takie, jak sobie wymarzyłam. Chciałam, żeby zobaczył mnie szczęśliwą i spełnioną. To była pokusa, której nie umiałam się oprzeć.
Zatrudniłam byłego
Paweł pojawił się kilka dni później. kilka się zmienił. Wciąż miał ten sam lekko kpiący uśmiech i przenikliwe spojrzenie, które kiedyś doprowadzało mnie do szału. Przywitał się z Jarkiem z przesadną uprzejmością, a na mnie ledwie spojrzał. Zabrał się do mierzenia kuchni, rzucając fachowymi uwagami.
– Fajna przestrzeń – ocenił, chowając miarkę. – Ale te płytki, które wybraliście na podłogę… będą ciężkie w utrzymaniu. I trudne do ułożenia przy tych krzywiznach.
– Zależy nam na tym konkretnym wzorze – wtrąciłam. Zawsze musiał mieć ostatnie słowo.
– Jasne, klient nasz pan. Zrobię wam wycenę do jutra.
Wycena była bardzo rozsądna. Jarek był zachwycony, ja… poczułam niepokój. Ale klamka zapadła. Prace ruszyły. Jarek spędzał całe dni w biurze, a ja, pracując hybrydowo, często zostawałam w mieszkaniu razem z Pawłem. Początkowo unikaliśmy się nawzajem. On stukał, pukał, ciął płytki, ja siedziałam w salonie z laptopem. Ale z czasem ta cisza stała się nieznośna.
Mijaliśmy się
Pewnego dnia musieliśmy pojechać razem do marketu budowlanego po brakujące materiały. Jarek miał ważne spotkanie, więc padło na mnie. W samochodzie panowała gęsta atmosfera. Z radia leciała jakaś stara piosenka, której kiedyś słuchaliśmy. Przez chwilę poczułam się, jakbym cofnęła się w czasie do czasów, gdy byliśmy razem.
– Ładne masz to życie – odezwał się nagle Paweł. – Mąż w garniturze, apartament w centrum. Wreszcie jesteś zadowolona?
– Jestem szczęśliwa – odpowiedziałam sztywno. – A ty? Słyszałam od Kaśki, iż wciąż jesteś sam.
Zacisnął dłonie na kierownicy.
– Nie każdy musi mieć wszystko zaplanowane od A do Z, jak ty.
W markecie kłóciliśmy się o odcień fugi. Przypomniały mi się nasze dawne sprzeczki. O wszystko. O to, co zjemy, dokąd pojedziemy, jak ustawimy kanapę. A jednak w tym przekomarzaniu się było coś boleśnie znajomego, coś, za czym… nie, wcale za tym nie tęskniłam. Tak sobie przynajmniej powtarzałam.
Wspomnienia wróciły
Kolejne dni mijały pod znakiem dziwnej gry. Przynosiłam mu kawę, wymienialiśmy uszczypliwości, a czasem po prostu milczeliśmy, obserwując się ukradkiem. Widziałam, jak patrzy na mnie, gdy myśli, iż nie widzę. Czułam jego wzrok na plecach. Bywały chwile, gdy miałam ochotę po prostu zamknąć laptopa i uciec, ale czułam się jak zaczarowana.
Pewnego popołudnia, gdy układał wzór z kafelków na podłodze, a ja patrzyłam, czy nie jest krzywo, nasze dłonie się spotkały. Przez ułamek sekundy jego palce zacisnęły się na moich. Zrobiło mi się gorąco. Zrozumiałam, iż to nie była tylko chęć pokazania mu mojego sukcesu. Gdzieś głęboko chciałam znów poczuć to napięcie, które zawsze między nami było. Odskoczyłam jak oparzona.
– Muszę… sprawdzić maila – wydukałam, uciekając do salonu.
Wieczorem, gdy Jarek wrócił z pracy i opowiadał o swoim dniu, nie mogłam się skupić. Przed oczami miałam dłonie Pawła i jego przenikliwe spojrzenie. Zastanawiałam się, czy Jarek zauważa moje rozkojarzenie. Starałam się być uważna, uśmiechać się w odpowiednich momentach, ale czułam się, jakbym grała w jakimś przedstawieniu.
Tęskniłam za nim
Zaczęłam zwracać uwagę na drobiazgi. Paweł miał nawyk przeczesywania włosów ręką, gdy się denerwował. Wciąż to robił. Zwracał uwagę na szczegóły, których nikt inny nie zauważał – krzywo zawieszona półka, źle dobrana klamka. Jarek był zupełnie inny – praktyczny, stabilny, przewidywalny. Zawsze dokładnie wiedział, czego chce. Może dlatego wybrałam właśnie jego? Może szukałam w nim przeciwieństwa Pawła?
Któregoś dnia Paweł został dłużej, bo trzeba było dokończyć fugowanie. Jarek napisał, iż utknął w korku. Zrobiłam Pawłowi herbatę. Siedzieliśmy razem przy kuchennym stole, wśród zapachu świeżo położonych płytek.
– Pamiętasz, jak kiedyś chcieliśmy kupić taki stary dom na wsi? – odezwał się nagle Paweł. – Chciałaś mieć ogród z lawendą i kota.
– Tak, pamiętam – uśmiechnęłam się słabo. – Ale wtedy wszystko wydawało się prostsze.
– Nic nie jest proste. Ale czasem myślę, iż niektóre rzeczy warto było zostawić tak, jak były.
Docenił jego pracę
Nic nie odpowiedziałam, bo nie wiedziałam, co powiedzieć. Czułam, iż coś wisi w powietrzu – niedopowiedziane słowa, żale, tęsknota za czymś, co już dawno minęło. Zrobiło mi się żal samej siebie, żal nas sprzed lat. Przez chwilę miałam ochotę po prostu go przytulić, ale powstrzymałam się.
Jarek był zadowolony z efektów pracy Pawła. Wychwalał jego fachowość. choćby zaproponował, żeby Paweł zrobił nam jeszcze szafę w przedpokoju. Pewnego wieczoru, kiedy Paweł już wyszedł, Jarek przytulił mnie i powiedział:
– Wiesz, nie musiałem się tak martwić. Twój były to naprawdę w porządku facet. Może i trochę szorstki, ale zna się na rzeczy.
Nie wiedział, iż te słowa sprawiły mi ból. Poczułam się, jakbym zdradziła samą siebie, bo w środku miałam mętlik. Przecież to wszystko miało być takie proste. Po kilku dniach kuchnia była skończona. Paweł przyszedł po raz ostatni, żeby zmyć resztki fugi i zabrać sprzęt. Zapłaciłam mu, Jarek podał mu rękę i podziękował za świetną robotę. Wyszliśmy na korytarz, żeby go pożegnać.
– Niech się wam dobrze mieszka – powiedział Paweł. Spojrzał mi w oczy. – Uważajcie na tę jasną fugę przy zlewie. Łatwo się brudzi.
Pogodziłam się z tym
Spojrzałam na równiutko ułożone kafelki. Były idealne. Zrozumiałam, iż udowadniając mu, iż potrafię ułożyć sobie życie bez niego, udowodniłam to przede wszystkim sobie. Ale nie byłam pewna, czy podoba mi się to, co odkryłam. Minęły tygodnie, a ja wciąż nie mogłam przestać myśleć o Pawle.
Przechodziłam przez kuchnię i czułam się, jakbym wchodziła w miejsce obarczone wspomnieniami. choćby Jarek zaczął zauważać, iż jestem jakaś nieobecna. Któregoś ranka, kiedy siedzieliśmy razem przy śniadaniu, spojrzał na mnie badawczo.
– Wszystko w porządku? Ostatnio jesteś taka zamyślona.
– Po prostu dużo pracy – skłamałam. – I chyba jeszcze nie przyzwyczaiłam się do nowego miejsca.
Nie powiedziałam mu prawdy. Nie byłam gotowa na szczerą rozmowę. Sama nie wiedziałam, czego chcę. Wiedziałam tylko, iż muszę się z tym zmierzyć. Z Pawłem, z przeszłością, z własnymi uczuciami.
Dziś, pijąc poranną kawę w mojej pięknej, nowej kuchni, patrzę na te kafelki. Jedna z nich, ta tuż przy oknie, wydaje mi się minimalnie krzywa. Może to tylko złudzenie, a może po prostu w życiu nie wszystko da się ułożyć idealnie. Może czasem trzeba zostawić coś niedoskonałego, żeby móc pójść dalej.
Magda, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Traktowałam mój kawałek ziemi jak relikwię. Wnuk jednym podpisem oddał ją największemu wrogowi zza miedzy”
- „Przez trzy lata wkładałam każdą złotówkę w działkę należącą do teściów. Gdy skończyliśmy remont domku, pokazali nam drzwi”
- „Żona wydaje majątek na paznokcie, a mi żałuje na części do auta. Szkoda, iż przed ślubem nie znałem jej od tej strony”












