Troskliwa babcia
Elżbieta Matejewska, pełna energii i stanowcza pani trochę po sześćdziesiątce, pewnego dnia oznajmiła swej wnuczce:
Jagoda! Czekałam bardzo długo, ale moja cierpliwość się wyczerpała. Czy ty wreszcie pozwolisz mi spokojnie odejść?
Szczupła brunetka Jagoda, historyczka sztuki, zdziwiła się tak niedorzecznemu pytaniu.
Kiedy ty wyjdziesz za mąż? ciągnęła babcia. Żebym mogła odpocząć z ukojoną duszą? Masz już prawie dwadzieścia siedem lat! westchnęła Elżbieta. Przecież po to przeniosłam się na całe lato do tej starej wariatki Wasilewskiej na działkę i przez trzy miesiące dwadzieścia razy dziennie współczułam jej żylakom. Żebyś ty sobie wreszcie poukładała życie. Ale choćby nikogo nie poznałaś!
Babciu, kiedy i gdzie mam się poznawać? Praca, hiszpański, doktorat. W moim muzeum spośród wolnych mężczyzn tylko Arkadiusz Pawłowski, widziałaś go.
Tak, Arkadiusz Pawłowski to na brak ryb choćby nie rak, a zdechła krewetka przyznała babcia z ponurą miną.
Następnego dnia zadzwoniła do starej wariatki Wasilewskiej, by dowiedzieć się, jak wnuczka Wasilewskiej poznała przyszłego męża w klubie nocnym.
Niestety, Jagoda do klubów nocnych nie chodzi, więc babcia musiała sama ocenić tam potencjalnych kandydatów na męża albo znaleźć inne miejsca, gdzie mogliby się gromadzić.
Elżbieta Matejewska odkryła, iż w klubie nocnym kobiety mają darmowe wejście od 21 do 24, więc bez zwłoki tego wieczoru tam się udała, informując Jagodę, iż idzie pospacerować przed snem.
Słownie powaliła ochroniarza, który próbował coś mówić o jej wieku, a potem z jego pomocą siadła na wysokim stołku przy barze, rzucając surowe spojrzenia wokół. Atmosfera w klubie natychmiast stała się nerwowa, niczym na szkolnej wywiadówce, gdy dyrektor przyłapał siódmoklasistów na piciu piwa na boisku.
Jak się pani u nas podoba? zapytał nieśmiało barman, podsuwając jej wysoki szklany. Bezalkoholowy koktajl. Na koszt firmy.
Nie. Kompletny brak perspektyw odparła Elżbieta Matejewska. Porządna dziewczyna nie ma tu czego szukać. A może jednak nie zbankrutowalibyście, dolewając odrobinę koniaku do koktajlu? A tego rudego on ma kłopoty ze stawami biodrowymi, czy teraz tak się tańczy?
Do nowego roku Elżbieta Matejewska odwiedziła koncert rockowy, pokaz ogni, występ melancholijnych bardów, zawody ekstremalnego kolarstwa, turniej brydża, i już z rozpaczy, seminarium młodych poetów. Poeci ją dobili. Zarzucać przynętę nie miała sensu nie daj Boże, złapie się coś strasznego.
Tak, Jagódko, rozumiem cię. Za moich czasów wybierałam między twoim dziadkiem a dziesiątką innych, wcale nie gorszych. choćby ta stara wariatka Wasilewska miała wybór, choć całe życie tęsknie wpatrywała się w twojego dziadka. Ale dzisiejsza młodzież, Jagódko, zdumiewająco się skarlała, nie ma na kogo zawiesić oka.
W marcu Elżbieta Matejewska, po odwiedzinach u Wasilewskiej, postanowiła zajrzeć do Jagody w pracy. Podchodząc do muzeum, poślizgnęła się i upadła, szczęśliwie nie na schodach. Jakiś wojskowy podbiegł, by pomóc jej wstać. Elżbieta, wspierając się na jego ramieniu, skontrolowała brak złamań, a potem przyjrzała mu się i rzekła:
Panie majorze, widzę, iż jest pan czołgistą. Mój święty mąż dowodził pułkiem czołgów. Czy ma pan godzinę wolnego?
Major, sądząc, iż będzie musiał odprowadzić byłą matkę-dowódcę do domu, przeklinając swą chrześcijańską dobroć, skinął głową.
Doskonale. Był pan kiedyś w tym muzeum historii? Nie? Szkoda. Serdecznie polecam. Wejdzie pan teraz i poprosi o oprowadzanie przez Jagodę Rasiczkę. Ona jest świetną przewodniczką, nie pożałuje pan.
Major sam nie wiedział, czemu z niej poszedł do muzeum. Babcia jakby go zahipnotyzowała…
***
Ostatnio Elżbieta Matejewska cicho wyszeptała do śpiącego prawnuka Mietka:
Ty, moje słoneczko, mój ukochany misio, niedługo pójdziesz do szkoły, tata skończy wojskową akademię, a mama wreszcie skończy doktorat. I wtedy ze spokojem mogę odejść. Ale co, będziesz sam rosnąć, mój wróbelku? Nie, potrzebna ci siostrzyczka! Kiedy się ona urodzi, potem pójdzie do szkoły, potem… No, potem zobaczymy… potem będzie potrzebny brat, potem jeszcze jedna siostrażebyś nigdy nie był sam, mój skarbie. Tak to już jest z babciami, iż nie umieją przestać troszczyć się i snuć planów na przyszłość, choćby gdy świat wokół cichnie i otula je miękkim snem. Elżbieta pogładziła Mietka po ręce, uśmiechnęła się do siebie i pomyślała: Może odejdę spokojnie dopiero, gdy cała rodzina się zbierze przy stole, gdy Jagoda będzie się śmiała, a Wasilewska będzie narzekać na żylaki, a wnuki będą śpiewać piosenki, i choćby major przyzna, iż nieświadomie znalazł szczęście tam, gdzie go nie szukał.
I wtedy Elżbieta Matejewska, wśród tych wszystkich planów, zrozumiała, iż jej rola już nigdy się nie skończy. Bo troskliwa babcia nie odchodzi zostaje w sercu rodziny, która będzie ją wspominać w każdym śmiechu, w każdej trosce, w każdym nowym życiu. A jej spokojna dusza, już całkiem ukojona, mogła wreszcie odetchnąć, zostawiając po sobie ciepło, które nigdy nie zgaśnie.





