Pamiętam to tak, jakby to było wczoraj, choć minęło już półtora roku. Wtedy razem z mężem zostaliśmy rodzicami urodziła nam się śliczna córeczka. Rok później, mimo iż nasza malutka Apolonia była jeszcze taka drobna, zdecydowaliśmy się wyjechać z mężem na wakacje. Kiedy przyjechała do nas moja mama z Gdańska, opowiedziałam jej o naszych planach.
Mama westchnęła ciężko i powiedziała:
Jak wy chcecie odpocząć z takim maluchem? Przecież nie będziecie mieć z tego ani urlopu, ani prawdziwego wypoczynku. Słyszałam, jak moja sąsiadka wróciła znad Bałtyku jej dzieci zabrały ją ze sobą, żeby miała kto popilnować wnuków. Też bym może się gdzieś ruszyła, ale teraz choćby nie mam grosza przy duszy.
Doskonale rozumiałam tę aluzję, ale nie zareagowałam od razu. Postanowiłam przemyśleć sprawę i skonsultować się z mężem. Nazajutrz przekazałam mamie, iż chcemy, by pojechała z nami. Powiedziałam jej jednak szczerze:
Spójrz, mamo, Łukasz zapłaci za całą twoją podróż. Będziesz miała swój własny pokój, dostaniesz bilety, a choćby damy ci trochę pieniędzy na wydatki. Ale musisz nam tam pomagać przy Apolonii. Dam ci jeszcze coś ekstra, tylko nie mów nic Łukaszowi!
Mama bez wahania zgodziła się. Tak więc wspólnie wybraliśmy się na wakacje. Pierwszy dzień minął spokojnie, bo po podróży byliśmy wszyscy bardzo zmęczeni i wcześnie poszliśmy spać. Drugiego dnia Łukasz powiedział do mojej mamy:
Mamo, weź dzisiaj Apolonię do siebie do pokoju na noc. Chcemy z Anią wyjść wieczorem na kolację do restauracji.
Na to mama odparła:
Chętnie bym wzięła, ale niestety nie mogę. Wczoraj wykupiłam sobie dwie wycieczki po okolicy i już rano muszę się zbierać!
Byłam zaskoczona:
Mamo, jak to? Przecież miałaś nam pomagać z małą! Tak się umawiałyśmy od samego początku!
Mama na to spokojnie:
Ale ja mam tylko dwie wycieczki. Dwa dni będą tylko dla mnie, wtedy odpocznę, a później już wam będę pomagać, obiecuję.
Nie było wyjścia, zgodziliśmy się na to. Po dwóch dniach mama przyszła do mnie i powiedziała:
Coś mnie złapało, chyba się przeziębiłam… Najlepiej będzie, jeżeli przez kilka dni sama zajmiesz się Apolonią, bo nie chcę jej zarazić.
Spojrzałam na nią podejrzliwie:
Ty chyba wcale nie jesteś chora! Nie kichasz, nie kaszlesz, nie masz kataru!
Ale minął tydzień mama ciągle narzekała na złe samopoczucie. Aż pewnego popołudnia przyłapałam ją, jak je sobie lody na tarasie.
Mamo! Co ty robisz? Przecież gardło cię boli! Może jednak wcale nie jesteś chora i przez te dni po prostu nas okłamywałaś?
A mama tylko wzruszyła ramionami i powiedziała:
A ja też chcę odpocząć! Cały czas pracuję, jestem zmęczona naprawdę nie mam ochoty być twoją nianią!
Byłam oburzona:
Ustaliłyśmy, iż to wakacje za pomoc. Ty odpoczywasz za nasze pieniądze, a nam wcale nie pomagasz!
Czułam się bardzo zraniona zachowaniem mamy. W sumie, do końca wyjazdu prawie się do siebie nie odzywałyśmy. Wróciliśmy do domu i od tamtej pory nie mamy kontaktu. Minęły już trzy miesiące, a ja wciąż nie potrafię jej wybaczyć tego, co wtedy zrobiła…











