Walizka stała już przy drzwiach, a na kuchence wciąż bulgotał barszcz z uszkami. Tak go lubiła. Marzena osuszała ręce ręcznikiem, jakby to było odruchowe. Spojrzała na znany tył głowy, na pieg wzdłuż ucha, który tysiąc razy całowała. Nie rozpoznawała go. Wyjeżdżasz na delegację? Nie, Marzena. Wychodzę. Słowo zawisło w kuchni, jak dym z komina. Gdzie? […]