Z Martą pracowaliśmy w tej samej firmie, ale w innych oddziałach. Zdarzało się, iż oboje zostawaliśmy po godzinach, a jej mąż mój przyjaciel Paweł czasami dzwonił do mnie z prośbą, abym odprowadził Martę na przystanek tramwajowy. I tak, raz na jakiś czas spotykaliśmy się w holu i szliśmy razem przez centrum Warszawy, rozmawiając o życiu. Mieliśmy wiele wspólnych tematów, a Paweł często nie potrafił pojąć, dlaczego Marta lubi pewne rzeczy. Ja znajdowałem w tych rozmowach wielką przyjemność, a nasza relacja zaczęła się przeradzać w coś więcej na pożegnanie Marta czasem mnie obejmowała, później całowała w policzek, a raz, pewnej pochmurnej nocy, pocałowała mnie naprawdę, przez co spóźniła się na tramwaj.
Zdawałem sobie sprawę, jak bardzo to krzywdzące wobec mojego przyjaciela i jego rodziny, ale byłem zakochany w Marcie.
Marta coraz częściej wymyślała, iż zostaje dłużej w pracy, tylko po to, by wpaść do mnie do mieszkania na Starej Ochocie; opowiadała o delegacjach, o wyjazdach do mamy do Krakowa, choć w rzeczywistości spędzaliśmy razem czas chodziliśmy na spacery po parkach, piliśmy kawę w małych kawiarenkach, kiedy Paweł pracował i nie mógł nas zobaczyć.
Kochałem Martę prawdziwie, choć nigdy nie rozmawialiśmy o tym, by odeszła od Pawła. Wydawało mi się jednak, iż gdyby poprosić, zrobiłaby to bez zawahania. Uwijałem się w świecie marzeń, odbierając szczęście nie obcemu, ale mojemu najlepszemu przyjacielowi. Spotykaliśmy się w barze na Nowym Świecie, a Paweł żalił się, iż Marta bardzo się ostatnio zmieniła, stroi się na wyjścia, iż pewnie ma kogoś innego. Udawałem troskliwego kompana, a potem spieszyłem się na spotkanie z ukochaną.
Nie mogłem pojąć, dlaczego tak rujnuję życie innych, aż pewnego dnia Marta przyszła do mnie bardzo zirytowana po kłótni z mężem. Potrzebowała, by rozładować emocje na mnie.
U ciebie zawsze jest bałagan! Nie masz rąk, żeby zebrać się i posprzątać? Lodówka świeci pustkami. Myślisz, iż powinnam gotować i sprzątać w dwóch domach? Jesteś moim kochankiem, nie synem, naucz się dbać o siebie rzuciła ostro.
Na chwilę mnie zatkało. Zrozumiałem, iż Marta mnie nie kochała byłem dla niej tylko przelotną rozrywką. Nasze spotkania stały się coraz bardziej powszednie, pełne tej samej codzienności co jej małżeństwo. Marta straciła zainteresowanie.
Żałuję tylko, iż to ja zdecydowałem się zakończyć tę znajomość pierwszy. Jeszcze tego wieczoru wysłała mi sms-a, iż wyjeżdża i żebym nie ważył się wspominać Pawłowi o czymkolwiek. Nie miałem zamiaru. Wstydziłem się spojrzeć mu w oczy przyznać się do tak okrutnej zdrady było ponad moje siły. Powiedziałem mu tylko, iż nie będę już odprowadzał Marty, bo kończę pracę wcześniej.
Mówią, iż szczęścia nie urządza się na cudzym nieszczęściu. Teraz żyję z tym ciężarem i strachem, iż moja nowa dziewczyna może okazać się taka sama jak Marta. Życie nauczyło mnie, iż prawdziwe uczucia nie rodzą się w kłamstwie, a każda chwila niemoralnej przyjemności prędzej czy później obraca się przeciwko nam.






