ZAGLĄDAJĄC W PUSTKĘ Dima i Ania pobrali się, mając po 19 lat. Nie potrafili żyć bez siebie, oddy…

newsempire24.com 11 godzin temu

PATRZĄC W PUSTKĘ

Dawno temu, gdy czasy były inne, Wojtek i Jagna pobrali się mając zaledwie po dziewiętnaście lat. Ich miłość była niczym burza z piorunami nie potrafili bez siebie żyć i oddychać. Rodzice niezwłocznie postanowili, iż należy im tę miłość pobłogosławić i usankcjonować małżeństwem, by nie wyniknęło nic nieodpowiedniego.

Wesele urządzono huczne, jak to wtedy w Polsce bywało, z dziesiątkami gości, lalką przypiętą do maski dużego fiata, morzem kwiatów, petardami na niebie, pełną salą w remizie, i oczywiście chóralnym Gorzko, gorzko!.

Rodzice Jagny nie mogli się dorzucić do ślubu, choć bardzo chcieli ledwo starczało im na chleb, a i na kieliszek też zawsze znaleźli grosz. Wszystkie wydatki pokryła matka Wojtka, wytrawna gospodyni, pani Stanisława Marciniak, choć w domu wszyscy mówili do niej Sawa. Ona zresztą od dawna przestrzegała syna, by nie zbliżał się do dziewczyny, której rodzice nie stronili od wódki. Ale gdzie tam! Wojtek był przekonany, iż Jagna jest inna, iż kocha bez granic i żadna zła predyspozycja nie rozbije ich szczęścia.

Synku, od łopianu nie urodzi się róża powtarzała Sawa z rezygnacją. Żeby się nie okazało, iż wasza miłość jest jak rzęsa na wodzie.

Młodzi byli pewni, iż życie stoi przed nimi otworem, iż wszelkie troski nie mają do nich wstępu, bo razem mogą wszystko. Wydawało się, iż świat leży u ich stóp i zawsze będzie dla nich łaskawy.

Z początku los faktycznie im sprzyjał. Sawa z mężem w prezencie ślubnym podarowali im mieszkanie na warszawskim Ursynowie. Żyjcie, dzieci, i radujcie się! powtarzali z uśmiechem.

Jagienka urodziła dwie córeczki Hanię i Danusię. Wojtek zakochał się w nich na zabój. Był dumny, czuł się panem domu, mężem i ojcem wszystko to przynosiło mu nieskrywaną radość.

Jednak po kilku latach coś się zaczęło psuć. Jagna coraz częściej znikała bez słowa, wracała po nocy, z zapachem spirytusu na kurtce. Wojtek próbował rozmawiać, szukał wyjaśnień. Ona długo milczała, aż w końcu wybuchnęła:

Nigdy cię nie kochałam, to była tylko fantazja młodości! Teraz mam kogoś innego, idę do niego, mimo iż ma żonę i trójkę dzieci.

Wojtek zdębiał. Ogarnął go ciężki smutek nie wierzył, iż ukochana mogła tak go zranić. Jagna uciekła do zapomnianej wsi pod Łomżą, przekonana, iż z nowym wybrankiem choćby w szałasie byłby raj. O dzieciach nie myślała wcale.

Sawa z mężem nie mogli pozwolić na domowe roztrzaskanie zabrali wnuczki do siebie. Opiekowali się nimi z miłością większą niż do własnych dzieci.

Tymczasem Wojtek po kilku nieudanych próbach ratowania siebie, zgłosił się z polecenia znajomego do wspólnoty religijnej, gdzie krótko cieszył się jej uwagą, aż w końcu ożeniono go z wdową, Klementyną, która miała dwóch synów, Jurka i Waldka. Wszystko według zwyczaju wspólnoty.

Nowa żona nie chciała słyszeć ani o córkach Wojtka.

Mają matkę, niech ona się nimi zajmuje! powtarzała zniecierpliwiona, każąc Wojtkowi zabierać pasierbów do szkoły czy zmywać po nich gary. Wojtek zaciskał zęby i znosił to wszystko, choć w sercu dalej miał żal i miłość do Jagny.

Lata mijały. Pewnego dnia minęło już siedem wiosen do mieszkania Sawa przyszła, niosąc na ręku czteroletnią dziewczynkę.

Sawa długo przyglądała się byłej synowej.

Życie cię nie oszczędziło, Jagna. To twoja córka? spytała.

Tak, Marysia. Uwiedzcie nas, choć na trochę… odparła Jagna z proszącym tonem.

A twoi rodzice? dociekała Sawa z przekorą. Nie pasują im wnuki?

Chcę zobaczyć dziewczynki, tęskniłam za nimi… powiedziała cicho Jagna, mając nadzieję, iż matka Wojtka się zmiękczy.

Patrzcie, przypomniała sobie o dzieciach! Kukułczy instynkt, co?! Sawa nie kryła żalu.

W drzwiach zjawiły się Hania i Danusia, już podrosłe, nieufnie przyglądały się matce. Nie czuły do niej nic poza bólem i zawodem.

Sawa, mimo wszystko, przyjęła Jagnę i Marysię. Ale po miesiącu Jagna zniknęła, zostawiając malutką Marysię u babci. Okazało się, iż wróciła do mężczyzny, od którego uciekła, do kolejnych upokorzeń i biedy. Sawa i jej mąż przygarnęli też Marysię, i cała trójka dziewczynek dostała dach i dom pełen ciepła, serca i wzajemnego szacunku.

Ale czas płynie nieubłaganie… Sawa, a potem jej mąż, odeszli do wieczności.

Hania wyszła za mąż, ale nie doczekała się dzieci. Danusia pozostała panną, siwiejąc przy radioodbiorniku. Marysia już jako siedemnastolatka urodziła dziecko nie wiadomo z kim. niedługo wyjechała na wieś do matki.

Młodość odeszła niespodziewanie, starość zapukała do drzwi nieproszona.

Jagna żyła sama. Jej konkubenta zabrały do miasta jego dorosłe córki, bo ciężko chorował i był już niepełnosprawny. Obwiniały Jagnę, iż przez jej zaniedbania ojciec popadł w chorobę.

Nie pchaj nosa w nie swoje sprawy! syknęły na odchodne.

Wieść o Jagnie szerzyła się po wsi, a ludziom języki świerzbiły do plotek. Zyskała złą sławę mówiono krótko: pijaczka i bez wstydu. Taki obraz malowano, choć życie ją zamęczyło chyba najbardziej ze wszystkich.

Wojtek w końcu uciekł od Klementyny i ledwo dał radę wyrwać się ze wspólnoty. Został sam, mieszkał w kawalerce po Sawie. Był jak palec. Przegryzał kaszę z kisielem, przetrwał dzięki trzem kotom, które przygarnął tylko one cieszyły się z jego towarzystwa. No i to by było wszystko, jeżeli chodzi o miłość.

A przecież kiedyś szczęście prawie zawitało w ich progi…

Idź do oryginalnego materiału