Zaginione mauzoleum, cmentarzyska z epoki brązu i nekropolia szkieletowa z X wieku

nieustanne-wedrowanie.pl 7 godzin temu

Wszystkie te tajemnicze miejsca odkryłam z moją przyjacióką Renią i z Lonkiem, moim wiernym psem. Od czasu, kiedy nadeszła wiosna, spotykamy się przynajmniej raz w tygodniu i wyruszamy na poszukiwania. Czasem prowadzą nas stare mapy, ale nie zawsze, bo niektórych z odkrytych przez nas obiektów nie naniesiono nigdzie na żadną z map ani teraz, ani wcześniej i wówczas za wszystkie drogowskazy do nich musiała wystarczyć nam jedynie intuicja. Nasze wyprawy w teren niezabudowany mają charakter rekreacyjny i czasami nazywamy je spacerami, jednak prawda jest taka, iż wszytkie one są wyprawami badawczymi, odkrywamy bowiem i pokazujemy światu miejsca z historią (która często liczy sobie tysiace lat) ale nikt się nad nimi nie pochyla. Nie zachwyca się i nie dostaje zawrotów głowy na ich widok. Nikt… tylko my! Nieustanni wędrowcy.

Zaginione mauzoleum z Jugowca (powiat średzki, gm. Środa Śląska)

Ten obiekt od zawsze zaprzatał mi głowę, dlatego też zaliczyłam już w swojej historii Nieustannego Wędrowania kilka nieudanych prób namierzania tego grobowca. W sieci nie znalazłam o nim ani słowa. o ile ktoś już pisał o Jugowcu, to zajmował się głównie tamtejszym pałacem i ruiną gorzelni, która stoi tuż obok, po drugiej stronie ulicy. Początkowo podejrzewałam, iż znajdował sie on w parku dworskim, na szczycie niewielkiego wypiętrzenia, jednak gwałtownie ustaliłam, iż była to jedynie lodownia. Skąd więc wiedziałam, iż taka jaśniepańska mogiła w ogóle tam istniała? Po pierwsze: podejrzenia wynikały z mojego doświadczenia. Zbyt często natrafiałam na mauzolea w parkach dworskich, aby nie wziąć takiej prawdopodobnej ewentualności pod uwagę. Po drugie: jakiś czas temu postawiono w Jugowcu tablicę z mapką i krótkim rysem dziejowym tej wsi i naniesiono na niej krótką wzmiankę tej treści:

W roku 1813 stacjonujące w Środzie Ślaskiej i wokół niej wojska napoleońskie sprofanowały między innymi grobowiec rodziny von Osten, właścicieli ziemskich Jugowca.

Pojawił się więc jakiś trop. Był on jednak zbyt marny, aby mógł zaprowadzić mnie do rzeczonego celu. Najsampierw musiałam uruchomić wyobraźnię i zastanowić się, gdzie, skoro nie na terenie parku, mogli jaśpiepaństwo von Osten wybudować dla siebie rodzinny grobowieć? Korzystalam z własnego doświadczenia i doszłam do wniosku, iż zaraz za fosą, która stanowi naturalną granicę parku dworskiego, jest dość mocno obsadzony drzewami teren i tam należy szukać.

Podchodziłam do tego tematu trzy razy…

Raz, kilka lat temu z moim dawnym przyjacielem Sławkiem, z którym niejedne buty zdarłam na szlaku, a potem po raz drugi z Ines. Dzięki Sławkowi wyeliminowałam zielony teren tuż za fosą, gdyż on ustalił, iż znajdowała się tam cegielnia. Oczywiście fakt ten nie wykluczał w stu procentach istnienia tam mauzoleum w przeszłości, gdyż Jugowiec często zmieniał właścicieli i nie musieli oni wcale zważać na miejsce pochówku swoich zmarłych poprzedników. W moich wyobrażeniach o tej sprawie mieściło się również to, iż kiedy odkryto możliwość wzbogacenia się na iłach, mogiła przestała być istotna, a wręcz mogła przeszkadzać, więc żaden problem obrócić ją w perzynę dla dobra sprawy. Sławek był jednak innego zdania, dlatego przesunęliśmy nasze poszukiwania nieco dalej, czyli na niewielkie wzniesienie, z którego jak na dłoni widoczny jest pałac. Znajduje się ono około 200 metrow od dworu. Minęliśmy stertę gruzów przy betonowej drodze, która prowadziła do silosa. Obejrzeliśmy je z tej odległości i uznaliśmy, iż nie ma co się tam wbijać, gdyż to same po pegeerowskie betony. Bo tak rzeczywiście było. Wielka góra betonowych, pokruszonych płyt, resztki ogrodzenia itp. Natomiast za silosem zrobiło się przyjemniej. Cicho, zielono i w cieniu grochodrzewów. No idealne miejsce na mauzoleum! Jednak wszystko co wtedy osiągnęłam, to namierzenie kilku cegieł, które były bardzo podejrzane. Leżały w wysokich trawach na niewielkim wzgórzu naprzeciwko pałacu po lewej stronie od miejsca, gdzie znajdowala się kopalnia gliny. Nie potrafiłam znaleźć wytłumaczenia, skąd mogły się tam wziąć? Nie było to ani gruzowisko, ani wysypisko odpadów, tylko cegły w ilości zalednie kilku. Ale, iż znaleźliśmy się tam w porze letniej i flora bardzo rozbujała, to nie pozwoliła nam wejść głębiej i poszukiwania zostały zawieszone.

Gruzowisko przy betonowej drodze na wzniesienie, z którego widać pałac w Jugowcu jak na dłoni.

Jakiś czas później zaprowadziłam do tego miejsca moją Ines. Podobnie jak za pierwszym razem zrobiłam lustarcję terenu pokazując córce rzeczone cegły. Ona także stwierdziła, iż sprawa jest wielce podejrzana. Ale to również był środek lata, a my będąc na wyprawie rowerowej miałyśmy na sobie któtkie spodenki. Okoliczności te nie zachęcały do wbijania się w taki busz z gołymi nogami, gdzie czekały na nas z utęsknieniem komary i kleszcze, więc odpuściłyśmy. I tak sprawa zawisła w czasie aż do tegorocznej wiosny, kiedy to opowiadziałam Reni o tym tajemniczym grobowcu. Zaproponowałam jej, aby wybrała się tam ze mną i pomogła mi go poszukać, póki jeszcze wiosna nie ogarnęła wszystkiego bujną zielenią.

Wyprawa badawcza

Powiedziałam wtedy do Reni, iż niczego nie mogę obiecać, bo nie mam pojęcia, czy uda nam się coś znaleźć. I wiecej! Że jest bardzo prawdopodobne, iż wrócimy z niczym, ale będzie miło, bo pogodę miałyśmy piękną, pola zaczynały się zielenić a droga przed nami jedynie gruntowa. Jugowiac leży rzut beretem od Środy Śląskiej, a więc w zasięgu spacerowym. Miałyśmy więc w panie zrobić około 10 km z buta. Podczas marszu opowiadałam jej o moich porażkach związanych z poszukiwaniem tego tajemniczego obiektu. Mówiłam o wzmiance na tablicy z mapką, która znajduje się wśrodku wsi, gdzie napisano o sprofanowaniu grobowca. Dosłownie rzecz biorąc sprofanowanie rozumie się jako znieważenie i pozbawienie czci i szacunku, w tym przypadku osób tam pochowanych ale w praktyce mogłoby to oznaczać na przykład wysadzeniae w powietrze. Niekoniecznie za czasów Napoleona, ale już po II wojnie światowej. Czewonoarmiści uwielbiali przecież takie zabawy z fajerwerkami.

Brałam to pod uwagę, ponieważ nie udało mi znaleźć we wsi tej nikogo, kto wiedziałby cokolwiek o lokalizacji tego mauzolem. Dopuszczałam więc myśli, iż zostało ono zrównane z ziemią najpóźniej po 1945 roku i nie żyje już nikt, kto by to wydarzenie pamiętał. W podobnych poszukiwaniach wszystko jest możliwe, dlatego kiedy ponownie wyruszyłam do Jugowca w celu badawczym, liczyłam się z tym, iż i tym razem wrócę zawiedzina i niespełniona.

Maszerowałyśmy pięknym starym szlakiem, który biegnie przy cegielni. Nazywam tę trasę czerwoną drogą, bo cała wysypana została dachówkowym i ceglanym gruzem, który z czasem zamienił się w czerwony pył i na taki kolor ją zabarwil. Wszędzie tam dookoła cudne pola ziemi średzkiej. Przy ścieżce przez cały czas rosną poniemieckie grusze i jabłonie, które właśnie kwitły. To czysta magia! Niedługo potem znalazłyśmy się na terenie wsi i skręciłyśmy w polniaka, który biegł tuż przy murach okazających założenie dworskie i kończył się przy fosie. Kilkadziesiąt metrów dalej wbiłyśmy się w zadrzewiony teren byłej, nieistniejącej od początków XX wieku cegielni i stamtąd dotarłyśmy do wpominanej wcześniej betonowej drogi, gdzie znajduje się gruzowisko po pegeerowskie. Po raz kolejny na nie spojrzałam, przekonując Renię, iż nie jest warte uwagi, bo to wszystko stosunkowo nowe jest. Ona rzuciła tylko na nie okiem i przyznała mi rację. Ruszyłyśmy dalej, mijając bardzo głęboki silos i tuż za nim skręciłyśmy w lewo, ku miejscu, gdzie ongiś namierzyłam tych kilka nękających mnie od lat cegieł.

Na starej mapie niemieckiej w miejscu, gdzie po wojnie wybudowano ten silos, znajowała się miejscowa piaskownia. Zaznaczono tam również, nieco niżej wspomnianą wcześniej cegielnię, ale grobowca ani śladu na tych leciwych mapach. Pomimo tego jednak po raz trzeci zdecydowałam się tam powrocić i zbadać ten teren. Bez nadzieji i bez nastawiania się na sukces. Wiecie dlaczego to zrobiam? Bo miałam przeczucie…

Znalazałam się z Renią między grochodrzewami i znowu zaczęłam szukać tych nieszczęsnych cegieł, ale nie pozwalały mi się namierzyć tym razem, choć trawa dopiero zaczynała kiełkować. Lonek trzymał się nas blisko i był bardzo zaoferowany wyprawą za miasto. Po chwili zaczęliśmy się rozłazić każde w swoją stronę. To wypiętrzenie nie jest duże. To taki trójkąt o stumetrowych bokach. Lonek zaczął buszować sobie po swojemu, trzymajac mnie na oku, Renia z uporem maniaka poszukiwała owych cegieł, a ja poszłam głębiej zostawiając ją w tyle. Idąc przed siebie widziałam wyschnięty rów, chyba melioracyjny i zwalone drzewo. Nie było tam żadnej ścieżki i trzeba było uważać, żeby nie wpaść na jakiegoś dzika. Doszłam do drugiego boku tego trójkąta i widziałam już pole. I wtedy spojrzałam w lewo, a tam, w lekkim dole tuż przy lini drzew leżały gruzy. I to nie było nic po pegeerowskiego. To były resztki kolumn…

Ruina mauzoleum w Jugowcu

Nie mogłam w to uwierzyć!

Przyspieszyłam i zaczęłam potykać się o leżące na ziemi gałezie! I krzyczałam głośno: „Reniu! Znalazłam je! Tu jest! Chodź szybko!” Cała byłam rozdygotana, oniemiała i traciłam oddech z wrażenia. To było coś niesamowitego! Po chwili na miejscu byli już Renia i Lonek i zaczęła się lustracja. Bez wątpienia namierzyłam to legendarne mauzolem, bo w powojennej Polsce długo nikt tak nie budował. Po chwili ustaliłyśmy, iż grobowiec musiał stać w miejscu wypiętrzenia na tym wypiętrzeniu i widać go było jak na dłoni z dworskiego ogrodu. Znalazłyśmy też resztki podziemnego wejścia do krypy. Na bank grobowiec został po prostu wysadzony.

Oczywiście od razu posłałam wiadomość do Ines o tym znalezisku i powiem Wam, iż prawdziwie ją zaskoczyłam. Ona również po obejrzeniu zdjęć nie miała wątpliwosci, iż są to ruiny tego obiektu. Szukałam na tej stercie zabytkowych gruzów detali. Fragmentów inskrypcji, ozdobnych gzymsów, ale najwidoczniej wszystko to znajduje się pod ziemią albo u tambylców w skalniakach. Z ozdobnych fragmentów tej budowli zachowały się jedynie kolumny.

Jednak oprócz opisywanych wzniosłych emocji, które towarzyszyły mi jako odkrywcy, pokazał się również rozbawiony chochlik, który dosłownie pękał ze śmiechu widząc mnie w tych okolicznościach. Chodzi o to, iż czas się przyznać do tego, iż na wzgórzu tym zatoczyłam koło i wróciłam do tej kupy gruzów po pegeerowskich zachodząc je z przeciwnej strony. To za nimi właśnie ukryte są ruiny grobowca. Wielka sterta betonu, która rosła sukcesywnie przez te wszystkie lata, bardzo skutecznie je ukrywała. Pomagała jej w tym bujna roślinność tego miejsca. Nie weszłam tam nigdy, choć przechodziłam kilkakrotnie. Zignorowałam ją, oceniając pobieżnie. Nie wnikałam w szczegóły. To samo zrobił Sławek i Ines. Wszyscy je mijaliśmy obojętnie, całkowicie zaślepieni powierzchownością tego miejsca. Takie buty!

Ta historia z drogi nauczyła mnie, iż potrzeba mi się bardziej przykładać. Znaczy się, nie iść na łatwiznę. Gdybym była bardziej czujna, już dawno osiągnęłabym ten cel, a tak zajęło mi to więcej czasu. Jednak pomimo tego z uporem maniaka wracałam na to miejce i zaczynałam od nowa, choć wydawało się, iż to już naprawdę nie ma najmniejszego sensu. Nie rozumiem dlaczego nie odpuściłam? Bo przecież choćby autor tej krótkiej notki na tablicy informacyjnej nie wiedział, gdzie to mauzoleum się znajduje. Może ci, którzy spoczęli w tym grobowcu chcieli, aby ich odnaleźć i nie dawali mi spokoju? Któż to wie? W Nieustannym Wędrowaniu wszystko jest możliwe…

W każdym razie dawno już nie byłam taka zadowolona z siebie, jak tamtego dnia…

Jeżeli chcecie zobaczyć więcej obiektów w Jugowcu, to tutaj zostawiam Wam namiary na inne moje wpisy blogowe o tej miejscowości. Wystarczy kliknąć w poniższe linki. Strony otworzą się w nowej karcie i nie wyloguje Was z tego wpisu. Zapraszam.

PAŁAC W JUGOWCU. Historia pewnej miłości…

OPUSZCZONA GORZELONIA W JUGOWCU. Dolnośląski urbex

Cmentarzyska z epoki brązu

Epoka brązu to bardzo szeroki temat, jednak w tym wpisie omawiam stanowiska archeologiczne znajdujące się na terenie mojej Małej Ojczyzny, czyli ziemi średzkiej, gdzie położony jest pierwszy opisany tu Jugowiec, skąd jeszcze się nie ewakułujemy, gdyż teraz opowiem Wam kolejną, dużo starszą historię, która ulokowana jest również na jego terenie. A potem zabiorę Was do Lipnicy i podzielę się z Wami moim kolejnym, fascynującym odkryciem.

Epoka brązu na terenie Powiatu Średzkiego

Jak sama nazwa wskazuje, pradawni ludzie z tego okresu w dziejach ludzkości opanowali sztukę pozyskiwania metalu zwanego brązem. W omawianym tutaj czasie brąz, który wykorzystywano w gospodarstwie domowym i do tworzenia biżuterii wytwarzany był z miedzi i cyny w proporcjach 90% (miedź) i 10% (cyna). Początek tej „brązowej cywilizacji” w naszym kraju datuje się mniej więcej na 2300 rok przed naszą erą. Rozpoczęła się ona w momencie, kiedy nastąpił ogromny postęp metalurgiczny. Od tego czasu skromni hodowcy bydła i rolnicy zaczęli zmieniać się w rzemieślików, którzy wytwarzali z brązu wartościowe przedmioty i handlowali nimi. Dzięki temu ich gospodarka zaczęła przyśpieszać. To wtedy zaczęły wyłaniać się główne różnice między ludźmi, dzieląc ich na biednych i bogatych.

W mojej Małej Ojczyźnie kilka mówi się o epoce brązu. Mało znaleziono tutaj zabytków z tego okresu. Archeolodzy zwalają to na zbyt słabe wartościowo ziemie, iż niby nie zachęcała ona do osiedlania się na tym terenie. Były jednak prowadzone badania na terenie Kostomłot, Samborza, Zabłota, Chomiąży i Wilkowa, gdzie znaleziono nieliczne zabytki. U nas głównie znajdujemy pamiątki po kulturze łużyckiej, która zaczęła rozwijać się około 1300 roku przed nasszą erą. Czyli naprawdę pierdyliard lat temu. To po nich właśnie pozostały na tym terenie cmentarzyska ciałopalne. W takich miejscach znaleziono manualnie tworzoną ceramikę oraz interesujące figurki przedstawiające zwierzęta, a w dawnych osadach – narzędzia z brązu: siekiery i sierpy. „Średzcy” łużyczanie wznosili słupowe bydynki mieszkalne, ale też ziemianki. Ich wsie znajdowały się blisko źródeł wody. Uprawiali oni ziemię i siali na niej jęczmien, przenicę i proso. Chodowali też zwierzęta: krowy, świnie, kozy i owce. Na swoich cmentarzach grzebali zmarłych w glinianych naczyniach, oczywiście wcześniej ich spalając. W kurhanach składano oprocz prochów naczynia i biżuterię. W takich miejscach znaleziono prawdziwe skarby. Wykonane z brązu ozdoby: naszyjniki, bransolety, zapinki oraz przybory toaletowe, na przykład brzytwy.

Cmentarzysko ciałopalne w Jugowcu

Jednak tego cmentarzyska z epoki brązu nikt po II wojnie światowej nie badał. Znajduje się ono na lekkim wypiętrzeniu, na wielkim polu pomiędzy Środą Śląską, Chwalimierzem a Jugowcem, ale najbliżej mu do tego ostatniego. Na mapę NID-u naniesiono go w 1974 roku, czyli 52 lata temu i popełniono dość spory błąd w lokalizacji, bo pomyłka wynosi prawie pół kilometra. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, iż nikt z polskich archeologów nie był tam osobiście. Ustalono taką lokalizację korzystając z niemieckich publikacji archeologicznych tego terenu, gdzie znaleziono informacje, iż taki obiekt gdzieś w tej okolicy się znajduje. Nekropolia jednak chroniona jest prawem. Ma nadany obszar i nazwę. Opisano ją jako cmentarzysko ciałopalne z epoki brązu. Rolnik, na którego polu znajduje się ten zabytek, na pewno wie czym jest to miejsce, bo nie próbuje go choćby podorać.

Posłuchajcie…

Poszłam tam z Renią i z Lonkiem, ale ta historia zaczęła się znacznie wcześniej. Wiele razy będąc w tej okolicy razem z Ines pokazywałam jej to miejsce mówiąc, iż jest bardzo podejrzane. Mówiłam córce, że to góra na górze jest. Że dostrzegam tam jakby wały. Ale ona negowała i komentowała, że mam obsesję i iż nie każda kępa drzew na polu to grodzisko. To prawda, iż podejrzewałam istnienie tam osady średniowiecznej, ale pech chciał, iż nie prowadzi tam żadna ścieżka i dostęp jest naprawdę trudny, zwłaszcza latem. Jednak mnie to średnio przeszkadzało, za to Ines, która panicznie boi się dzikich zwierząt, robiła wszystko, aby oddalać w czasie odwiedziny tych chaszczy. Któregoś dnia jednak, kiedy znalazłyśmy się tam jesienią i pola były pokoszone i ona dojrzała z oddali te wały. Powiedziała wówczas, iż chyba rzeczywiście mam rację i trzeba by to zbadać. Może wiosną? Super! To najlepszy czas na takie eksploracje! Ale kiedy przyszła wiosna Ines była w Turcji. Kiedy przyszła kolejna, odpoczywała na Cyprze. I tak mijały jej kolejne lata na zwiedzaniu świata, a do tej kępy w polu dojść nie mogła. Mało tego, ja musiałam obiecać, iż sama tam nie pojdę, bo to według niej zbyt niebezpieczne. I stało się tak, iż w tym roku poprosiłam Renię, aby towarzyszyła mi w tej wyprawie badawczej. Wyruszyłyśmy tam zanim jeszcze rzepak urósł i zanim posiano kukurydzę. Musiałyśmy bowiem wędrować wzdłuż cieku wodnego i po samym polu. Ines nic nie powiedziałam…

To był czwartek, pogoda cudna i wiosna. Przez część tej drogi maszerowaliśmy wygodnie gruntową ścieżką, ale w pewnym momencie musiałyśmy wbić się w szczere pole, bo nie było innego wyjścia. Wybrałyśmy niezaoraną linię trawy tuż przy rowie melioracyjnym, który zbudowany został jeszcze przez Niemców. Dzięki temu nie deptałyśmy wschodzących roślin. Jednak ostatni kawałek był już na przełaj. Na szczeście to ziemia pod kukurydzę była, a ona jeszcze nie kiełkowała, więc żadnych szkód nie uczyniłyśmy. Po chwili szybkiego sprintu znalazłyśmy się w tej zadrzewionej kępie.

Kurhany

Przez całą tę drogę rozmawiałyśmy o tym, co tam zastaniemy? I o tym, iż może zupełnie nic, ale Renia coś przeczuwała, bo wieokrotnie mówiła, iż jest dobrej myśli i iż nie wrócimy z tej wyprawy z niczym. Ja po prostu nie chciałam się nakręcach aby w razie czego nie ulec porażce, ale ona była pod wrażeniem znalezionego tydzień wcześniej mauzoleium w Jugowcu i najwyraźniej połknęła bakcyla. Emocji więc nam nie brakowało.

Kiedy weszłyśmy między te drzewa, zaczęłyśmy się rozglądać. Na początku nie wiedziałam z czym mam do czynienia, ale moja wyobraźnia dzialała i szukała odpowiedzi w moim doświadczeniu. Powiedziałam wtedy do Reni, że to jakby cmentarz jest, ale miałam na myśli bardziej taki dziewiętnastowieczny, ewagelicki. Mówiłam głośno, iż dziwne jest to, że nie ma śladów po nagrobkach i żadnej drogi, choć po prawdzie mogła zostać zaorana. A potem, że dotąd byłam przekonana, iż w Jugowcu nigdy cmentarza nie było, i iż ludzie chowali zmarłych w pobliskim Krynicznie…

Czułam jak myśli zalewają mi mózg, gdy patrzyłam na te górki kamieni. Leżały na terenie całej tej wyspy. Początkowo stwierdziałm, iż to kamienie zebrane z pola, ale nie wszystkie pasowały do tej tezy. Leżały na obrzeżach kępy, ale i w samym jej środku. Dziwne to było dla mnie, iż rolnikowi chciało się targać je aż tak głęboko między drzewa.

Kamienie zebrane z pola. Być może pod nimi znajduje się również kurhan.

Lustrowałyśmy ten teren drobiazgowo. Znalazłyśmy choćby „artefakt”. Rozmawiałam o tym z Renią. Zastanawiałam się nad tym czy wiadro było polskie czy jeszcze ponienieckie? Trochę o tym dyskutowałyśmy. Moja przyjaciółka dokładnie obejrzała znalezisko, ale nic konkretnego nie ustaliłyśmy.

I wtedy, dosłownie w chwilę potem mnie olśniło! Spojrzałam dookoła, zrobiłam wielkie oczy i wydusiłam z siebie: Reniu! To są kurhany! Moja przyjaciołka dostala od tych słów gęsiej skórki. Wtedy dopiero zaczęła się lustarcja! Wszystko stało się jasne i czytałyśmy z tego terenu jak z książki. Dokładnie wiedziałyśmy które kopce z kamieni są z pola, a które to grobowce! Zobaczyłyśmy wyraźną rożnicę między nimi. Dosłownie oczy nam się otworzyły. To był prawdziwy czad!

Kurhan

Kurhany znajdują się na całym tym terenie, który otacza wyraźny wał. Gdzieś nigdzieś widać nory zwierząt, co to urządziły się pod ziemią w dawnych grobach. Być może cmentarzysko było w przeszłości naruszone przez ludzi, ale przez cały czas jest w bardzo dobrym stanie. To odkrycie rzuciło mnie na kolana. Nie da się opisać emocji towarzyszących człowiekowi, który błądzi między wiekami bez mapy i szuka, po czym trafia w dziesiątkię i odkrywa…

Nie zaprowadziła mnie tam mapa, bo zajrzałam do niej dopiero, gdy było już po wszystkim. Kiedy wróciłam do domu ustaliłam to, co naniesiono na NID-a. Czyli, iż błąd w lokalizacji jest pokaźny i mapa nikogo tam nie zaprowadzi. To cmentarzysko z epoki brązu nigdzie nie zostało opisane. Ludzie po prostu o nim nie wiedzą. No może poza rolnikiem, który uprawia to pole. On musiał zostać o tym poinformowany, żeby nie przyszło mu do głowy podorywać zabytku, bo za podobne naruszenia, również kopanie na własną rękę w takich miejscach grozi kryminał.

To nie kamienie zebrane z pola, choć też leżą na obrzezach, ale kurhan.

Cmentarzysko ciałopalne w Lipnicy

Z racji tego, iż za każdym razem, gdy wyruszaliśmy we troje na ten co tygodniowy spacer i wracaliśmy z takimi osiagnięciami, zaraz po odkryciu cmentarzyska w Jugowcu, zaplanowałam kolejne wyjście w teren w celu namierzenia jeszcze jednej tak bardzo leciwej nekropoli z epoki brązu, która położona jest gdzieś w popliżu Lipnicy. Namierzyłam to miejsce na mapie NID, ale nie byłam pewna, gdzie to dokładnie jest, gdyż położenie określono tam jako przybliżone. To była ta sama sytuacja co poprzednio. Cmentarzysko miało nadaną nazwę i określony został obszar AZP. Naniesiono je na tę mapę w roku 1968, czyli grubo pół wieku temu. Pomimo przybliżonego jedynie położenia, zaczęłyśmy poszukiwania dokładnie z tego miejsca, gdzie je zaznaczono. gwałtownie okazało się, iż w opisie, trafiono w punkt!

Cmentarzysko ciałopalne w Lipnicy. Epoka brązu

Lipnica to wieś oddalona od Środy Śląskiej o kilka kilometrów, ale my wyruszyliśmy znanym mi skrótem, czyli ścieżką pomiędzy polami. Tym razem poszło nam chyba jeszcze łatwiej niż tam w Jugowcu, gdyż okazało się, iż zabytek znajduje się w niewielkim lesie i widać go z rzeczonej dróżki. Najśmieszniejsze jest to, iż mijałam to miejsce pierdyliard razy. Kiedy przejeżadeżałam tamtędy rowerem i gdy byłam na długim spacerze z psem, jednak nigdy nie wbijałam się w to zadrzewienie i nie intrygował mnie ten niewielki kopiec na środku polany, gdyż wiedziałam, iż kilkadziesiądt metrów za nim znajduje się tor kolejowy i iż gdy go budowano, jeszcze za Niemca, to budowa ta ostro pofalowała ten teren. A więc sporo tam mniejszych i większych wypiętrzeń i dołów w ziemi. Jednak pomimo tego przyznaję, iż zawsze zastanawiałam się dlaczego w tym miejscu nie ma nasadzień. Nie przypuszczałam jednak, iż to z powodu cmentarzyska ciałopalnego…

Jedyny tak dobrze zachowany kurhan z tego cmentarzyska.

Będac w tym miejscu tamtego dnia z taką wiedzą, od razu wyłowiłam go wzrokiem z pełnym przekonaniem, iż jest to kurhan. Podeszłyśmy tam z wielkimi emocjami i przyglądałyśmy się tej starej mogile. Dotykałam ją rękami, żeby sprawdzić, czy to nie jest poprostu kupa gruzu albo zwykłej ziemi, ale powierzchnia była twarda, ubita i wyczuwało się, iż obłożona kamieniami. Ciekawostką jest też to, iż wyczytałam ze starej niemieckiej mapy tego terenu, iż w XIX i XX wieku funkcjonowała tam niewielkia kopalnia piachu, ale najwyraźniej nie naruszała ona obszaru cmentarza. Widać dla Niemców ten zabytek rownież miał wartość.

Na tym stanowisku archeologicznym kurhany wyglądają inaczej niż te w Jugowcu. Może są starsze od tych łużyckich, albo po prostu ludzie ci mieli wiele sposobów na pochówki zmarych. W każdym razie widziałam już wcześniej takie kopce w Będkowicach pod Sobótką. Na całej tej polance jest ich więcej, ale nie są tak wyraźne jak ten jeden. Teren jest pofalowany, jednak z powodu braku głazów układanych na grobach, ciężko jest ustalić dokładne ich położenie. Tutaj wyraźnie widać, iż nekropolia została gruntownie przekopana. Jeden z kurhanów został dosłownie rozryty na pół. Nie potrafię ustalić od kiedy to się dzieje, ale fakt, iż polana jest łysa daje do myślenia. Najwyraźniej ktoś, kto zarządza tym terenem wie, iż nie wolno mu tu kopać.

Zastanawia mnie to, dlaczego te cenne historycznie miejsca owiane są taką dziwną tajemncą? Widać, iż są nietykalne, bo ani w Jugowcu ani w Lipnicy nie ingeruje się w ich teren zbyt mocno, ale nie zostały one ani oficjalnie zabepieczone ani opisane. Nie zastałam tam choćby kamienia z inskrypcją. W moim pojęciu to wielkie marnotrastwo, gdyż mając na terenie powiatu takie skarby, można by stworzyć wokół nich szlak turystyczny. Ale do tego trzeba pieniędzy i woli działania. Moja Mała Ojczyzna naszpikowana jest takimi cmaczkami dziejowymi jak dobra kasza skwarkami, ale nikt oprócz mnie nie zajmuje się nimi. Te miejsca są bezcenne i czynią tę piękną krainę ciekawszą i wartościowszą, jednak prawie w ogóle się o nich nie mówi. Każde z nich to prawdziwa bomba dla kochających się w historii. Mam nadzieję, iż Was tym zaintrygowałam.

Cmentarzysko szkieletowe w Sokolnikach

Tym razem wybraliśmy się trochę dalej i na rowerach, bo ze Środy Śląskiej do Piotrowic. Zrobiliśmy wtedy kilkadziesiąt kilometrów. To była majówka tego roku. Pogoda obłędna, temperatura idealna. Spakowałyśmy się z Renią bardzo skrupulatnie. W sakwach miałyśmy prowiant i apteczkę. Oczywiście Lonek jechał z nami w koszyku na kierownicy. To była całodzienna wyprawa. Od poranku do zachodu słońca i jak się potem okazało, niewykle udana. W planie miałam pokazanie przyjeciółce jakie tajemnice kryją rzeczone Piotrowice. Byłyśmy więc na tamtejszym grodzisku średniowiecznym, gdzie zjadłyśmy posiłek i odpoczywałyśmy w drodze, a potem zwiedziłyśmy park dworwski, gdzie pokazałam Reni ruiny oranżerii, grobowiec w kształcie piramidy, stary kościół ewangelicki i pomnik Bismarka uryty w lesie na wałach przeciwpowodziowych. Wszystkie te miejsca to żadne oficjane punkty turystyczne. Żeby je zobaczyć, trzeba wiedzieć gdzie szukać. Kiedy plan został wykonany, nadeszła pora na mnie. Bo wiedzieć trzeba, iż ja już to wszytsko widziałam, zbadałam i opisałam na tym blogu i tym razem wyruszyłam w tę drogę aby odnaleźć stare cmentarzysko szkieletowe w Sololnikach.

Sokolniki…

To niewielka wieś dolnośląska położona malowniczo za Piotrowicami na drugim brzegu Strzegomki. Nie miałam dokładnych namiarów na to cmentarzysko. Wiedziałam jedynie, iż znajduje się ono w którejś z niewielkich zadrzewionych kęp tuż obok tej miejscowości. Zaczęłyśmy więc lustrację tego terenu. Przeszukałyśmy te wyspy na polu jedną po drugiej prowadząc rowery po bedrożach i trochę to trwało, ale warto było!

Na tym wzgórzu znajduje się opisywane tu cmentarzysko

Zostawiłyśmy maszyny na skaju pola i lasu spinając je ze sobą. Potem weszłyśmy między drzewa. Szłyśmy pod górę, aż dotarłyśmy to wyrobiska. To była wielka dziura w ziemi, z której ongiś coś wydobywano, najpewniej piach. Dalej rosły brzozy. Szłam skrajem tego wyrobiska, a Renia z Lonkiem za mną. Wszyscy lustrowaliśmy wzrokiem teren. W pewnym momencie zobaczyłam kamień, a obok niego krzyż. Zaczełam wolać do przyjaciołki, iż coś znalazłam i po chwili wszyscy tam staliśmy…

Cmentarzysko szkieletowe w Sokolnikach. X – XI wiek

Oczywiście euforii ze znaleziska było co niemiara! Lonkiewicz podszedł do kamienia i wygodnie się przy nim ułożył. Spedził tam cały ten czas, korzystając z okazji, żeby odpocząć, kiedy my forografowałyśmy i oglądałyśmy to miejsce. Mądre stworzenie z niego.

Tablica informacyjna, którą tam zastaliśmy opowiada historię o ludziach, którzy żyli i umarli w czasach, kiedy rządził w naszym krajem Mieszko, nasz pierwszy król. To cmentarzysko nie jest tak stare, jak te łużyckie z Jugowca i Lipnicy, ale to także kawał historii! Tym razem mamy do czynienia z pochówkami szkieletowymi, czyli bez palenia ciał i bez urn. Nekropolia znajduje się na tym niewielkim wzgórzu, a groby toną w wysokiej trawie. Napewno jest ich tam sporo, ale najbardziej widoczny i czytelny w tym terenie jest ten obok tablicy. Widać go po lewej stronie. Podłużny i niezbyt wysoki kopiec. Wygląda bardzo podobnie jak współczesne mogiy ziemne.

Miejsce to historyczne zostało dość dobrze przebadane w 1984 roku

Pod lupę wzięto powierzchnię o wielkości 2 arów. Znaleiono tam 7 grobów jamowych (ziemnych), gdzie znajdowały się ludzkie szkielety i dwa obiekty przypominające kurhany nakryte kamieniami. Umarli znalezieni zostali w pozycji leżącej na wznak. Byli wyprostowani, a ich ręce leżały wzdłuż ciała. Tylko w jednej z tych mogił znajdował się inaczej ułożony szkielet. Zmarły leżał na boku i zgięty był w pół. W innym grobie spoczywał człowiek, który miał złamane podudzia. Ustalono również, iż jego kości były zdeformowane a czaszka zmieżdżona. Na tym cmentarzysku odkopano dwóch mężczyzn, jedną kobietę i jedno dziecko. Płci pozostałych nie udało się ustalić. W jamach wraz z ludzkimi szczątkami odkryto żelazne noże i krzesiwo. Znaleziono też dwie srebrne monety.

Mam nadzieję, iż podobało Wam się moje opowiadanie o miejscach bezcennych historycznie i jednocześnie niemal niezauważanych. To nie piękne pałace i zamki, ale przyznacie, iż robią wrażenie. Oczywiście na tych z Was, którzy czują ducha dziejów…

Źródła:

https://powiat-sredzki.pl/mr/wp-content/uploads/sites/3/2023/08/Katalog-muzealny-2024-z-okladka-1.pdf

https://bazhum.muzhp.pl/media/texts/informator-archeologiczny-badania/1984-tom-18/informator_archeologiczny_badania-r1984-t18-s143.pdf

Idź do oryginalnego materiału