Zagadkowy blask zielonych oczu z przeszłości

twojacena.pl 1 miesiąc temu

Spojrzenie zielonych oczu z przeszłości

Krzysztof obudził się o świcie i pomyślał:

– No tak, dawno się tak nie wyspałem, i to gdzie? W polu, w stogu siana, bez wygód i ciepłego koca. Ale po co, lato, jest ciepło, a siano pachnie i grzeje.

Wstał i odgarnął siano. Głowa działała normalnie, nie martwił się rozstaniem z żoną, nie smucił. Czyżby to znaczyło, iż nigdy nie pokochał jej naprawdę? Zamyślił się.

– Więc te wszystkie dziesięć lat razem to tylko udawanie rodzinnego życia? Choć żyliśmy zgodnie, dziecka nie mieliśmy. Weronika miała córkę, ale, jak to ujęła, sama nie wiedziała, kto jest ojcem. Urodziła dla siebie.

Krzysztof zawsze czuł pewną sztuczność w zachowaniu Weroniki, często się kłócili. Po każdej awanturze w jego pamięci pojawiały się zielonkawe oczy i uśmiech pielęgniaczki Marysi, która pochylała się nad nim, robiła zastrzyki i stawiała kroplówki w szpitalu. Miał wtedy ranę, dostał ją na wojnie w Czeczenii.

Siedział w stogu i uśmiechał się, wspominając Marysię, jej kojący głos i oczy jak dwa szmarli. Miała gęste, kasztanowe włosy. Nigdy nie spotkał już takiego spojrzenia. Wierzył, iż to właśnie ona pomogła mu przetrwać najtrudniejsze chwile.

W dniu wypisu, zerwawszy bukiet polnych kwiatów, poszedł do Marysi. Chciał zaproponować, by wyjechała z nim do domu. Wiedział, iż to niełatwo zorganizować, ale miał nadzieję.

– Marysi tu nie ma, przenieśli ją do innego szpitala powiedziała pielęgniarka, do której się zwrócił.

– A gdzie dokładnie?

– Nie wiem, i nikt ci nie powie. Sam rozumiesz, gdzie jesteśmy

Krzysztof był zrozpaczony, ale postanowił jej szukać. Tylko jak, skoro znał tylko imię i kolor oczu? Musiał wrócić do domu został zdemobilizowany ze względu na stan zdrowia. W domu było jak zawsze: ojciec pił, matka pracowała i krzyczała na męża.

Pewnego dnia odwiedził go jego przyjaciel z wojska, Lech. Przeszli razem przez wiele.

– No witaj, Krzysiek! Jak się trzymasz? Doszedłeś do siebie? uścisnął go mocno.

– Jakoś leci wzruszył ramionami.

– Możesz do nas przyjechać. U was wioska mała, pracy nie ma zaproponował Lech. Chyba iż coś cię tu trzyma albo ktoś podsunął z uśmiechem.

– Nie, nikogo. Nie mogę zapomnieć Marysi.

– No tak, mocno cię wzięła. Ale trzeba szukać, pisać, nie podzielać.

Krzysztof wyjechał z przyjacielem do jego wsi. Z czasem kupił mały, stary domek, wyremontował go i tam zamieszkał. Lech zakochał się i z żoną Kasią wyjechał do miasta powiatowego.

– Wiesz, przykro mi, iż cię tu ściągnąłem, a sam uciekam powiedział Lech. Ale myślałeś, iż spotkam Kasię? Będziemy się widywać.

– Spokojnie, stary uśmiechnął się Krzysztof. U mnie też coś się zaczyna. Ostatnio oświadczyłem się Weronice.

Krzysztof obejrza

Idź do oryginalnego materiału